Jedynie prawda jest ciekawa

ABW broni się ...zamachem

20.11.2012

Poranek przyniósł sensacyjne informacje, jakoby pewien mieszkaniec Krakowa planował „zamach terrorystyczny na organy konstytucyjne RP” (konkretnie chodziło o Prezydenta oraz Sejm). Śledzenie tych informacji dla kogoś kto posiada choćby cień wiedzy na temat tego jak powinny działać służby specjalne musi budzić co najmniej takie samo rozbawienie jak widok śmiertelnie poważnej twarzy Jarosława Kuźniara, ogłaszającego w poranku TVN te rewelacje.

Proszę na chwilę usiąść i wyobrazić sobie następującą sytuację: mamy 5 września 2001 roku. Od rana w amerykańskich telewizjach CBS, NBC, ABC, CNN wałkowana jest informacja o tym jakoby FBI udało się schwytać „kogoś” kto planował „coś” podłożyć „gdzieś” by zabić „kogoś”, po czym o godzinie 10-tej czasu amerykańskiego szef tejże FBI (wtedy Robert Mueller) ogłasza to wszystko ze szczegółami podczas konferencji prasowej. Profesjonalizm? Raczej nie.
Do czego zmierzam? Otóż do tego, że żadna profesjonalna służba specjalna na świecie nie działa w taki sposób, jak zaprezentowała to od rana polska ABW. Kardynalne błędy od samego początku (pierwsza informacja już o dwunastej w nocy) po czym festiwal rzucania do mediów coraz większej ilości szczegółów, z których każdy potencjalny terrorysta może odczytywać i składać całą metodologię funkcjonowania tej służby. Za głowy solidarnie łapią się Jerzy Dziewulski, Piotr Niemczyk i Roman Polko, a ABW swoje.
Brak profesjonalizmu? Nie – Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego to służba bardzo profesjonalna. Tylko, że swój profesjonalizm skupia raczej na rozgrywkach personalnych i politycznych, aniżeli działaniach operacyjnych.

Amber Gold i tajemnicza reforma

W pierwszych dniach afery Amber Gold niezwykle wyraźna była początkowa narracja prowadzona przez specjalistów od PR z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów – odsunąć sprawę jak najdalej od premiera, w żaden sposób nie łączyć jej z nazwiskiem Tusk, państwo działa sprawnie, tylko zawiodły służby, czyli ABW. Wtedy też pojawiły się w mediach pierwsze przecieki, dotyczące planowanych reform tej służby – mowa była między innymi o przekształceniu jej w taki sposób aby nie miała już uprawnień śledczych, zamiast tego „Abwehra” (nazwa stosowana przez samych funkcjonariuszy) miałaby być służbą informacyjną. Szerzej o sprawie pisał w listopadzie portal stefczyk.info, który dotarł do szczegółów tego jak toczą się prace nad reformą. „Powołany przez premiera zespół analizuje następujące problemy: nadzór nad służbami specjalnymi, koordynacja pracy służb, kontrola działań służb, w tym wykonywanych przez nie czynności operacyjno-rozpoznawczych, podział zadań i kompetencji służb, ujednolicenie i modernizacja pragmatyki służbowej” – informowało MSW w odpowiedzi na pytania redakcji.
Jednak reformatorski zapał premiera Donalda Tuska wobec ABW znacząco ostygł już dużo wcześniej – krótko po prowokacji wobec sędziego Ryszarda Milewskiego (słynny „telefon z KPRM”) oraz po ujawnieniu nagrań z meczu Lechii Gdańsk na którym premier ze wspomnianym sędzią radośnie przybijają „piątkę”. Ta druga akcja niemal nosiła podpis Krzysztofa Bondaryka (szefa ABW) a ponadto przypominam, że premier Tusk przed ujawnieniem nagrań zaprzeczał jakoby w ogóle nazwisko wspomnianego sędziego znał.
Wielu funkcjonariuszy ABW przyznaje, że „Bond” (Krzysztof Bondaryk) od dłuższego czasu zbiera „haki” na polityków PO. Wspomniane „haki” miałyby być polisą ubezpieczeniową na wypadek prób ingerowania polityków w działania i kształt ABW. Podobno Bondaryk posiada kompromitujące informacje dotyczące samego Donalda Tuska, a także Sławomira Nowaka i Tomasza Arabskiego, oraz wielu trójmiejskich samorządowców, powiązanych z Platformą. Taśmy z meczu Lechii były więc tylko swoistym ostrzeżeniem, zaś sprawa „terrorysty z Krakowa” miałaby wywołać opór społeczny przed próbami zmian w ABW. Bo skoro nasze służby działają tak skutecznie, skoro łapią groźnych terrorystów, „polskich Breivików” to z pewnością nie należy nic zmieniać, czyż nie?

Problemy z informacją

Wisienką na torcie była dzisiejsza konferencja prasowa, podczas której ze szczegółami informowano o działaniach ABW i o tym co planował rzekomy terrorysta. Każdy kto usłyszał o „czterech tonach” ładunków wybuchowych musiał przynajmniej popukać się w czoło (tłumaczę – cztery tony to więcej niż waga samochodu osobowego – aby więc zdetonować choćby połowę terrorysta musiałby podjechać pod Sejm ciężarówką). Ponadto prezentacja skonfiskowanych sztuk broni, mowa o „1100 sztukach amunicji”… proszę nagrywać, bo taka konferencja to prawdziwy precedens w świecie tajnych służb. Przytoczę jedynie opinię jednego z byłych szefów CIA: „O tym czy służby specjalne działają czy nie, świadczy to, ile planowanych zamachów się nie odbyło”. Mówiąc prościej – im ciszej o pracy danej służby specjalnej, tym lepiej ona działa. Niestety dziś rano nie można tego powiedzieć o ABW.
Jak powinien wyglądać prawidłowy proces przepływu informacji pomiędzy służbami? Najprościej mówiąc w Polsce wygląda on następująco: W przypadku zagrożeń terrorystycznych wymierzonych w prezydenta, premiera, szefów resortów itd. Informacje gromadzi wywiad, oraz ABW, a następnie przekazuje je do Biura Ochrony Rządu, które dokonuje analizy zagrożeń i do nich dopasowuje techniki ochrony poszczególnych osób, podczas gdy ABW wspomniane zagrożenia „rozpracowuje” (czyli pracuje nad tych zagrożeń eliminacją, dokonuje zatrzymań etc.). Drugi kanał przepływu informacji jest odwrotny – to BOR gromadzi informacje o osobach kontaktujących się z premierem, prezydentem, ich rodzinami i tak dalej, a następnie przekazuje je do ABW aby ta dokonała stosownych analiz. W tym wypadku chodzi tu o zapobieganie nieświadomym a możliwym kontaktom chronionych i ich rodzin z przedstawicielami świata przestępczego, agentami obcych służb i lobbystami. ABW prowadzi od wielu lat także szkolenia dla rodzin rządzących polityków dotyczących tego jakich kontaktów unikać, uczy tzw. „świadomości środowiskowej” – takie szkolenie przeszedł między innymi syn Leszka Millera gdy ten był premierem. Coraz częściej jednak można dotrzeć do informacji o coraz mniejszym profesjonalizmie służb w tym zakresie. Ujawnione zeznania oficera BOR dot. Gen. Mariana Janickiego i jego, delikatnie mówiąc” lekceważącym stosunku do ochrony śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego sprawiają, że włos się na głowie jeży. Jednak mówi się o tym, że obecna bezpośrednia ochrona premiera Donalda Tuska wcale nie sprawia się lepiej – a podobno gdyby szczegóły braku profesjonalizmu tych oficerów wyszły na jaw, mielibyśmy polską odsłonę słynnej kolumbijskiej afery Secret Service.  
Z tego względu dzisiejsze rewelacje zamiast uspokajać – niepokoją. Coraz bardziej widzimy jak nieprofesjonalne są nasze służby. I nie wiemy na razie jak wielu prawdziwych, groźnych terrorystów skorzysta na dzisiejszym, medialnym show made in ABW.


Arkady Saulski

[Fot. Pap/Rafał Guz]


CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook