Jedynie prawda jest ciekawa


"Koniec kresowego świata"

09.03.2013

Wszystkie książki prof. Anny Pawełczyńskiej należą do polskiego nurtu w powojennej literaturze polskiej. Ten nurt trzeba zlokalizować, opisać i skatalogować. Potrzebny jest on nam nie dla celów nacjonalistycznych, lecz kulturowych i edukacyjnych. (Niestety takie absurdalne zastrzeżenia zmuszeni jesteśmy coraz częściej składać).

Trzecie wydanie „Końca kresowego świata. Testament prababki. Na cztery wiatry” jest kroniką rodzinną opartą na relacjach, dokumentach i osobistych przeżyciach Autorki, która wprawdzie urodziła się i wychowała w Pruszkowie, ale poprzez relacje matki i częste wyjazdy, emocjonalnie, ale te z i racjonalnie, związała się z kresami wschodnimi. Trzeba podkreślić, że „emocjonalnie” nie oznacza tu bezkrytycznie. Pawełczyńska, już na samym sygnalizuje: „Dzięki […] matce otrzymałam w przekazie rodzinnym podolska przeszłość osadzoną we fragmentach historii, w której jej pokolenie uczestniczyło. Wzbogaciło to moje życie, zasięg wyobrażeń, odcienie uczuć, nurtujące myśli, sposób w jaki rozumiem współczesność. Ugruntowało to też głębokie przekonanie, że w naszych genialnych czasach, lecz groźnych dla osobowości człowieka, ratowana od pamięci przeszłość stanowi niezbędne oparcie dla przeszłości. Umożliwia ona człowiekowi udział w tworzeniu kultury, pozwalając na troskę o jej ciągłość i różnorodność, a osobowość czyni bogatszą i bardziej harmonijną” (s. 16). Korzenie rodziny ojca – Henryka pochodzą z Wielkopolski (Konin i okolice Kała). Bardzo to ciekawa zbitka kulturowa.

Koniec kresowego świata, to książka, której tytuł jest adekwatny do zapisanej treści. Zaczyna się od samych początków rewolucji bolszewickiej na ziemiach, które po traktacie ryskim (1921 r.) znalazły się poza granicami II RP, a kończy na Mazowszu, a więc w zupełnie innym świecie, w którym Pawełczyńskim i ich krewnym przyszło żyć po I i II wojnie. I od razu trzeba powiedzieć, że dla dzisiejszego młodego czytelnika (pokolenia), to świat podwójnie nieobecny, bo brutalnie odcięty przez PRL, i dziś znajduje się poza granicami kraju. Komunistyczny okres tak go zakłamał, opluł i wyszydził w proletariacki sposób, że znaczna część Polaków nawet nie bardzo wiedząc kiedy, wyraziła zgodę na amputację części własnego dorobku kulturowego. Więcej, na własnej cywilizacji (o szczegółach pisałem już wcześniej) pozwoliła sobie przykleić sowiecką etykietkę „pańska” i wyszła z nią w świat daleki. Polacy spoza kresów tę walutę przyjęli bez zastrzeżeń, najczęściej nie zdając sobie sprawy, że mają do czynienia z antypolską (antypańską) indoktrynacją. W taki oto sposób kresy stały się kodem, którego rozumie już tylko odchodzące pokolenie kresowian. Tylko ono rozumie co to znaczy niemożliwy do spełnienia testament ojca, dziadka, prababki i co za sobą kryje pojecie „na cztery wiatry”… Swojego czasu jadąc pociągiem przeprowadziłem bardzo ciekawą rozmowę z kresowianinem, który swoje młodzieńcze lata spędził w okolicach Lwowa, a po wojnie osiadł koło Zielonej Góry. Na koniec podróży stwierdził: – Ja swoich korzeni będą szukał nawet po śmierci.

Wspomnienia dotyczą losów następujących rodzin: Ruszczyców, Gdowskich, Dyakowskich, Czerkawskich, Czarkowskich i innych oraz dworów i wsi: Rosochy, Buhłaje, Budy Rososkie, Dyakowice, Czereszenka, Czahary, Derażnia itd. Ponadto książka jest tak bogata treściowo, a sam temat emocjonalny, że autor postanowił ograniczyć się do niej samej i skoncentrować się bardziej na cytatach niż opisie własnym. W ten sposób zyska sam artykuł i Autorka zostanie bardziej doceniona. Niech więc przemówią dokumenty i bezpośrednia relacja.

Czym były kresy?

W czasie zaboru ci Rosjanie, którzy przejęli polskie majątki „nie garnęli się do pracy na roli […], mieszkali zwykle w mieście. Żydzi zakładali lub brali w arendę wiejskie sklepiki i karczmy”. Ani jednych, ani drugich „nie interesowała uprawa ziemi. […] Na ziemiach Wołynia i Podola uprawiały ją dwa współżyjące z sobą blisko narody. W dworach i dworkach mieszkali Polacy, potomkowie dawnych wojowników, pielęgnując staropolską kresową tradycję. Wsie były przeważnie zamieszkałe przez Rusinów, ale często w chałupach gnieździła się zagrodowa polska szlachta i liczna rzesza osiadłych od dawna mazurskich chłopów. Zdarzało się też trochę Tatarów i Białorusinów.

Na Podolu nazwy wsi były zazwyczaj polskie. […] Nazwiska polskie na ogół urzędowo zruszczano. […] Mowa na wsi panowała przeważnie ukraińska. […] Dla mieszkańców dworu język ukraiński na równi z polskim był językiem codziennym. Polsko-ukraińską wieś, póki Wielka Rosja nie pojawiała się tylko po podatki, pobór do wojska lub w pościgu za zbiegiem, łączyło przeważnie życzliwe sąsiedzkie współżycie. Drzwi chałup i dworów stale były otwarte. [Również w nocy – R. S.] Ukraiński ani polski chłop nie ruszyli pańskiej własności. Szanowali też własność każdego sąsiada. Dla chłopa polski dziedzic był od wieków panem tej ziemi, a długie lata współżycia owocowały wspólną tradycją i obyczajem. […] Te wsie i dwory, mimo mieszczącej się w odległym mieście rosyjskiej władzy, stanowiły samodzielne królestwa, w których wiele spraw ustalano we własnym gronie” (s. 46-47).

„Prawdziwą stolicą polskości dla hreczkosiejów z Wołynia i Podola był Żytomierz. […] Tu najchętniej osiedlali się potomkowie okolicznej szlachty spragnieni życia towarzyskiego w polskim środowisku i możliwości kształcenia na dobrym poziomie dzieci. Żytomierzanie tracili czasem poczucie, że mieszkają w carskiej Rosji. Polskie rodziny odwiedzały się wzajemnie […] leczyły u polskich lekarzy, załatwiały interesy u polskich notariuszy […] i mogli wybierać wśród polskich adwokatów. Carska Rosja uwierała na co dzień tylko w szkołach i urzędach” (s. 68).

„Na szerokich rubieżach Polski stworzono wiele dobra. Trwa ono w drzewie, kamieniu i duszach ludzkich. […] Na tej rozległej ziemi od 1917 ginęły kościoły miasta, miasteczka wsie i dwory. […] Dopadała je wroga lub nieświadoma ręka. Z różnych stron nadciągały niszczycielskie hordy. Bywał to zachodni, zimny i chciwy, zorganizowany, starannie zapobiegliwy Kulturträger – najeźdźca, który nim zamordował ludzi i ludzkie siedziby, ocenił dokładnie wartość grabionych przedmiotów, pakował je pieczołowicie, a potem wyprawił w drogę nach Heimat, nach West, Bywał tu też upojony gorzałką i żądzą gwałcenia, wygłodniały, zziębnięty, udręczony nędzą, zdeprawowany niewolą i zbiorowym nieszczęściem wierny poddany rewolucji październikowej. Niewyobrażalnie groźny, lecz godny współczucia niszczyciel ze wschodu” (s. 37).

Wokół rewolucji październikowej

„Zanim wszystko zniszczyła rewolucja październikowa, dwór mógł zawsze liczyć na życzliwość wsi, a chłopi jak od dawnych czasów w każdej potrzebie zwracali się po pomoc do dworu. Nie tylko o pomoc, ale też o ciepłe współczucie, gdy się zdarzyło nieszczęście, choroba lub śmierć” ( s. 169).

W liście z 04.06.1917 r. czytamy: „Byłam w Derażni w dzień jarmarczny. Na samym środku jarmarku czterech Żydków z jakichś zakładów naukowych i trzy żydówki sprzedawały kniżki dla naroda po 5 kopiejek, a jeżeli ktoś brać nie chciał, to wtykali forsownie i po 2 kopiejki. […] Mowa tam była o ziemi, że to jedyne co potrzebne chłopowi; że chłopi byli dotąd wyzyskiwani przez panów – darmozjadów […] ale nastał czas, że to wszystko będzie wynagrodzone, ziemię pańska po równej części rozdzieli się pomiędzy chłopów…” (s. 236-237). Agitację prowadzili nie tylko Żydzi, rozlewała się zwłaszcza na zachodnim obszarze Rosji carskiej. Ale to, co działo się na wsi jeszcze nie „było podobne do żadnej rewolucji. Właściwie było tak jakby zaczęła się zmieniać różnica miedzy a . Dawniej brało się drzewo w dworskiego lasu, teraz młodzi chłopcy prosię pętające się koło dworskiego chlewa. Kobiety ani starsi tego jeszcze nie robili, ale niektórzy już udawali, że nie wiedzą skąd się wziął rosół na niedzielnym stole” (s. 237). „Wystarczyły dwa lata bolszewickiej rewolucji, aby na Podolu rozpadły się domy budowane tu przez parę setek lat” (s. 276).

Tradycje szlacheckie

„Na Podolu [i na całych kresach] pielęgnowane były cnoty rycerskie i stare rodzinne obyczaje, lecz z ojca na syna przekazywana jest pamięć historycznych wydarzeń i wspomnienie o protoplastach, którzy w tych wydarzeniach uczestniczyli. A także świadomość, że klejnot szlachecki ze szlachetnych czynów wziął początek i musi być w czyste ręce przekazany. Takie ręce, które nie zgarniają wszystkiego dla siebie i nie trwonią, lecz skłonne są spełniać obowiązek opieki wobec słabszych, uboższych, niewykształconych” (s. 194). „Stanowisko ani pieniądze nigdy nie były uważane za miarę, według której oceniono by wartość człowieka. […] O wartości człowieka decydowała jego niezależna, własna samoocena, która była wystarczająco surowa, aby mniej liczyć się z głosem lub naciskiem opinii. Ludziom tej warstwy społecznej obcy byli parweniusze przezywający rozterkę wyborów między pragnieniem wysokiej oceny przez społeczną elitę, a żywiołowym dążeniem, może nawet drapieżna chęcią, aby się wzbogacić, zdobyć wysokie stanowisko, karierę. […] Z dóbr materialnych liczyła się chyba tylko własność ziemska. Ale nie tylko ta aktualnie posiadana, również ta utracona. Ona nadawała jakąś magiczną siłę i odporności na przeciwności losu. Wspierała poczucie wolności i wewnętrzna swobodę. Nawet po [utracie ziemi – R. S], kiedy materialna podstawa przestała istnieć, pozostało poczucie wewnętrznej niezależności. Świadomość człowieka, że kiedyś już miał ziemię, dzięki której rodzina była niezależna finansowo, cieszyła się prestiżem i mogła szerokim gestem świadczyć na ogólnospołeczne cele – owocowała poczuciem swobody” (s. 353-354).

„Byliśmy dumni z tego, że przeszłość rodzinna sięga wielu pokoleń, które już dawno odeszły, i splata się z narodową historią. W tej dumie nie było nic z pychy nasyconej poczuciem wyższości i pogardą wobec innych. Przeciwnie, nawet była to duma ludzi pokornych, choć świadomych własnych wartości” (s. 406). „W tej rodzinnej dumie zawarta była świadomość, że uczestniczymy w dorobku narastającej przez wiele wieków kultury, a każdy, kto tylko może, dokłada do tego dorobku okruszynę, na jaką pozwalają mu siły, talent i wiedza […]. W miarę, jak rozwijał się człowiek, rosło w nim poczucie odpowiedzialności za losy, dobrobyt, wiedzę, kulturę i postawy moralne innych. […] Były to nasze ideały” (s. 407-410).

„Każda rodzina hodowała własne plany i marzenia, ale nie zdarzało się prawie, aby sens życia nadawało tylko dążenie do pomyślności małej – żyjącej w swoim ciasnym kręgu – wspólnoty. […] Nikt nie odmówił datku na cele patriotyczne, ale nie wszyscy – choć wielu – gotowi byli poświęcić lub narazić życie dla Ojczyzny. […] Prawie wszyscy pragnęli upowszechniać kulturę i oświatę wśród biednych i zaniedbanych warstw społeczeństwa” (s. 59). „Staroświeckim obyczajem nie ośmielili się mówić do siebie wprost po imieniu, Zamiast „daj” i „weź” zwracali się do siebie delikatnie: , ” (s. 110). „… młodzież i dzieci siadywały na twardych lub na krzesłach. Wstawały natychmiast z miejsca, gdy wchodził do pokoju ktoś starszy. Przyuczone były […] do okazywania każdemu należnego szacunku” (s. 147).

Kresowy dom/dwór

Prababkę Autorki ze strony matki – Elżbietę z Dyakowskich, primo voto Piasecką, secundo voto Drabowicz-Sławeńską znali wszyscy: od Kamieńca Podolskiego do Żytomierza, od Winnicy do Starego Konstantynowa i Płoskirowa, a także dalej, aż po sam Kijów i Besarabię. Pochowała dwóch mężów i dziewięcioro swoich dzieci. Zanim skończyła 45 lat została zupełnie sama. Nie chciała zamieszkać w żadnym z majątków swoich mężów, nie chciała też w swoim dworze posażnym – w Budach Rososkich. Kupiła sobie dwunastopokojowy dwór w Latyczowie i tam osiadła. Tam też prowadziła stołówkę, w której gotowano obiady dla kilkudziesięciu osób. Jako cel życia postawiła sobie opiekę nad bliższą i dalszą rodziną, a także nad samotnymi kobietami. Wspomagała pozbawione majątku rodziny, a także młodych patriotów, którzy dostali „wilczy bilet” oraz kościół, a także cerkiew, meczet i synagogę.

Stworzyła dom, do którego mógł zgłosić się każdy. Równie życzliwie był traktowany człowiek obcy i innej religii. Nigdy nie cofała się przed ludzką biedą i nieszczęściem. Szanowała prywatność każdego człowieka, ale była też wielka realistką, każdą sprawę chciała obejrzeć z kilku stron. Nie tolerowała jednak nigdy cienia chciwości, obłudy lub kłamstwa.

Gdy umarła wiosną 1917 r. „każdy żegnał ją według swoich stanowych i narodowych obyczajów […]. A więc jedni żegnali się krzyżem katolickim i klękali do modlitwy, inni z cerkiewnym znakiem krzyża bili przed trumną pokłony, Żydzi kiwali się mamrocząc swoje modlitwy, ukraińskie chłopki zawodziły głośne żale, a mahometanie już przed progiem domu zdejmowali obuwie” (s. 184). W testamencie obdzieliła każdego, nikt nie został z gołymi rękami i pustą kieszenią. Darowiznę otrzymały też „Kasy Wdów i Sierot, przytułek Schronienie dla Nauczycieli, szpital dziecięcy, kolonia dla dzieci, pogotowie ratunkowe…” itd.

„Planując swoją śmierć, pogrzeb i stypę, bardzo chciała, by zebrana razem rodzina poczuła swoją siłę moralną, wspólnotę tradycji, wzmocniła więzi wzajemnych obowiązków i sympatii. Takie były jej intencje, gdy zarządziła zjazd rodzinny na dzień swojego pogrzebu. […] Zmarła przekazała wzór rodzinnej solidarności” (s. 195). Niestety, wszystko to przekreśliła bolszewicka rewolucja.

Życie na nowo

Z kresów trzeba było uciekać. Z dawnego życia pozostało tylko tyle, ile można było przewieźć w kufrze, a więc najczęściej drobne przedmioty, które dopiero z czasem nabierały wartości. Pierwsi kresowianie po I wojnie mieli dokąd uciekać, Polska odzyskała bowiem niepodległy byt. Ale na nowym miejscu musieli przejść przez okres biedy. „Mieszkanie w Kościerzynie było bardzo ubogie, ale bogatsze od naszego Pruszkowie. Dziadek Konstanty, jak na owe czasy dość dobrze zarabiał. Stać ich było już na to, aby miejscowy stolarz zrobił łóżka, stół, szafę i krzesła. […] Stolarz chciał zrobić przyjemność i meble pomalował [..] na kolor gęsiej kupki. A innych mebli babcia nie miała już do końca życia” (s. 309). „Mieszkanko rodziców na ul. Klonowej 22 [w Pruszkowie – R. S.] składało się z małej kuchni i dwóch pokoików w amfiladzie. [..] Nie miało elektryczności. Z wygód był tylko zlew” (s. 314-315). Goście nocowali u sąsiadek. Jeśli zabrakło jedzenia „ w myśl ukutego wtedy powiedzenia: , gotowano więc cieńszą zupę i cieniej smarowano chleb smalcem lub marmoladą” (s. 317).

Gniazdem rodzinnym Pawełczyńskich, jak już wspomniano, był Konin i okolice Koła. Siostry Henryka Pawełczyńskiego, ojca Autorki „Końca kresowego świata”, pielęgnowały tradycje mieszczańskie i drugiej stronie trudno było znaleźć wspólna płaszczyznę myślenia. „A my, córki kochałyśmy oboje rodziców i czułyśmy się podzielone przywiązaniem” do obu stron rodzinnych. „Wieczorami Podole było silniejsze”. Kiedy matka pytała swoje córki o czym ma im na noc opowiedzieć, zgodnie odpowiadały, że o tym, jak było dawniej. „Żyłyśmy jakby w dwóch epokach historycznych. W XIX i na przełomie XIX i XX w. w rodzinie ziemiańskiej na Podolu. A także w rodzinie, która […] kiedyś wykorzeniona i zdeklasowana, stała się pruszkowską rodziną robotniczą, a później mieszczańską. Pruszków był realny, jako dom ojca. […] Mieszczańska część rodziny ojca miała wiele zalet i również wiele wad tego środowiska. Miałyśmy zatem różnorodne wyposażenie: tradycje podolskie, poznańskie i podwarszawskie. […] Pruszkowscy patrioci okresu międzywojennego większy akcent kładli na narodowa gospodarkę, podolscy – na kulturę narodową. Ale chociaż patriotyzm i poczucie odpowiedzialności społecznej było różnie wyrażane: przez pruszkowiaków w sposób pozytywistyczny i rzeczowy, przez kresowiaków z dużą dawka emocji, to w godzinach narodowej próby postawy były podobne. […] Wszyscy, niezależnie od miejsca pochodzenia, dla ocalenia z trudem odzyskanej niepodległości narażali swój majątek, zdrowie i życie” (s. 335-336).

Po wielu latach trudnych warunków Henryk Pawełczyński dostał dobrze płatną pracę w banku, i od tego czasu rodzinie zaczęło się powodzić całkiem nieźle. Matka – Zofia z Ruszczyców skończyła wyższą szkołę muzyczną i zaczęła dorabiać lekcjami gry na pianinie. Zarobki pozwoliły też na kupno nowego mieszkania.

Kolejne rozbicie

Lata II wojny przyniosły kolejne rozbicie. Autorka pisze, że dopiero w czasie niemieckiej okupacji poczuła, iż Pruszków stał się jej rodzinnym miastem. Podkreśla sąsiedzką więź, która pozwoliła stworzyć odpowiedni zespół ludzki tworzący jedną wspólnotę. Wzajemnie pomogła sobie przetrwać niemiecki terror. Ojciec Henryk poszedł na wojnę i trafił do niemieckiej niewoli, córka Anna (Autorka książki) członek AK została wywieziona do obozów. Gdy przeminęła żywiołowa radość powrotu i powitań „zaczęła się trudna rzeczywistość. Godziny prawdy niosły ciężkie odkrycia. W najbliższym rodzinnym gronie nie poznawaliśmy siebie. W jednym domu spotkały się dziwnie nie pasując do siebie osoby, odmienione przez różne doświadczenia życiowe. […] Kochaliśmy się, ale czekała nas długa droga żeby się na nowo odkryć i polubić” (s. 389). „Ja też nie byłam łatwym współmieszkańcem. Po latach stłoczenia w więzieniu i obozach koncentracyjnych szukałam samotności. Po latach borykania się z losem pragnęłam czułości, ale nie umiałam już jej ani przyjąć, ani odwzajemnić. […] Drażniło mnie wszystko. […] Ciągle byłam głodna i musiałam się hamować, żeby nie zjeść wszystkiego, co mama z trudem zdobyła dla rodziny” (s. 390).

Henryk Pawełczyński stracił pracę w 1947 r., potem pracował jako zwykły urzędnik. Nie narzekał, ale cierpiał, zanim się pogodził z tym, że nie potrafi nadać swoim działaniom sensu. „Przysłowiowym gwoździem do trumny stała się obca rodzina, która w naszym czteropokojowym mieszkaniu [kupionym jeszcze przed wojną] otrzymała nakaz kwaterunkowy na dwa pokoje z używalnością wspólnej kuchni” (s. 394).

Co pozostało?

Pozostał apel poległych. Obfita to lista. Ktoś, kto zdecyduje się przeczytać książkę, znajdzie ją bez trudu. Puentą niech będzie na stępujący fragment: „Stryj Antoni umarł w 1945 r. […] w domu w którym mieszkał przez 31 lat. Na tym domu w 1918 r. jego dzieci wywiesiły wymarzona w okresie zaborów polska flagę narodową. Kiedy umierał jeszcze wisiała na nim tabliczka: Hitlerstrasse 41. Nie doczekał czasów, kiedy to głównym ulicom polskich miast władze PRL kazały nadawać nazwy ulic lub alei Stalina.

„Requiem dla Ojczyzny”

Taki tytuł nosi ostatni rozdział książki. Na kilku stronach zawarta została ta mądrość kresowo-mazowiecka, którą zrodziła najpierw ucieczka przed bolszewikami, a potem konieczność życia w ich rzeczywistości. Jakże aktualna jest ona dziś. Przeczytajmy.

„W 1945 r. zaczęli rządzić ci, którzy nas nie dobili, ale napluli nam w duszę i sączą w nią śmiertelną truciznę. […] Gdy pozbawiono nas wszystkiego, mieliśmy jeszcze czas historii, który nadawał sens naszemu zbiorowemu życiu. Czas był nasz. Stanowił dotąd tę część dziedzictwa, którego wróg nie mógł odebrać. Istniała historia narodu i państwa, na której mogło się mocno wspierać poczucie naszej ludzkiej godności. Był to ostatni bastion wspólnej obrony. Na ten bastion uderzą zmasowane ataki wrogów, aby zawłaszczyć naszą historię. Współczesny ogłupiały świat boi się historii, boi się ciągłości kultury, boi się samodzielnie myślącego człowieka. Bezmyślnie lub świadomie dąży do tego, by wyzuć nas z czasu. Tego dobra, które stanowi podstawę kontynuacji” (s.406-407).

„Dziś czas się rozprysnął na okruchy chaotycznych, zatomizowanych zdarzeń […]. Mowa przestała być środkiem porozumienia między ludźmi. Stała się mętnym bełkotem propagandowych haseł. Slogany reklamowe zastępują ludzki rozum, motywując działania. Pokłady przewrotnego kłamstwa zamuliły ludzkie poznanie. Nienawiść naznaczyła ludzka osobowość, a relatywizm moralny podważył sens dążeń. […] Minął czas tworzenia. […] Ulegają rozkładowi warstwy czasu, w które kiedyś sumowała się ludzka twórczość, dążenia, działania i doświadczenia pokoleń. Skończyło się trwanie. W dzieje wtargnęła chwilowość, odbierająca sens ciągłości każdemu życiu i każdej kulturze. […] Zaczęło się rozpraszanie po świecie ludzkich stad bez punktu oparcia, bez nadziei na stałość i odpoczynek, w poszukiwaniu pastwiska, rykowiska, wodopoju. […] Perfidnie i skutecznie pogwałcono wolna wolę, czyniąc z niej nieświadomą ofiarę fizycznej lub mentalnej przemocy. Ośmieszono wiarę w dobro, zaprzeczono złu, odebrano busolę uczynkom i pragnieniom. […] Idzie nowe. Idzie zagłada ojczyzny. […] Dosyć jakiejś tam wojny obronnej, wyzwoleńczych powstań. Dosyć tych głupich śmierci, beznadziejnego umierania za kogoś, za coś, za nie wiadomo co. Dosyć zbędnych bohaterów i spróchniałych grobów. Dosyć ludzkich poświęceń dla dobra ludzkiej wspólnoty, dla innego człowieka, dla miłości, dla wiary, ojcowizny i ojczyzny, sprawiedliwości, prawdy, piękna. […] Nie ma naszego kraju. Jest tylko bezpłodna, z niczym niezwiązana chwila. […] Więcej luzu, więcej gazu, więcej czadu, więcej haju. Koniec czasu. Kontynuacji nie będzie” (s.410-411).

Można jeszcze dodać, że najpierw carska, a potem bolszewicka Rosja, swoje ostrze skierowała nie tylko przeciwko Polsce, lecz przeciwko polskiej własności prywatnej, a zwłaszcza niezależności ducha, która tam miała swoje korzenie. PRL, przez zabranie własności prywatnej zniszczył najpierw jej poczucie, jej wewnętrzny sens, potem niezależność ducha i myślenia posypała się sama.

Książka kończy się na stronie 411. pod datą 20.X.2000 r. W aneksie są zdjęcia przodków i dokumenty minionych czasów.

Ryszard Surmacz

[FOTO: autorka książki - prof. Anna Pawełczyńska]

Warto poczytać

  1. 1270oblawanamlodewilki 12.07.2018

    To najbardziej tragiczna zbrodnia na Polakach po II wojnie światowej. Wspaniały gest kibiców.

    Kibice Sparty Augustów uczcili pamięć polskich żołnierzy wymordowanych w przez oprawców z NKWD, UB i KBW. Dla augustowskiej młodzieży pamięć o tych wydarzeniach wciąż jest bardzo ważna, czemu dali wyraz w osobliwy sposób. W Augustowie powstał mural upamiętniający zamordowanych bohaterów

  2. 1270dudela 29.05.2018

    Prezydent: dziękujemy weteranom za ich patriotyzm i poświęcenie

    Dziękujemy weteranom za ich patriotyzm, poświęcenie i odwagę; pamiętamy też o tych, którzy zginęli w służbie Ojczyźnie - napisał na Twitterze prezydent Andrzej Duda, z okazji obchodzonego we wtorek Dnia Weterana działań Poza Granicami Państwa

  3. Zygelbojmwiki 12.05.2018

    Krzyczał że "Świat oszalał". Wkrótce popełnił samobójstwo w akcie rozpaczy przeciw zagładzie Żydów i milczeniu Zachodu

    75 lat temu, 12 maja 1943 r., w obliczu nieuchronnego upadku żydowskiego zrywu w Warszawie, a także w związku z bezskutecznymi prośbami o reakcję Zachodu na Zagładę Żydów, w Londynie popełnił samobójstwo Szmul Mordechaj Zygielbojm.

  4. PileckiUBwiki 08.05.2018

    "Oświęcim to była igraszka". 71 lat temu Witold Pilecki został aresztowany przez UB

    8 maja 1947 roku został aresztowany przez UB rotmistrz Witold Pilecki, bohaterski "ochotnik do Auschwitz", który dał się schwytać Niemcom w ulicznej łapance, by zdobyć wiarygodne dane na temat zbrodni hitlerowskich oraz stworzyć konspirację wojskową wśród więźniów

  5. usa06052018 06.05.2018

    Ta decyzja uratowała Amerykę od komunizmu. O wszystkim zadecydował jeden człowiek

    200 lat temu w budynku przy trewirskiej Bruckergasse przyszedł na świat Karol Marks. Z

  6. 1270powstanieslaskie 02.05.2018

    97. rocznica wybuchu III powstania śląskiego

    W nocy z 2 na 3 maja 1921 r. wybuchło III powstanie śląskie, które przesądziło o sposobie podziału Górnego Śląska między Polskę i Niemcy

  7. WolynFlickr 22.04.2018

    Ludzie byli mordowani siekierami, a niemowlęta brano za nogi i rozbijano głowy o ściany. 75 lat temu UPA zamordowało 600 Polaków

    75 lat temu, w nocy z 22 na 23 kwietnia 1943 roku, Ukraińska Powstańcza Armia zamordowała w Janowej Dolinie na Wołyniu około 600 Polaków. Janowa Dolina była osiedlem wybudowanym w latach 30. przy kamieniołomach bazaltu eksploatowanych przez przedsiębiorstwo państwowe

  8. JaninaLewandowska 22.04.2018

    Jej ojciec dowodził zwycięskim powstaniem, ona służyła ojczyźnie jako lotnik. Sowieci zamordowali ją w Katyniu

    110 lat temu, 22 kwietnia 1908 roku, urodziła się Janina Lewandowska - radiotelegrafistka, pilot, spadochroniarz. Aresztowana przez Sowietów w czasie kampanii polskiej 1939 roku została zesłana do obozu w Ostaszkowie, a potem w Kozielsku. Była jedyną kobietą wśród ofiar Zbrodni Katyńskiej.

CS157fotoMINI

Czas Stefczyka 157/2018

PDF (9,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook