Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Szczerski: Otwarte bramki na A1 to esencja populizmu Tuska

10.08.2014

O tym, z czyjej kieszeni premier Donald Tusk zafundował niektórym kierowcom darmowe przejazdy w weekendy autostradą A1 rozmawiamy z Krzysztofem Szczerskim, posłem Prawa i Sprawiedliwości.

Stefczyk.info: - Jak Pan ocenia gest Donalda Tuska, zafundowania darmowych przejazdów autostradą A1 w weekendy?

Krzysztof Szczerski: - Jeśli gdzieś, ktoś szuka definicji czym jest populizm, to w tym przypadku mamy do czynienia z esencją tego, co się nazywa politycznym populizmem. Populizmem, który jest jednak bardzo selektywny, bo w klasycznym populizmie stara się dogodzić wszystkim, grać pod publiczkę wobec wszystkich, a tu premier dokonał podziału na lepszych i gorszych kierowców.


Premier mówi, że koszty tego "prezentu" zostaną pokryte z rezerwy celowej budżetu. Raptem 20 mln zł...

- Znamy powiedzenie "Nie ma darmowych obiadów", nie ma więc też darmowych przejazdów autostradą - nie istnieje coś takiego jak darmowy przejazd. Jeśli autostrada jest płatna, to oznacza, że za te "darmowe" przejazdy zapłacą wszyscy podatnicy. Firma ta otrzyma zwrot pieniędzy za niepobrane opłaty z budżetu państwa.

Tak więc premier uznał, że pieniądze podatników mogą być tylko dla kierowców, którzy chcą jeździć do Gdańska - pewnie z osobistego sentymentu, bo zapewne rodzina pana premiera tą autostradą jeździ. Cała reszta musi się na nich złożyć.


Czy taka decyzja nie jest po prostu skrajnie niesprawiedliwa? Tych co jadą na wakacje powinno stać na te kilkanaście złotych opłaty, a płacą za nich nawet ci, których nie stać na jakiekolwiek wakacje...

- No właśnie, wszyscy podatnicy fundują im ten "darmowy" przejazd, a tak naprawdę fundują prywatnej firmie obsługującej tę autostradę dochód z pieniędzy budżetowych.

Co więcej, moim zdaniem z punktu widzenia gospodarki budżetem państwa jest to bardzo wątpliwe. Dobrym pytaniem będzie jak uzasadnić budżetowo ten wydatek, jakim jest płacenie prywatnej firmie obsługującej jedną z polskich autostrad? Rozumiem, że być może lobbing innych firm obsługujących autostrady w Polsce nie był tak silny, albo sentyment pana premiera do innych autostrad jest mniejszy i to on spowodował, że tylko jedna firma będzie zyskiwała extra wpływy z budżetu państwa.


Myśli Pan, że to już może być przedsmak kampanii wyborczej do samorządów? Czy to już jest pierwszy kęs kiełbasy wyborczej?

- Premier prowadzi nieustanną kampanię wyborczą i ta kampania jest już w pełni rozwinięta. Dlatego ta decyzja jest jej częścią - populizm ma to do siebie, że ma zjednywać ludzi.

Mogę sobie tylko wyobrazić, co by się działo, gdyby taki gest wydarzył się w czasach rządów Prawa i Sprawiedliwości i jakby nagłaśniano protesty kierowców w innych częściach kraju. A teraz mamy zachwyty nad tym, jak premier rozwiązał problem korków na austostradzie A1 a to nie jest prawda, bo premier żadnego problemu nie rozwiązał - problem jest bowiem poważniejszy niż weekendowe zwolnienia z opłat. Co więcej, jak mówiłem, to nie jest neutralna decyzja z punktu widzenia budżetu i wątpliwa pod kątem uprzywilejowywania wąskiej grupy społecznej jaką są wczasowicze w Gdańsku oraz goście Donalda Tuska jadący do niego do Sopotu. Dobrze, że chociaż budżet zaoszczędzi na opłatach za samochody rządowe jeżdżące do premiera...


Z taśm ujawnionych przez "Wprost" dowiedzieliśmy się, że przed wyborami w 2011 r. Platforma sztucznie utrzymywała niską cenę benzyny - a po nich, zdaniem premiera Tuska mogła już kosztować "nawet 7 zł". Myśli Pan, że możemy spodziewać się kolejnych takich gestów wobec innych grup społecznych, niekoniecznie wypoczywających nad morzem?

- Wszystko zależy od tego, jakie będzie medialne zapotrzebowanie na wydarzenia. Premier Tusk podążą bowiem za tym, co widzą jego doradcy w mediach. Gdyby nie zrobił się medialny szum w okresie kanikuły i wyjazdów wakacyjnych, to tego gestu by nie było. A to oznacza, że to będzie sie powtarzało, krok po tym, co pokażą media - czyli dobrego premiera.

Proszę też zauważyć, że ta decyzja premiera dlatego była tak szybka, bo zachciał zatrzeć kolejną gigantyczną PR-owską wpadkę gwiazdy Platformy - wicepremier Elżbiety Bieńkowskiej. Po "sorry taki mamy klimat", teraz było "sorry takie mamy bramki" - kolejna odsłona arogancji pani Bieńkowskiej i ten gest premiera musiał być na tyle istotny, by tę arogancję przykryć.

Dlatego tego typu zagrywki będą się powtarzały - nie ma tam pomysłu na rozwiązywanie problemów Polski, a tylko próby łatania PR-owskich wpadek populizmem i dogadzania kolejnym grupom społecznym, żeby zdobywać jakiekolwiek poparcie.


A myśli Pan, że odważy się wykonać taki gest wobec "frankowiczów" - czyli mających kredyty hipoteczne we frankach szwajcarskich - jak to zrobił m.in. Viktor Orban? Do tej pory powszechnie krytykowano wszelkie pomysły, żeby im pomóc - bo "dlaczego właśnie im?" Ale teraz ten dogmat - selektywnej pomocy - na autostradzie A1 padł...

- Uważam, że tutaj nie będzie to takie proste. Poważnym zapleczem Platformy są interesy wielkich banków. I tutaj populizm ma swoje granice, w takim sensie, że na takie rozwiązanie, kosztem banków, jak to zrobił Orban, Tusk się nigdy nie zdecyduje. Chyba, żeby z budżetu zrekompensowano jakoś straty banków z powodu urealnienia kredytów we frankach, ale to są sumy, które chyba przekraczają możliwości populizmu nawet premiera.

Frankowicze są po prostu dużo bardziej kosztowni niż "bramkowicze" na A1.


not. zrk
[fot. PAP/Adam Warżawa]


Zainteresował Cię artykuł? Znajdź nas na Facebooku!
Słowa kluczowe:

Krzysztof Szczerski

,

A1

,

Autostrada A1

,

PR

,

frank

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook