Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Żydowskie inspiracje "Hobbita"

09.01.2014

Opowieść Tolkiena jest wielką przestrogą przed destrukcyjną siłą żądzy bogactwa – pisze Pawlicki w tygodniku „wSieci”.

W najnowszym numerze tygodnika „wSieci”, Maciej Pawlicki zauważa, że Peter Jackson, kręcąc drugą część „Hobbita”, uległ czarowi pieniędzy i stworzył film „łączący sceny fascynujące i urocze z pomysłami banalnymi i nużącymi w swej przewidywalności oraz powtarzalności.”

„Nawet wprowadzając pewne zmiany, Jackson działał zgodnie z duchem powieści i potwierdził regułę, że to, co dobre, może być popularne, zaś to, co popularne, może być dobre” - komentuje producent filmowy poprzednie ekranizacje trylogii Tolkiena. Zauważa, że druga część „Hobbita” już bardziej odchodzi od literackiego pierwowzoru.

„Opowieść Tolkiena jest wielką przestrogą przed destrukcyjną siłą żądzy bogactwa. Nie muszę dodawać – jakże aktualną właśnie dziś” - dodaje Pawlicki. 

Autor tekstu opowiada, że pierwotnie reżyserią drugiej części „Hobbita” miał się podjąć Guillermo del Toro. Jednak fani sagi przekonali Jacksona, że to on jest odpowiednim człowiekiem do tego zadania – wiedząc, że on nie ulegnie kuszenia przez mamonę. Pawlicki ocenia, że w tym przypadku to przewidywanie się nie sprawdziło. „I oto Peter Jackson przegrał, pierścień przejął nad nim władzę. Zaczęło się chłeptanie, dojenie, grabienie kasy grabiami i szuflowanie łopatami. Czyli pompowanie opowieści, bo skoro można zarobić trzy miliardy, to dlaczego zarabiać jeden?” - pyta retorycznie. I recenzuje najnowsze dzieło Jacksona: „Jackson wraz z władającym nim (mam nadzieję tylko czasowo) pierścieniem stworzyli hybrydę, która ma wiele filmowej urody, jest efektownym widowiskiem i która wciąż ma wiele wspólnego ze światem Tolkiena, z jego przesłaniem. Ale gubi proporcje, zaraża się banałem. Jest już tworem osobnym, popkulturowym kotletem mielonym.”

I właśnie ta zmiana proporcji – zdaniem Pawlickiego – zmieniła główna oś filmu. „Obecny u Tolkiena dość umiarkowanie motyw wygnania z rodzinnego domu Jackson wysuwa na plan pierwszy. (…) Nie mam o to do autorów filmu pretensji, a wręcz przeciwnie, uważam, że dowartościowując i uszlachetniając krasnoludzkich bohaterów, opowieść wzbogacili. Pozwolili widzom utożsamić się z bohaterami w znacznie piękniejszej sprawie. Bo w filmie pocieszną gromadą Thorina nie kieruje przede wszystkim żądza złota, ale po prostu patriotyzm, miłość Ojczyzny” - ocenia producent filmowy. 

Ten motyw, ludu tęskniącego do własnej Ojczyzny nasuwa od razu skojarzenia z narodem żydowskim – zwraca uwagę Pawlicki. I precyzuje, że także język krasnoludzki jest wyraźnie wzorowany na hebrajskim. „Czyż to nie jest historia Abrahama i Izaaka?” - pyta Pawlicki o podobieństwa. Po czym sam odpowiada: „Nieco odmieniona, bo Abraham nie zawinił pychą jak Aule, ale przecież najważniejszy jest w niej akt wiary w wolę Najwyższego, stawiający wierność Jego miłości ponad najsilniejszą miłość ziemską. W tej transcendentnej perspektywie królująca w sercach wielu Krasnoludów, banksterów czy właścicieli mediów miłość do złotego cielca jest samozagładą pod górą złota.”

mc,"wSieci"

[fot. wSieci]

Słowa kluczowe:

Trylogia

,

wSieci

,

film

,

Hollywod

,

pieniądze

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook