Jedynie prawda jest ciekawa

Czego jeszcze nie wiemy o Wałęsie?

04.03.2017

Historyk IPN Grzegorz Majchrzak otwiera nieznane dokumenty na temat przeszłości byłego prezydenta RP.

"Przebieg spotkań internowanego Lecha Wałęsy z płk. Ryszardem Iwańcem znamy tylko z raportów oficera, który nieraz brutalnie ocenia swojego rozmówcę. Czytane dzisiaj jego relacje okazują się jednak ważnym świadectwem nieustępliwej postawy przywódcy Solidarności w sprawie przyszłości związku" - pisze Grzegorz Majchrzak, historyk IPN na łamach "Plusa Minusa".

Jak wskazuje, raporty płk. Iwańca, mimo że w połowie lat 90. zostały częściowo opublikowane, ale nadal pozostają źródłem nieznanym, nawet dla historyków zajmujących się historią najnowszą, w tym dla biografów Lecha Wałęsy. Piąty z tych raportów został dopiero niedawno odnaleziony w Archiwum Instytutu Hoovera, więc dokumenty są źródłem wielu spekulacji. - A są niewątpliwie materiałem ważnym – dokumentują bowiem rozmowy z przewodniczącym „Solidarności" nie tylko na temat przeszłości związku, ale też – co zdecydowanie ważniejsze – jego przyszłości – podkreśla Majchrzak.

„Relacje płk. Iwańca pozwalają też lepiej zrozumieć raporty funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu, które zawierały wypowiedzi Wałęsy z okresu jego internowania. Takie jak np. ta z początku lutego 1982 r., kiedy to poprosił „o przekazanie, że nie zamierza podjąć działalności związkowej w „»nowo« tworzonych związkach zawodowych" oraz że proponuje, aby ich przewodniczącym został „generał Jaruzelski lub redaktor Rakowski, albo działacz społeczny – minister Ciosek... Są też doskonałym przyczynkiem do postawy szefa „S" po 13 grudnia 1981 r., zarówno jako przywódcy związku, jak i po prostu człowieka” – wskazuje historyk. Przypomina, że raporty są oczywiście relacją jednostronną, lecz pomimo to, można je zweryfikować na podstawie innych dokumentów.

„Do pierwszego spotkania po wprowadzeniu stanu wojennego doszło już 17 grudnia w podwarszawskim Otwocku, gdzie internowany był przywódca Solidarności. Odbyło się ono w obecności funkcjonariusza BOR „ochraniającego" Wałęsę, który rzekomo miał być „gościem" władz, a także małżonki „gdańskiego elektryka" i jego dzieci biegających po całym budynku” – relacjonuje Machjrzak. Rozmowa trwała blisko 2,5 godziny, a Wałęsa miał sprawiać wrażenie odprężonego, wręcz wyglądał na „wodza, który wygrał wojnę”. Jak odnotował Iwaniec: Widoczna była przy tym jego megalomania – „bardzo wygórowane poczucie własnej wartości". 

„Przewodniczący Solidarności spotkanie z nim potraktował jako okazję do negocjacji z władzami. Zgłaszał koncepcje i pomysły, którymi wręcz „sypał jak z rękawa". Ich stałym elementem było istnienie Solidarności w kształcie sprzed 13 grudnia. Opowiadał się za uwolnieniem wszystkich internowanych. Twierdził, że władzę w kraju powinna przejąć „trójka" – Jaruzelski, prymas Józef Glemp i on. Przy czym ostatni dwaj pełniliby de facto jedynie rolę kontrolerów, a nie realnie współrządzących” – pisze Grzegorz Majchrzak.

Do kolejnej rozmowy doszło już po czterech dniach - 21 grudnia. Atmosfera była inna. Wałęsa był wyraźnie zdenerwowany. Twierdził, że nie może się „pozbierać" po głodówce, jednak zdaniem Iwańca powód był inny. „Nie bez znaczenia miała też być obawa przed oskarżeniem „o samodzielne podjęcie i prowadzenie rozmów z władzami", a także przedłużający się stan wojenny. Jak twierdził Wałęsa: „ja liczyłem, że wyjdziecie, zrobicie porządek i po kilku dniach wrócicie"... Był wyraźnie zszokowany strzelaniem do górników z kopalni „Wujek" i ofiarami śmiertelnymi. Jak komentował: „nie sądziłem, że się odważycie". Przewodniczący Solidarności ciągle wracał do kwestii zakończenia stanu wojennego” – relacjonuje Majchrzak. Wałęsa miał wówczas przekonywać, że jego taktyką jest bierny opór.

Grzegorz Majchrzak relacjonuje także przebieg kolejnych rozmów Wałęsy z władzą. Do ostatniej doszło 4 października 1982 r. Do Arłamowa przybył wówczas , płk Iwaniec wraz z ministrem Stanisławem Cioskiem. „Przeprowadzili długą, czterogodzinną rozmowę. Minister poinformował o nowej ustawie o związkach zawodowych, która oznaczała de facto delegalizację Solidarności. Lech Wałęsa nie tego z pewnością oczekiwał. Zdecydowanie, choć niekonsekwentnie, odrzucał „jakąkolwiek możliwość własnego udziału w realizacji tych zamierzeń". Miał jednak deklarować, że w ich realizacji nie będzie przeszkadzać, a nawet mętnie twierdzić, że „jeżeli 13 października wydarzenia będą grozić katastrofą, przelaniem krwi – wówczas [je] poprze, aby zapobiec nieszczęściu" (chodziło o spodziewane protesty przeciw owej ustawie delegalizującej „S"). To ewentualne poparcie miałoby przyjąć formę publicznego wystąpienia” – pisze Majchrzak.  Wałęsa zajął wówczas zdecydowanie negatywne stanowisko w kwestii „włączenia się do PRON" (utworzonego przez władze Patriotycznego Ruchu Odrodzenia Narodowego). Nie widział tam dla siebie miejsca. „Deklarował całkowite porządkowanie się decyzjom episkopatu i podtrzymywał gotowość do rozmów z rządem w sprawie przyszłości ruchu związkowego” – zwraca uwagę historyk.

„Co ciekawe, według byłego dowódcy z wojska Wałęsa po opuszczeniu grona rozmówców przez ks. Stanisława Potockiego, który był świadkiem pierwszych trzech godzin rozmów, miał łagodzić swe stanowisko, wykazywać większą skłonność do ustępstw... Nadal jednak – według Iwańca – „podkreślał swoją rolę przywódczą w narodzie", a rozmowy z nim oraz ministrem potraktował jako „negocjacje co do swej przyszłości” – relacjonuje Grzegorz Majchrzak.

Frost/Plus Minus
[Fot. YouTube.com]

CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook