Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Bohaterom podziemia niepodległościowego chwała!

09.02.2015

8 lutego 1951 r. zostali rozstrzelani w piwnicy więzienia na Mokotowie. Tracili życie w kilkunastominutowych odstępach.

Ppłk Antoni Olechnowicz ps. Pohorecki, ostatni Komendant Okręgu Wileńskiego AK (ostatecznie rozbitego w 1949 r.), który doprowadził do ewakuacji żołnierzy Okręgu za linię Curzona i nawiązał bezpośredni kontakt z Naczelnym Wodzem gen. Stanisławem Kopańskim, mjr Zygmunt Szendzielarz ps. „Łupaszka”, dowódca 5 Wileńskiej Brygady AK na Wileńszczyźnie oraz zgrupowania 5 i 6 Brygady na terenie Polski Północnej, por. Lucjan Minkiewicz, ps. „Wiktor”, żołnierz 6 Brygady, walczył na Białostocczyźnie oraz por. Henryka Borowskiego ps. „Trzmiel”, oficer kontrwywiadu wileńskiej AK – 8 lutego 1951 r. zostali rozstrzelani w piwnicy więzienia na Mokotowie. Tracili życie w kilkunastominutowych odstępach.

- Wbrew oczekiwaniom przy rozstrzygnięciu sprawy polskiej zwyciężyły nie zasady słuszności i zobowiązania międzynarodowe, lecz fakty dokonane i narzucone. Los Polaków nie będzie jednakowy. Jedni borykać się będą w kraju z okrutną rzeczywistością państwa policyjnego, inni zostaną w wolnym świecie, by stać się ustami niemych. Droga nasza jest trudna, lecz u jej kresu spełni się Polska naszych żarliwych pragnień, wolna i niepodległa -

to fragment odezwy rządu RP w Londynie z 26.06.1945.

- Wypowiedzieliśmy walkę na śmierć lub życie tym, którzy za pieniądze, ordery lub stanowiska z rąk sowieckich, mordują najlepszych Polaków - pisał w 1946 roku major Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka”.

W lipcu 1950 r. zapadły wyroki śmierci na żołnierzy „bandyckiej” AK. Zarzucono im terroryzm, współpracę z Gestapo, mordowanie członków lewicowego podziemia.

Do żołnierzy polskich! Rodacy!

Nie jesteśmy żadna bandą, jak nas nazywają zdrajcy i wyrodni synowie naszej Ojczyzny. My jesteśmy z miast i wiosek polskich. Niejeden z waszych ojców, braci i kolegów jest z nami. My walczymy o świętą sprawę, za wolną niezależna i sprawiedliwą i prawdziwie demokratyczną Polskę – dowódca Brygady Partyzanckiej „Łupaszka”, major.

Żołnierze Państwa Podziemnego walczyli z dwoma wrogami z Niemcami i Sowietami. Później z funkcjonariuszami UBP i KBW. Wielu zdołało, jak żołnierze 5 Brygady Wileńskiej AK, dostać się za linię Curzona i kontynuować działalność niepodległościową.

Jesienią 1945 r. swoje kwatery przenosi z Podlasia zgrupowanie Zygmunta Szendzielarza, legendarnego „Łupaszki”. Żołnierze mieli za sobą gorzkie, tragiczne nieraz doświadczenia. Na Wybrzeże trafiają partyzanci, którym udało się uciec z obozów w Rosji, jak Feliks Selmanowicz „Zagończyk” i Jerzy Lejkowski. „Szpagat” (członek oddziału „Kmicica”, którego żołnierzy wymordowali podstępnie partyzanci sowieccy w 1943 r., później w 1 i w 4 Szwadronie V Brygady na Pomorzu i na Warmii). Mieli być gotowi do walki w 1946 r.

Na Pomorze członkowie sztabu Okręgu Wileńskiego AK trafili we wrześniu 1945 r. wraz z rzeszami repatriantów ze wschodnich województw RP. W Gdańsku bowiem stykały się trasy powrotów z Zachodu i przesiedleń ze Wschodu. Łatwiej więc było się zgubić. Tutaj bowiem było wielu ludzi z Wileńszczyzny. Tutaj też znaleźli, jak na Podlasiu, oparcie wśród ludności miejscowej. Bez niego nie utrzymaliby się nawet miesiąca.

W Gdyni zakonspirował się Antoni Olechnowicz ps. „Pohorecki”. Inni ukryli się w Gdańsku i Sopocie. Nawiązali m.in. kontakt z gen. Stanisławem Kopańskim, szefem sztabu Polskich Sił Zbrojnych w Londynie. Powstał w Trójmieście ośrodek mobilizacyjny wileńskiej AK.

- Weszliśmy w stan przejściowy między wojnami. Długotrwałość tego okresu nie da się przewidzieć – pisał „Pohorecki”.

Na Pomorzu partyzanci szykowali się do walki. Do lasu szli z bronią w ręku, tak jak wcześniej na Wileńszczyźnie i Białostocczyźnie. Kierowała nimi determinacja i przeświadczenie, że nowe porządki są nie dla nich, a bezpieka, czyli siły pomocnicze nowego okupanta, i tak im nie podaruje.

Przed dowódcami stanęło zadanie zorganizowania punktów informacyjnych, lokali konspiracyjnych i punktów werbunkowych. Partyzantów trzeba było zaopatrzyć w broń, żywność, lekarstwa i środki transportu. Magazyny konspiracyjne były m.in. w okolicach Sztumu i Malborka, w Wejherowie, Gdańsku – Stogach, w powiecie tucholskim.

- Nie byliśmy poszukiwaczami przygód. To nie było życiowe awanturnictwo. Nie bawiliśmy się w Indian. Szliśmy do lasu przekonani, ze będzie wojna światowa. Nie mieliśmy złudzeń czego możemy spodziewać się po komunistach i ich mocodawcach – wspominał przed 14 laty w rozmowie z nami Olgierd Christa ps. „Leszek”. Jego szwadron stacjonował w 1946 r. m.in. w Borach Tucholskich.

- Ludzie patrzyli na nas ze zdziwieniem. Początkowo z rezerwą. Oto widzieli wojsko, chodzące w mundurach, w biały dzień, pod bronią – wspomina Christa.

- Nie obchodzą nas partie lub te, czy owe programy. My chcemy Polski suwerennej, Polski chrześcijańskiej, Polski – polskiej. Tak jak walczyliśmy w lasach Wileńszczyzny, czy na gruzach kochanej stolicy – Warszawy – z Niemcami, by świętej Ojczyźnie zerwać pęta niewoli, tak dziś do ostatniego legniemy, by wyrzucić precz z naszej Ojczyzny Sowietów. Święcie będziemy stać na straży wolności i suwerenności Polski i nie wyjdziemy dotąd z lasu, dopóki choć jeden Sowiet będzie deptał Polską Ziemię – pisał jeden z niezłomnych, dowódca 6. Wileńskiej Brygady AK kpt. Władysław Łukasiuk – „Młot”, partyzant antykomunistyczny, jeden z tych, którzy przekazali w 1943 r. aliantom tajemnice niemieckich rakiet V1, a po 1945 r. przez 3 lata dowodził Brygadą, potrafiąc utrzymać się w terenie, nawet w najtrudniejszych sytuacjach, miał świetny instynkt partyzancki.

Zygmunt Szendzielarz pseudonim „Łupaszka” przyjął na cześć Jerzego Dąbrowskiego, legendarnego kresowego zagończyka z okresu wojny z bolszewikami, zamordowanego przez NKWD w 1940 roku.

W kwietniu 1943 roku nawiązał kontakt z Komendą Wileńskiego Okręgu AK. W sierpniu został skierowany na stanowisko dowódcy oddziału partyzanckiego AK działającego na Pojezierzu Wileńskim pod dowództwem ppor. Antoniego Burzyńskiego „Kmicica”. Po dotarciu na miejsce dowiedział się, że oddział został rozbrojony przez sowieckich partyzantów a „Kmicic” razem z żołnierzami AK zamordowany.

Szendzielarz z resztek oddziału utworzył nową jednostkę – 5 Brygadę Wileńską AK. Walczyła ona z wojskami niemieckimi i z litewskimi jednostkami, które z nimi kolaborowały, a także z wrogo nastawioną sowiecką partyzantką. W sierpniu 1944 roku żołnierze AK służyli pod dowództwem Szendzielarza w rejonie Bielska Podlaskiego.

Po podporządkowaniu się Komendzie Białostockiego Okręgu AK Szendzielarz na czele niewielkiego oddziału przeszedł do Puszczy Różańskiej. Wiosnę 1945 roku odbudowana 5 Brygada Wileńska liczyła około 250 żołnierzy. Jej żołnierze przeprowadzili kilkadziesiąt akcji przeciwko NKWD, UB, MO i KBW.

Zimą 1945 r. na Pomorzu po nawiązaniu kontaktu z konspiracyjnymi strukturami Łupaszka podporządkował się komendantowi eksterytorialnego Wileńskiego Okręgu AK ppłk Antoniemu Olechnowiczowi „Pohoreckiemu”. W 1946 roku wrócił do walki, rozpoczynając działalność dywersyjną. W kwietniu odtworzył w Borach Tucholskich 5 Brygadę Wileńską i stanął na jej czele.

2 listopada 1950 roku Zygmunt Szendzielarz skazany został przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie na karę śmierci.

Wyrok wykonany został 8 lutego 1951 roku w warszawskim więzieniu na Mokotowie. W tym samym dniu strzałem w tył głowy zamordowano jeszcze trzech innych oficerów wileńskiej AK: ppłk. Antoniego Olechnowicza „Podhoreckiego”, por. Lucjana Minkiewicza „Wiktora” i por. Henryka Borowskiego „Trzmiela”.

Wiedziałem, że nikt twoich ran ci nie odwdzięczy,

Bo niczym krew, co płynie, przy złocie, co brzęczy.

I nigdy nikt nie liczył leżących w mogile,

Bo czym jest duch anielski przy szatańskiej sile?

Jak żal mi, że ci oczy nareszcie otwarto!

I powiedz sam mi teraz, czy to było warto?

Jan Lechoń „Przypowieść”

Artur Górski

[fot: wikimedia CC-BY-SA-3.0]

CS139fotoMINI

Czas Stefczyka 139/2017

PDF (4,73 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook