Jedynie prawda jest ciekawa

Witold Gadowski: Dziennik chuligana. Jak to wszystko potoczy się dalej?

10.05.2017

Czasem wydaje się, że łatwiej jest przejąć władzę w Polsce niż czegoś dla niej dokonać. Ci, którzy dotąd rządzili w Polsce, to cieniutka warstwa nawieziona nad Wisłę jeszcze przez Stalina. Długo trwało, zanim Polacy tupnęli na nich nogą. Stało się i oby zmiana zaszła już bezpowrotnie.

Patrzę na portret Ziuka wiszący na mojej ścianie i nie­zmiennie zadaje mi trudne pytania. Oj, gdybym znał na nie odpowiedzi…

I tak od 1989 roku mówi dziad do obrazu.

Zdarzają się jednak takie momenty, że obraz nabiera bardziej pąsowych barw i Ziuk mówi do mnie swym ob­cesowym, barwnym stylem:

– A wiesz ty… – ozwał się jednego razu. – Ty, ty! – Znacząco wskazał w moim kierunku. – Ani wojny na dwa fronty prowadzić nie możemy, ani też nie powinni­śmy psuć sobie stosunków z sąsiadami – wycedził. – Ty nie siedź tu jak baran i nie temperuj tej swojej maszynki – z niechęcią spojrzał na klawiaturę mojego komputera. – Ty zgoń tu dobrych towarzyszy i konspirować zacznij­.

cie jak Pan Bóg Polakom już dawno przykazał! – Mimo woli wyprężyłem się jak struna. – Ty gamoniu, tak jak moje leguny ino byś se podśpiewywał, że ni z tego, ni z owego była Polska na pierwszego. – Zgromił mnie bły­skiem spod krzaczastej brwi.

I tak sobie z Ziukiem od czasu do czasu gwarzę.

Jak tylko do mnie przemówi, to ja łaps za komputer i felieton smażę. Nazbierało się tego sporo.

Ostatnio zaczął mi na Chiny pokazywać.

– Patrz na kitajską stronę. To dopiero cwane bestie. Cicho jadą, a jak już daleko zajechali – obudził mnie kie­dyś, gdy drzemałem nad niedopitą filiżanką kawy.

– Wszelki duch! – wrzasnąłem.

– Ty nie zaczynaj tu egzorcyzmów, tylko skrobnij o Kita­ju i jakie tam mogą być polskie interesa. Sowietom nie ufaj, ale z Ruskimi trza mieć jakąś sztamę, bo inaczej Szwaby nas wykończą. Ale pamiętaj – zawczasu określić możemy, czym będzie Rosja po usunięciu samowładnego rządu. Wyżej łba uszy nie rosną, jak mówi przysłowie rosyjskie, i stosownie do tego demokratyczność przyszłej konstytucji nie przerośnie samego społeczeństwa – dodał zamyślony.

– No to jak w końcu, tak czy tak? – zapytałem skoło­wany.

– I tak, i tak. Polityka to nie dojenie krowy, tu trza wie­dzieć, jak stanąć i kiedy…

Zaintrygowany pytałem, a on jak na złość zamilkł i milczał jak namalowany.

Kiedyś jednak czytałem coś durnego (jak zwykle) w „Gazecie Wyborczej” i wtedy wprost nad uchem mi zabuczał:

– Ja nikomu prawie nie wierzę, a cóż dopiero Niem­com. Muszę jednak grać, bo Zachód jest obecnie parszy­wieńki. Jeżeli niebawem nie przejrzy i nie stwardnieje, trzeba będzie przestawić się w pracach. To już w 1934 mówiłem, i co… – Głos zawiesił, a ja w nim wyczułem jakby skargę dziecięcą jakąś.

Tego samego dnia, gdy się do snu już układałem, usłyszałem:

– W polityce zagranicznej nasze pole działania jest na wschodzie – tam możemy być silni. Bezsensownym jest wdawanie się Polski zbyt skwapliwe w stosunki zagra­niczne zachodnie dlatego, ponieważ tam nic innego nie może nas czekać, jak tylko włażenie zachodowi w dupę... i bycie w tej dupie obsrywanym.

No i masz. Znów – prawie do piania kurów – ni na chwilkę oka nie zmrużyłem.

Takie mam z tym moim Komendantem perypetie.

Uprzedzam, nie wieszajcie sobie na ścianach jego por­tretów, bo będziecie potem ciężko tym doświadczeni.

*

Sto cztery lata temu urodził się Andrzej Bobkowski, pisarz wyjątkowy, osobny i wolny. Nienawidził komu­nizmu, sobaczył na Europę, a szczególnie na Francję. 

Przewidział dzisiejszy stan Starego Kontynentu – jego kompletne sflaczenie i bezruch. Ten bezruch znamionuje przerażonego szczura, w którego wpatruje się morder­cza kobra.

Bobkowski swojego ulubionego kota nazwał „Chuli­gan”, a siebie samego określił mianem „Chuligana wol­ności”.

Z Bobkowskim łączy mnie kilka lat, które spędził na krakowskich Dębnikach. Z tych Dębnik wyniósł sąż­niste powiedzonko, którym obdarzał kolaborujących z PRL-em pisarzy: „I jak Pan teraz wygląda. Jak ch…j wielbłąda” – napisał w jednej ze swoich polemik z reżi­mowcami.

Ja zabrałem stamtąd jeszcze kilka powiedzonek, któ­rych nikt nie podrobi: „Pani to taki jest książe, co psy wią­że”, albo: „Niech Pani go nie słucha, on Panią wy…cha, on w ten sam sposób wy…chał już dziesięć osób”.

Dla Bobkowskiego i Czesław Miłosz był solidnie za­gazowany komuną. Nie miał litości dla hipokrytów i sła­beuszy. Sam przeżył wiele i w wieku trzydziestu trzech lat uciekł z Europy do… Gwatemali.

Wolał tam być niż oglądać parszywienie kolebki wszystkiego, co było mu drogie i niezbędne.

Tytuł tej książeczki powstał na skutek rozmów – poza światem realnym – z Józefem Piłsudskim (któremu zu­chwale przypisałem kilka nowych cytatów, większość jednak pozostawiając kanonicznych i niezmienionych – dla Szanownego Czytelnika pewną zabawą może więc okazać się rozszyfrowywanie, co jest co) i Andrzejem Bobkowskim właśnie.

Jego Szkice piórkiem do dziś są dla mnie wytchnieniem od tego ponowoczesnego bełkotu, który zewsząd mnie otacza.

Oddaję Państwu w dłonie teksty pisane uczciwie i so­lidnym atramentem własnych emocji i przeczuć.

Nie kryję sympatii, nie ceregielę się z tymi, których nie poważam.

Niewiele mogę zdziałać, ale jeśli Dziennik chuligana nie pozostawi Was letnimi, jeśli będzie potrafił zapalić i skłonić do działania, to przypnę sobie Państwa emocje do klapy jak najlepsze odznaczenie.

A jeżeli wkurzycie się na mnie i obsobaczycie najgor­szymi słowami, jeśli uznacie, żem waryjat i człek choler­ny – to też podskoczę z ukontentowania. Chuligaństwo polega bowiem na płataniu i takich facecji.

Lubię swoich Czytelników, więc nie cisnę Wam przed oczy chłamu, mizdrzenia się i antyszambrowania za po­sadkami.

Nie mam jednak zamiaru się Wam podlizywać, bo jakowoż jesteście moimi pracodawcami i jako tako żyję z pieniędzy, które płacicie za moje książki, to jednak musicie przyjąć Gadowskiego takiego, jakim jest.

Kiedyś miałem dobre maniery i uważałem, że moż­na nimi wiele zdziałać. Dziś już nie mam czasu na bra­nie bułki przez bibułkę. Czasami więc zamiast misternej puenty i skrzącego się od wykwintności sylogizmu poja­wia się „piącha” i przyłożenie z byczka.

Uczciwego chuligana różni jednak od prostaka i cha­ma wyczucie subtelnej nutki honoru. Chuligan zna swo­je miejsce w szyku.

Wiedział o tym Andrzej Bobkowski, staram się prze­strzegać tej zasady i ja.

Nie ma co dużo gadać. Przeczytajcie sami…


*

Tak pisze we wstępie do swojej najnowszej książki „Dziennik chuligana” Witold Gadowski. Wydana nakładem Wydawnictwa Replika pozycja jest zbiorem felietonów pisanych od grudnia 2011 do grudnia 2016, w których autor w bezkompromisowy, ale często dowcipny sposób snuje refleksje na temat Polski, rozprawia się z mitami na temat elit władzy i bezwzględnie rozlicza tych wszystkich, którzy mają bezpośredni wpływ na polską rzeczywistość społeczno-polityczną.

CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook