Jedynie prawda jest ciekawa


"Niepokorny" - tylko u nas nowy fragment

14.11.2012

Dlaczego piloci słyszą z wieży kontroli lotów, że są na kursie i ścieżce, choć nie są? Co znaczą słowa kontrolera Pawła Plusnina, który ścigany przez polskich dziennikarzy rzucił, że on robił wszystko, by ich uratować, ale się nie udało.

– O tych wątpliwościach moglibyśmy napisać książkę. One są tak liczne, bo wcześniej doszło do rzeczy skandalicznej:  oddania przez polskiego premiera  śledztwa do wyłącznej właściwie dyspozycji Rosjan. To coś niedopuszczalnego i nie do zaakceptowania.  Zresztą faktycznie później do tego Tusk się  przyznał, rzucając hasło umiędzynarodowienia śledztwa.

 

Co też okazało się niemożliwe.

– Właśnie. A przez kilkanaście miesięcy  wmawiano  nam, przy udziale celebrytów medialnych, że jest konwencja chicagowska, która jest jedyną i możliwą podstawą prowadzenia dochodzenia  i nasze  prawa  są w niej zapewnione.  Potem  ci sami celebryci wmawiali  nam,  że  owszem,  Rosjanie prowadzą śledztwo, ale nasze prawa  są przestrzegane. To też  okazało  się  kłamstwem. A przemilcza  się  zupełnie fakt, że  jest w konwencji chicagowskiej zapis o tym, że  kraj-ofiara  może zwrócić się  o zgodę  na  prowadzenie  dochodzenia  w kraju, gdzie do katastrofy  doszło. Przy tej randze  wypadku trudniej byłoby zignorować taki postulat.  Nie zrobiono nawet tego. Dlaczego? Bo uznano, iż Rosjanie by się na to nie zgodzili. Jeśli tak do tego podchodzimy, to co to za polityka? Co to za suwerenność?

 

Propaganda głosiła, że trzeba było założyć  dobrą wolę  władz Rosji.

 – To niepoważne. W tej samej  gazecie,  która  na stronach zagranicznych opisuje Rosję jako kraj zabójstw politycznych, korupcji, manipulacji, braku szacunku dla prawa, politycznego wykorzystywania sądów i prokuratur oraz dominacji służb specjalnych,  czytamy apele,  by zaufać Rosjanom, czyli realnie  – aparatowi Putina. Czytamy, że na pewno solidnie wszystko zbadają.  Mówię oczywiście o „Wyborczej”. Jak z tym w ogóle polemizować? Na dodatek osobom próbującym łączyć elementarne  fakty odpowiada się, że ulegają teorii spiskowej. To taka retoryczna  pałka zamiast argumentu.

 

Ale były teorie niezbyt poważne.

– Jasne,  nie  sposób  ich wykluczyć przy tego  typu  tragediach. Tak było i tym razem. Nie wychodziły jednak z ust ludzi poważnych,  a twierdzę, że potrafimy ich odróżnić. I to nie może być powodem, by kwestionować  fakt, że władze polskie się skompromitowały. Najpierw umożliwiając  katastrofę, a potem oddając śledztwo w tak ważnej  sprawie.

 

Szokuje fakt, że nacisk polskiej opinii publicznej jest tak mało skuteczny. Nawet o niszczejącym wraku w zasadzie milczano. Dlaczego?

– Nacisk był fragmentaryczny i sprowadzał się do szczególnej grupy tzw. „prawicowych” dziennikarzy.  Główny nurt  medialny współtworzył rządową propagandę i ignorował szokujące informacje. Dlatego większość Polaków, która uwierzyła dominującym  ośrodkom, dała się  zmanipulować  i głosowała  na odpowiedzialnych za katastrofę. Zmiana ich postaw będzie długotrwała  i niełatwa. O najbardziej  szokujących  rzeczach dowiedzieliśmy się dzięki Misji specjalnej Anity Gargas i Wiadomościom robionym przez Jacka Karnowskiego. Nie przypadkiem oboje wkrótce potem wylecieli z telewizji. Ale reakcja była słaba, choć przecież  informacja o cięciu wraku piłami kilkadziesiąt  godzin po tragedii,  wybijaniu łomami szyb w tupolewie oraz gesty radości robiących to rosyjskich funkcjonariuszy, co mogliśmy zobaczyć na  własne  oczy – powinny  wywołać wstrząs.  A tu nic, cisza. Podobnie jak opisy dziennikarzy „Faktu” znajdujących na miejscu tragedii  jakieś spore samolotowe części, przekaźniki, zegary. Przecież to powinno być dokładnie zebrane,  złożone, przeanalizowane. Tak zrobiono po zamachu nad  Lockerbie,  gdzie  samolot  rozpadł  się  na  tysiące  części dziesięć  tysięcy metrów  nad ziemią. A jednak zebrano wszystko, po kawałeczku. Po wielu miesiącach udało się znaleźć fragmenty luku bagażowego, którego uszkodzenia doprowadziły do wskazania przyczyny katastrofy,  czyli zamachu bombowego.

 

Minister Kopacz zapewniała, że przekopano miejsce katastrofy metr w głąb. A kilka miesięcy po tragedii ludzie nadal znajdowali  tam  ludzkie  szczątki.  Nieudolność czy świadome kłamstwo?

– Lekceważenie,  ale nie wydaje mi się,  by w wypadku tej osoby występowała premedytacja, co oczywiście nie zwalnia jej z odpowiedzialności. Sądzę,  że również  w tej sprawie,  jak we wszystkich innych, mamy ze strony tego rządu do czynienia  z  głęboką nonszalancją.   Przyzwyczaili  się   do  tego,  że wszystko  jest  marketingową grą,  liczą na  osłonę medialną, a faktami przejmują  się  najmniej.  Gdy mówimy o działaniach tej władzy, to niemal wszystko jest takie. To królestwo picu, reklamy, propagandy,  gdzie niczego  nie traktuje  się  poważnie. Nic nie ma znaczenia.  Ważne  by coś ludziom powiedzieć,  bo media to bezkrytycznie powtórzą, ludzie uwierzą. A potem gdy wyjdzie wszystko na jaw, nikt już nie będzie  pamiętał, zresztą oferuje się ludowi nowe obietnice i kolejne igrzyska. Wszystko to ma jednak bardzo poważne  konsekwencje.  Przy dużo mniejszych katastrofach w państwach  cywilizowanych ktoś musi ponieść odpowiedzialność. Niech będzie, że czasami jest to kozioł ofiarny.  Ale to  pokazuje  wszystkim,  że  nie  ma  bezkarności. A tu nikt nie poniósł odpowiedzialności. Odwrotnie  – poszły nagrody za piękne  pogrzeby. To przecież  czarny humor.

 

Pytanie jednak, czy to cechy państwa PO czy w ogóle całego polskiego państwa? Czy z dramatyczną nieskutecznością rządów nie borykały się i poprzednie ekipy?

– Oczywiście, ale  ta  konstatacja  o chorym  państwie  była jedną z podstawowych  przesłanek do zasadniczej reformy czy wręcz  rewolucji, która pojawiła się  wraz z hasłem IV RP, jak wiemy, potem przez Platformę  odrzuconego.  O tym, jak nowe państwo  było budowane  przez dwa lata przez PiS w tej koszmarnej koalicji w latach 2005-2007, możemy dyskutować.  Na pewno  znalazło by się  sporo błędów. A co zrobiła Platforma, gdy doszła do władzy w roku 2007? Nic. Wycofała się z jakiejkolwiek reformy, dogadała z establishmentem III RP i dokonała  jej pełnej restauracji. I to PO obciąża w stopniu  dużo większym niż zaniechania  i błędy, z którymi musi zmierzyć się PiS. W momencie katastrofy smoleńskiej PO rządziła już przez dwa i pół  roku. Biorąc władzę, wzięła na siebie odpowiedzialność. A nadal obciąża PiS.

W tego  typu  wypadkach,  kiedy zawodzi państwo,  zawsze przyczyny sięgają daleko wstecz. Ale jednak rozlicza się przede wszystkim ekipę rządzącą. Rozgrzeszanie jej pod hasłem, że wszyscy ponoszą  część winy, jest  kuriozalne.  Dodatkowo,  od samego początku prowadzona jest kampania oczerniania  ofiar i zrzucania na nie winy. Winny miał być Lech Kaczyński i osoby z nim związane lub przypisane do takiej roli jak gen. Błasik. I kiedy okazuje się, że wszystkie owe pseudodowody, które miałyby sugerować owe sprawstwo, nie są warte funta kłaków, media,  które to sugerowały, wszyscy owi dziennikarscy  celebryci nie czują się  za nic odpowiedzialni.  Ba, niektórzy nadal powtarzają  dawne kłamstwa.

 

Zaczęło się  już po katastrofie CASY, gdzie także  nikomu nie spadł włos z głowy. Struktury państwa otrzymały sygnał, że nawet za zaniedbania prowadzące do śmierci ludzi nie ponosi się kary.

– Ten brak odpowiedzialności przybiera chwilami charakter niemal  oficjalnej ideologii, padają  hasła,  by nie szukać  winnych,  ale patrzeć  w przyszłość.  To mydlenie  oczu. Patrzenie w przyszłość polega także  na znalezieniu winnych i pociągnięciu ich do odpowiedzialności, na wskazaniu błędów i tych, którzy je popełnili. Wtedy również inni, bo człowiek jest istotą ułomną, mają poczucie, że  jak coś zawalą, to poniosą konsekwencje. W ten sposób buduje się w ludziach i całym państwie dobre  nawyki,  uczy odpowiedzialności. W przeciwnym  razie wszyscy  dochodzą  do  wniosku,  że  wszystko  można   zepsuć i ważne  jest tylko to, aby być dobrze ustawionym.

 

Przy całej tej propagandzie o odpowiedzialności całego państwa nie zawahano się jednak oskarżyć od razu, w ślad za rosyjskimi podpowiedziami, polskich pilotów i Lecha Kaczyńskiego.

– O tak, takich wypowiedzi było mnóstwo.  Pamiętam Wiktora Osiatyńskiego, celebryta intelektualny wypowiadający się na każdy możliwy temat.  To on kiedyś powiedział, że lepsi złodzieje niż PiS przy władzy. A kilka dni po 10 kwietnia udzielił „Gazecie Wyborczej” wywiadu, w którym oskarżył Polaków, że znowu odzywa się ich megalomania,  gdyż nie chcą przyjąć oczywistej   odpowiedzialności  za  tragedię.  Powtarzał tam wszystkie tezy rosyjskiej propagandy, które potem zostały zakwestionowane. O czterokrotnym  podchodzeniu do lądowania, o schodzeniu  wbrew  sprzeciwom  strony  rosyjskiej. Wszystko to  potem  okazało  się  wierutnym  kłamstwem. On stwierdził wówczas, że nie chcemy przyjąć do wiadomości prawdy z powodu polskiej megalomanii.  I co? Czy choćby słowem pisnął, że przeprasza?  że popełnił błąd? Czy  główne  media próbują go z tego rozliczyć? Skąd, wszyscy udają, jakby tego nie było, a on swoją rolę pełni nadal. Przypomnijmy zresztą, że obciążenie polskich pilotów i prezydenta było tajną strategią PO, którą ujawnił choćby śp. gen. Sławomir Petelicki.

 

Fałszem  jest także  określenie „samolot prezydencki”. Przecież wszystkie elementy związane z bezpieczeństwem  lotu, technologia, BOR, piloci, dyplomacja i inne podlegały rządowi. I że ekipa PO  całą uwagę  od pierwszych godzin po tragedii poświęcała przejęciu pełni władzy, a w minimalnym stopniu – dojściu do prawdy.

– To doskonale pokazuje film Mgła. Potem też kontynuowano ten kurs. Bronisław Komorowski jako pełniący obowiązki prezydenta bardzo się starał, a wraz z nim większość sejmowa, by błyskawicznie przepchnąć  ustawę medialną,  ustawę o IPN, by wybrać nowego prezesa NBP – tak by nawet,  jeżeli wybory prezydenckie  pójdą nie po ich myśli, zyskać politycznie na tej tragedii. Przeprowadzano  błyskawicznie działania, które normalnie by nie przeszły, gdyby żył Lech Kaczyński. On by ich nie podpisał. To było oburzające  i bezwstydne.  Nie zachowywano nawet pozorów przyzwoitości. Tak jak w próbie mówienia o katastrofie.

 

Był  to, jak już wspomnieliśmy, lot, za który we  wszystkich wymiarach odpowiedzialna była ekipa Donalda Tuska.

– Bo chodzi o to, by także  i w tym wymiarze sugerować odpowiedzialność Lecha Kaczyńskiego. Prezydent  w Polsce nie ma samolotu, nie ma ochrony – to wszystko mu się tylko przydziela. Wszystkie narzędzia  mające zapewnić bezpieczeństwo tego lotu były w rękach  rządu.

 

Ta propagandowa maszyneria  działała   od  początku  także w jeszcze jednym elemencie  – żałoby.  To powszechne  poruszenie  odczytano najwyraźniej jako zagrożenie.  Najbardziej charakterystycznym głosem był tu Waldemar Kuczyński, który już w tydzień po tak ogromnej katastrofie, widząc wielkie poruszenie społeczne, wołał zniecierpliwiony i zirytowany: kończcie już tę żałobę!

– Muszę się tu przyznać do błędu. Uznałem, że ta żałoba od razu  zmieni  coś w  Polakach.  Bardzo pozytywnie  zaskoczyła mnie jej skala i intensywność, jej głębokie przeżycie przez tak wielu ludzi. To był fenomen zbiorowej integracji  w sytuacji tragedii  narodowej,  w obliczu śmierci. Odzywali się  do mnie często  dziennikarze  z Zachodu, pytali o to, co się wtedy u nas działo, o te tłumy, które widzieli. Miałem wrażenie, że mówili o tym z lekką zawiścią, gdyż zdawali sobie sprawę, iż coś takiego w ich krajach byłoby niemożliwe.  I ja się zgadzam – coś takiego, takie zjednoczenie w obliczu próby, jest niezwykle pozytywnym świadectwem o współczesnych Polakach. Nie tylko w wymiarze emocji, ale także samoorganizacji społecznej. Przecież pierwszy ceremoniał żałoby, na Krakowskim Przedmieściu, ludzie zorganizowali sami, zupełnie spontanicznie. Dopiero potem  pojawili się  tam harcerze.  Niezwykłe. Widziałem  to na własne oczy, widziałem jak godnie ludzie potrafili przeżywać wspólną tragedię. Opowiadali mi też o tym moi synowie, którzy tam  często  chodzili. Ludzie czekali po kilkanaście godzin w nocy, by oddać hołd prezydentowi,  tłum  był gęsty, nie sposób było przejść. Ludzie oczywiście przeżywali  poczucie utraty,  żal, smutek.  Ale nie było agresji wobec nikogo, nawet  nie  pojawiały  się  hasła  antyrządowe.  A przecież  tam przychodziły setki tysięcy  ludzi. To było coś wspaniałego,  poruszającego  w tych strasznych  dniach.

To oczywiście wywołało lęk i, nieco później, kontruderzenie ze strony naszych elit. Na samym początku były one zmuszone zaakceptować fakt, że to jest wielka tragedia  i nie wolno okazywać wrogości tym, którzy ją celebrują. Od razu jednak na skutek skali żałoby, poruszenia  utratą  prezydenta, odezwał się lęk i rozpoczęło się przygotowanie,  niestety  skutecznej,  kontrofensywy.

 

Żeby  ktoś nie przypomniał sobie tego co za życia z prezydentem robiono? Jak go traktowano?

– W dużym stopniu tak. To jednak obciążało elity III RP. Ich liderzy uznali więc,  że  te  emocje  społeczne należy  kontrolować. Zaczęto wszystko przesuwać  w kierunku sentymentalnego kiczu, w którym nie ma miejsca na głębszą refleksję  i odpowiedzialność. Od razu pojawiły się wezwania,  by nie polityzować tej tragedii.  A więc  nie wolno mówić o politycznym wymiarze   wydarzenia,   które   jest   czysto  polityczne.   Zarówno w odniesieniu  do przesłania, jakie niesie  ono dla wspólnoty, jak i potrzeby wskazania winnych. Rozpoczęły się  poszukiwania sposobów na zagospodarowanie tych emocji. Charakterystyczny  był  wydany  zaraz  potem  tom  „Krytyki Politycznej”, gdzie głównie młodzi ludzie z tego środowiska, choć nie tylko, opowiadali, jak są przerażeni tym, że Polacy tak łatwo odnajdują swoją narodową wspólnotę, w jaki sposób to robią, jak silne są tam wątki i symbole religijne.
 

Ciebie nie zdziwiło, że ta żałoba tak naturalnie, bezdyskusyjnie znalazła także wymiar religijny?

– Nie. Kultura wyrasta  z religii. Jest  próbą stawienia  czoła rzeczom najtrudniejszym, mierzy się  ze śmiercią. Nie sposób oderwać takich wyzwań od symboli religijnych. Ten naturalny odruch przestraszył jednak wszystkich tych, którzy chcą przerobić Polaków na europejską,  liberalno-lewicową  postępowość i pragnęliby  pozbawić ich wyraźnie rozpoznawalnej tożsamości.

 

Ważnym wątkiem był w tych dniach żal do mediów, że tylko tak brzydko, zohydzająco tę parę prezydencką pokazywano. Stanisław Janecki napisał, że narodowa żałoba podszyta jest poczuciem winy. Bo jednak rechotano z tego, co media serwowały.

– Bo to było rzeczywiście szokujące. Byliśmy przecież wszyscy przyzwyczajeni, że publiczne wizerunki prezydenta Kaczyńskiego pokazują go wyłącznie w skurczu agresji, złości, ostatecznie zagubienia.  I nagle  zobaczyliśmy obrazy  bardzo sympatycznego,  uśmiechniętego, dobrze  wyglądającego  człowieka. To znaczyło, że media miały te zdjęcia wcześniej, tylko że nigdy ich nie pokazywały. Często zaczepiali mnie wtedy na ulicy ludzie,  którzy nie  mogli uwierzyć,  że  są  takie  zdjęcia, a media ich nigdy nie pokazywały, gdyż sympatyczność zarezerwowana  była wyłącznie   dla przeciwników  Lecha Kaczyńskiego. Oczywiście, ten mechanizm dotyczył także wielu jego współpracowników, ale  jego  jako lidera  w stopniu  największym. Ludzie zobaczyli, jak niesprawiedliwie traktowano  prezydenta.

 

Z czasem jednak przemysł pogardy wrócił na swoje normalne tory, także  częściowo w stosunku do Lecha Kaczyńskiego. Rozbito tę narodową jedność. I nie chodzi o pojawienie się  z czasem pewnego  dystansu, osłabnięcia siły przeżywania tej tragedii, ale o zohydzenie jej, świadome wyszydzenie tych dni.

– Kluczowym elementem tej strategii  była świadomie zorganizowana i przeprowadzona operacja przeciw krzyżowi smoleńskiemu.  Oficjalnie zainicjował ją prezydent Bronisław Komorowski. Chodziło o zamknięcie  w skansenie  osób przeżywających mocno tę tragedię, sprowadzenie  ich w oczach opinii publicznej do oszalałego marginesu. Gdy Komorowski ogłaszał, że krzyż trzeba usunąć, nikomu on nie wadził, nie był specjalnie widoczny i przychodziło podeń już dużo mniej osób. I nagle wybrany prezydent  na początku pierwszego wywiadu, oczywiście dla „Wyborczej”, rzuca, że krzyż ten trzeba zabrać, gdyż jest on skandalem  publicznym.

 

Komorowski był początkiem tej operacji?

– Nie sądzę,  że mózgiem, ale na pewno jej ważnym  wykonawcą. To była prowokacja. Ten mechanizm  permanentnie stosowano  jeszcze za życia Lecha Kaczyńskiego.

 

Niektórzy mówią, że niepotrzebnie dano się sprowokować.

– To łatwo  rzucany  argument, ale  trudny  do  obrony.  Po pierwsze, emocje były prawdziwe i jeszcze żywe. Planujący doskonale o tym wiedzieli. Po drugie, zawsze w takich zgromadzeniach  pojawiają się  ludzie z jakimiś problemami  psychicznymi i chodziło o to, aby, gdy konflikt zostanie  zaogniony, na nich kierować światło medialnych reflektorów. Do prowokowania ludzi pod krzyżem  rekrutowane były bojówki, istotną  rolę odgrywał w tym Palikot. W barze naprzeciwko  stawiano  darmową wódkę. Jednym z pomniejszych organizatorów  tamtych wydarzeń był sutener, szantażysta Krzysztofa Piesiewicza. Był wtedy w stanie oskarżenia. Co robi taki przestępca? Chowa się do mysiej dziury. A on nie, świetnie się czuł w świetle kamer, przechadzał się  tam  z aktorką  celebrytką  Anną Muchą, paradował, dowodził  jakąś pomniejszą  hołotą. Oczywiście, nie on to wymyślił, ale fakt, że taki człowiek był narzędziem w rękach organizatorów  całości, jest bardzo znamienny.  Są zresztą relacje o normalnych,  dokonywanych w stałych godzinach,  zmianach „warty” wśród tych bojówkarzy.

 

Wszystko przy bierności policji i straży miejskiej.

– Tak, w ogóle nie podejmowano  interwencji  w przypadku agresji, ataków na ludzi stojących przy krzyżu.

 

Byliśmy tam kilka razy w nocy. To były przerażające relacje. Oto co kilka godzin z tego baru wypada grupa krzepkich młodzieńców, daje kilka kopniaków starszym ludziom i wraca na miejsce.

– Było też  sikanie na znicze, były wyzwiska. Anicie Gargas jakiś facet wyrwał kamerę. Ona jednak nie dała się, zaczęła się szamotanina. I dopiero wtedy podeszli policjanci. Jednak  mimo żądań Anity i świadków nie chcieli przyjąć zgłoszenia przestępstwa. Odsyłali na komisariat. Nie mieli zamiaru zatrzymać atakującego,  choć wszyscy świadkowie mówili, co się zdarzyło. To pozwala postawić tezę,  że ta przemoc, najpierw psychiczna, potem już wprost fizyczna, była nie tylko tolerowana,  ona była  organizowana  przy współpracy  władz. A na sztandarze  – są zdjęcia  w gazetach  – telewizyjna  celebrytka  Mucha pod rękę z alfonsem protestuje w imię świeckości państwa. Symboliczny to obraz.

 

Podobnie dziwnym przypadkiem był  wyniesiony na sztandar tego protestu niejaki Dominik Taras, człowiek w przeszłości karany, bez wykształcenia.

– Ale taki prymityw  kreowany  jest  przez  „Gazetę  Wyborczą” i innych na jakiegoś młodego, wybitnego kontestatora-intelektualistę. Katarzyna Janowska, ówczesna szefowa „Przekroju”, pisała o nim jako nadziei młodych Polaków. Może za to została mianowana dyrektorem  TVP Kultura, ponieważ  innych powodów nie widać.

 

Krzyż nie był w tych dniach jednak nadużywany także przez drugą stronę?

– Pewnie źle się stało, że ta grupa pod krzyżem nie dała go stamtąd zabrać  przedstawicielom Kościoła.  Nie odbieram  im dobrej woli, ale popełniono błąd. Inna sprawa, że Kościół mógł to lepiej zorganizować. Zastanawiam się też, na ile Jarosław Kaczyński wszedł w rolę obrońcy tego krzyża. Może powinien zaproponować jakieś kompromisowe  rozwiązanie?  Ale nie zapominajmy, że Kaczyński nie ma narzędzi  władzy, że to rządzący mieli moc sprawczą, środki do wypracowania  kompromisu. Byłbym więc ostrożny. Natomiast bardzo mi się nie podobały niektóre zachowania hierarchów  Kościoła, na przykład biskupa Pieronka, który wzywał, by siłą usunąć  krzyż i jego obrońców. W sytuacji gdy stosowano tak brutalną  przemoc wobec obrońców tego krzyża! Okazuje się  więc,  że  polityczne preferencje niektórych biskupów stoją ponad naturalną wrażliwością, która każe, by w tak kontrowersyjnej  sprawie bronić słabszej mniejszości. Ludzi, którzy stoją przy krzyżu. Polityczne rachuby są ważniejsze  niż religijne zasady również dla niektórych biskupów.

To tam Palikot wykuwał późniejszy sukces wyborczy. W sojuszu z wielkimi mediami  kreował antycywilizacyjny projekt. I w tym kontekście niektórzy księża posługują się argumentacją, że miejsce krzyża jest w kościele, a więc, że ten krzyż należy wyprowadzić ze sfery publicznej. Co jest po prostu zakwestionowaniem fundamentalnej dla chrześcijaństwa misji ewangelizacyjnej.  Spójrzmy na to szerzej. Co takiego złego robili ci ludzie modlący się pod tym krzyżem? Niczego nie zakłócali, nikogo nie atakowali. Czyżby publiczna modlitwa była agresją? Atakiem? A takie wyobrażenie  udało się powszechnie rozkolportować.  To kolejny  dowód,  że  III RP to  jest  świat, w którym wszystko jest postawione  na głowie.

To wszystko miało jednak swój cel. Tak długo bombardowano opinię  publiczną tą propagandą,  że Bronisław Komorowski może  dziś uchodzić  za apostoła   miłości. A ci, których  przy krzyżu  lżono  i atakowano,  są uważani, niestety,  chyba przez większość, za agresorów.


Pokazuje to film Krzyż Ewy Stankiewicz, ale to jednak produkcja niezależna. Natomiast na rocznicę Smoleńska TVP pokazała film... rosyjski.

– Bo to ma być zakłamane. I jak dotąd operacja ta się udaje. Krzyż to film wstrząsający.  Nie lubię odwoływać się do prostych analogii z faszyzmem. Jednak pokazane w nim manifestacje pogardy i agresja wobec „innych”, słabszych i naznaczonych jako wrogowie, rzeczywiście przypominają  postawy nazistów. Oczywiście, nie chodzi o to, że agresorzy  atakujący grupę  pod krzyżem  wyznają taką  ideologię.  Mogą odwoływać się  do dowolnej albo żadnej,  ale wspólna  im jest nienawiść i pogarda, którą  inicjują  ośrodki opiniotwórcze  i, zwłaszcza,  media.  To z takiego nihilizmu rodził się nazizm czy inne tego typu ruchy.

 

Czy zdołano jednak zabić tę wspólnotę  z dni żałoby? Jan Rokita mówił w dniach pogrzebu, że jesteśmy świadkami narodzin mitu wielkiego prezydenta.

– Tak, ten mit jest i będzie istniał. Bo jest prawdziwy. Bo cokolwiek byśmy nie powiedzieli o Lechu Kaczyńskim, to był to jedyny prezydent  III RP, który właściwie i szeroko pojmował polską rację  stanu.  Który, wbrew temu  co się mówi, rozumiał świat współczesny i jego uwarunkowania. Na pewno zostanie w polskiej historii jako wybitna postać.

 

Poznamy kiedyś prawdę o Smoleńsku? Czy jest jakaś dynamiczna kontrsiła, która nie chce nam pozwolić jej poznać?

– Jest kilka takich sił. Wszyscy ci, którzy czują się jakoś odpowiedzialni, nie chcą tej prawdy. Nie znaczy to, że musieli uczestniczyć w spisku, wystarczy, że zawinili. To jest cały niemal polski establishment, który nie chce, by wyszły na jaw jego działania. I to jest także  rosyjski establishment. Potężniejszą siłę trudno sobie wyobrazić. Im bardziej wszystko to kryją, tym większą  ponoszą  odpowiedzialność, a więc  tym mocniej będą bronili się przed ujawnieniem prawdy. A czy ją poznamy? Jestem  indeterministą. Wiele zależy od nas. Procesy historyczne nie są nam narzucone,  możemy się im przeciwstawiać. Może zainteresuje się  tym poważnie  ktoś z zewnątrz?  Powstanie jakieś opracowanie, które pokaże, jak to naprawdę wyglądało? Jest wiele możliwości.

Kaj

[Fot. okładka książki]

Autorzy: Z Bronisławem Wildsteinem rozmawiają Piotr Zaremba i Michał Karnowski

Wydawca: Wydawnictwo Fronda, Warszawa 2012 r.

Bronisław Wildstein, pisarz, publicysta, uczestnik opozycji, świadek historii najnowszej po raz pierwszy o sobie!

Wydawnictwo Fronda, „Niepokorny”, oprawa miękka ze skrzydełkami, s. 336, cena detaliczna 39,90 zł Książka jest dostępna w dobrych księgarniach, Empiku oraz na www.xlm.pl

Warto poczytać

  1. feta10072018 10.07.2018

    Najlepsze teatry plenerowe i uliczne. W Gdańsku rozpoczyna się festiwal "Feta"

    Ponad 60 spektakli w wykonaniu 20 polskich i zagranicznych zespołów obejrzeć będzie można na rozpoczynającym się w czwartek w Gdańsku XXII Międzynarodowym Festiwalu Teatrów Plenerowych i Ulicznych Feta.

  2. literatura03072018 03.07.2018

    "Najprawdziwszy biały kruk". Odnaleziono skarb polskiej poezji średniowiecznej

    To to najprawdziwszy biały kruk, niezwykłe cymelium - tak o nieznanym wcześniej, pełnym, drukowanym tekście "Rozmowy Mistrza Polikarpa ze Śmiercią" z 1542 roku mówi jego znalazca, prof. Wiesław Wydra. Dotąd nie była znana kompletna wersja utworu.

  3. sapkowski20062018 20.06.2018

    Twórca sagi "Wiedźmin" kończy dzisiaj 70 lat

    Andrzej Sapkowski, twórca serii powieści o wiedźminie Geralcie, kończy w czwartek 70 lat. Jak zapowiedział pisarz na niedawnym spotkaniu z czytelnikami, nie wyklucza napisania kolejnego tomu cyklu z tym że byłby to prequel.

  4. romanklosowski11062018 11.06.2018

    Nie żyje aktor Roman Kłosowski

    Nie żyje Roman Kłosowski, aktor filmowy i teatralny, znany głównie z roli Romana Maliniaka z serialu TV "Czterdziestolatek". O śmierci artysty poinformował w poniedziałek ZASP - Stowarzyszenie Polskich Artystów Teatru, Filmów, Radia i Telewizji. Aktor miał 89 lat.

  5. beksinski08062018 08.06.2018

    Duże zainteresowanie muzeum polskiego artysty

    Przeszło 350 tys. osób odwiedziło istniejącą od sześciu lat Galerię Zdzisława Beksińskiego w Sanoku (Podkarpackie). Dużym zainteresowaniem zwiedzających cieszy się odtworzona tam pracownia artysty.

  6. kino08062018 08.06.2018

    Odrodzenie polskiego kina? Na ekrany wchodzi "Zimna wojna" Pawła Pawlikowskiego

    Porównywana do "Casablanki", zachwycająca rolami aktorskimi, okrzykiwana arcydziełem - nagrodzona w Cannes za reżyserię, wyczekiwana w Polsce "Zimna wojna" Pawła Pawlikowskiego z Joanną Kulig i Tomaszem Kotem wchodzi w piątek do kin.

  7. barbarawachowicz07062018 07.06.2018

    W wieku 80 lat odeszła od nas Barbara Wachowicz-Napiórkowska

    Nie żyje pisarka, autorka spektakli, wystaw, programów radiowych i telewizyjnych poświęconych pamięci wielkich Polaków - Barbara Wachowicz-Napiórkowska. O śmierci 81-letniej Wachowicz poinformowała na Twitterze prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz.

  8. zoodd07062018 07.06.2018

    Fundacja Stefczyka na dniu dziecka w gdańskim zoo

    W dn. 2.06.2018r. w Gdańskim Ogrodzie Zoologicznym odbył się coroczny Festyn Mundurowy Dzień Dziecka, którego organizatorem były: Zarząd Wojewódzki NSZZ Policjantów Województwa Pomorskiego i Biuro Organizacyjne Zespół.

CS157fotoMINI

Czas Stefczyka 157/2018

PDF (9,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook