Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Tak bawiły się elity PRL

05.07.2014

Ekscesy alkoholowe prominentów władz PRL-u, ale też zabawy artystów, sportowców i zamożnych prywaciarzy opisuje Sławomir Koper w książce "Życie towarzyskie elit PRL",. która właśnie trafiła do księgarń.

"W czasach PRL życie towarzyskie bez wódki praktycznie nie istniało. Pili wszyscy – literaci, sportowcy, aktorzy, plastycy, a także członkowie władz partyjnych i państwowych. Specyfika epoki powodowała, że najczęściej pito czystą wódkę, a inne napoje alkoholowe odgrywały marginalną rolę. Z dostępem do piwa bywały problemy, wino dobrej klasy były bardzo drogie, a sprowadzane z Zachodu whisky czy koniak uchodziły za wyjątkowy rarytas" - pisze Koper.

Przykład szedł z góry. Zdaniem Kopra, Bierut i jego ekipa nie odmawiali sobie niczego. Luksusowe rezydencje w najpiękniejszych zakątkach kraju, domy w Konstancinie, eleganckie apartamenty w Warszawie, kucharze, służba, przysmaki i wyrafinowane trunki bardzo przypominały oficjalnie potępiane burżuazyjne luksusy. Alkohol lał się strumieniami, a Bierut pił zdecydowanie za dużo, preferując czystą wódkę. Pijany potrafił nawet arogancko potraktować sowieckiego ambasadora, przed którym na trzeźwo się płaszczył. Zupełnie innym typem człowieka był Władysław Gomułka, który podobno upijał się tylko raz do roku podczas balu sylwestrowego, zawsze czystą wyborową. Ten komunista, wierzący w ideał skromnego życia, potępiał nawet czarną kawę, która uwielbiała jego żona i cytrusy. Publicznie ogłosił, że są one zupełnie zbędne, bo witaminę C zawiera także kiszona kapusta. Józef Cyrankiewicz podał więc mu kiedyś herbatę z miseczką kiszonki.

Ten ostatni z kolei był raczej hedonistą, plotkowano o jego romansach i ekstrawagancjach. Kiedy w trakcie jednego z przyjęć w partyjnym ośrodku w Łańsku doniesiono mu, że niebawem przyjedzie Gomułka, natychmiast kazał sprzątnąć ze stołu koniak, łososia i kawior, a w zamian pojawiły się kaszanka, ser i kawa zbożowa. Także ekipa Gierka nie odmawiała sobie niczego - ani eleganckich ubrań, ani smakołyków. Stanisław Kania był natomiast alkoholikiem, który pijał nawet w godzinach pracy, a przypominanie mu o czekających interesantach zbywał stwierdzeniem "A g... tam, poczekają".

Na prowincji bywało podobnie. Mieczysław Rakowski wspominał: "Byłem w Żaganiu, gdzie po rozmowach zaproszono mnie na obiad, na którym „pękło” dwa litry wódki. Że też ci towarzysze nie mogą żyć bez wódki, a gdy człowiek się wzbrania, to mówią: „Jak to, towarzyszu, nie wypijecie z nami?".

Oficerowie WP pili bardzo dużo, jednak na czele armii stał całkowity abstynent, Wojciech Jaruzelski (minister obrony narodowej od 1968 r.), zdeklarowany wróg alkoholu w każdej postaci. W środowisku wojskowym odbierano to jako dziwactwo. Florian Siwicki opowiadał, że gdy byli jeszcze młodymi oficerami, to wielokrotnie "wpadał do Jaruzelskiego z flaszką". Namawiał go jednak bezskutecznie, bo podobno generał "nie lubił alkoholu tak jak ktoś, kto nie cierpi np. szpinaku".

Elity kulturalne PRL nie stroniły od alkoholu, wypracowały też specyficzną kulturę zabawy w knajpach. Status kultowej jako pierwsza osiągnęła Kameralna przy Foksal, którą opisywali m.in. Hłasko i Tyrmand. Jej goście musieli mieć marynarki, więc stali bywalcy jak Hłasko, czy Paweł Minkiewicz, trzymali w szatni dyżurny strój. Szatniarze prowadzili lombard i występowali także w roli ochroniarzy. Podobnie było w SPATiF-ie, który stał się modny nieco później. Tam właśnie Piwowski, Maklakiewicz i Głowacki układali dialogi do "Rejsu", tam Hoffman zatrudnił Olbrychskiego do roli Azji Tuhajbejowicza. Nazwę "Ściek" dla klubu Stowarzyszenia Filmowców Polskich wymyślił Janusz Głowacki, ponieważ "spływał tam niedopity element z całego miasta".

Ważnym elementem życia towarzyskiego PRL były kawiarnie, w których przy "małej czarnej" i w kłębach papierosowego dymu dyskutowano o sztuce, oceniano aktualne wydarzenia i politykowano. To w kawiarni PIW-u na Foksal przygotowano słynny List 34 przeciwko cenzurze.

Modnym miejscem był basen Legii, oddany do użytku po remoncie w 1956 roku. Stał się nieoficjalnym miejscem, spotkań warszawskich literatów, filmowców, studentów i prywaciarzy. Przychodziły tu prostytutki i spragnione wrażeń licealistki. "Najmniej chodziło się tam po to, żeby opalić się na słońcu czy popływać w basenie. Raczej po to, żeby zobaczyć panienki w kostiumach kąpielowych. Kierownik dla niektórych trzymał leżaki, reszta ich nie miała. Zdobycie leżaka oznaczało wyższy status" - wspominał dziennikarz Jerzy Bekker. To właśnie na basenie Legii Roman Polański wypatrzył Jolantę Umecką, która zagrała w "Nożu w wodzie". "Na Legii obowiązkowo trzeba było bywać, bo inaczej nie wiedziało się, co się dzieje w świecie warszawskim" - wspomina Jerzy Gruza. W pewnym okresie na pływali serwowano nawet szampana radzieckiego.

Prostytutki snobowały się na przyjaciół artystów. "Z reguły były to panie pochodzące z nizin społecznych, a jedyny ich kapitał stanowiła uroda. Najczęściej szukały zamożnego sponsora, a efekcie kończyły jako prostytutki" - pisze Koper. "Lolita była szczupłą blondynką. Prowadziła kalendarzyk, w którym zapisywała, z kim miała do czynienia. Uważała, że należy mieć z każdym, kto jest znany" - wspomina Gruza. Rodziców Zuzi Ping-Pong zamknięto za przestępstwa gospodarcze, wędrowała więc od mężczyzny do mężczyzny, szukając opieki, stąd pseudonim. Wyjątkowo urodziwa była dziewczyna zwana "Paszczą", która słynęła z modnych i oryginalnych strojów. Wiele z tych dziewczyn zagrało w filmach, jak dwie dziewczyny zwane Budyń Duży i Budyń Mały, które tańczą na stole w filmie "Gangsterzy i filantropi".

W swojej najnowszej książce Sławomir Koper pisze też o kabarecie "Bim Bom", STS-sie, a także zabawach sportowców i prywaciarzy. Książka "Życie towarzyskie elit PRL" ukazała się nakładem wydawnictwa Czerwone i Czarne.

PAP, lz

[fot: wikimedia]

Słowa kluczowe:

PRL

,

książka

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook