Jedynie prawda jest ciekawa

30. rocznica strajku w kopalni Piast

14.12.2011

W Bieruniu na Śląsku odbyły się uroczystości 30. rocznicy rozpoczęcia strajku w kopalni Piast. Był to najdłuższy w powojennym górnictwie podziemny protest. Załoga rozpoczęła go po wprowadzeniu stanu wojennego. Górnicy spędzili pod ziemią dwa tygodnie.

30 lat temu załoga tej kopalni upomniała się o wolność i godność swoich kolegów, którzy zostali internowani - powiedział podczas masówki szef Solidarności w kopalni Bogusław Hutek. Podkreślił, że wydarzenia sprzed lat na trwałe wpisały się w historię Polski, kopalni i jej załogi.

Jerzy Demski ze Związku Zawodowego Pracowników Dołowych mówił, że choć wciąż toczy się dyskusja na temat oceny wydarzeń sprzed lat, dla górników pewne rzeczy były i są oczywiste.

Tu draństwo zawsze było nazywane po imieniu i będzie nazwane po imieniu. Tu nikt nie powie, na tej kopalni, o wyższej konieczności, bo jesteśmy bliscy zadania pytania, czy ofiary na Wujku to była wyższa konieczność - powiedział Demski i wspomniał o tysiącach internowanych i zmuszonych do opuszczenia kraju.

W homilii wygłoszonej podczas mszy w kościele św. Barbary metropolita katowicki abp Wiktor Skworc mówił m.in. o determinacji górników, którzy - godząc się na spędzenie świąt pod ziemią - protestowali przeciw zawłaszczeniu przez komunistyczną władzę praw człowieka i praw obywatelskich. Jak zaznaczył, protestujący wiedzieli od początku, iż stan wojenny kłóci się z elementarnym poczuciem sprawiedliwości.

Abp Skworc przypomniał, że po zakończeniu strajku jego uczestnicy ponosili konsekwencje, byli represjonowani. Wskazał, że Bóg przyjął tę ofiarę. Podkreślił, że o tej cenie trzeba pamiętać i mówić o niej przede wszystkim młodemu pokoleniu, które w niewielkim stopniu zainteresowane jest historią.

Mówiąc o przyczynach tragicznych wydarzeń sprzed trzech dekad, metropolita katowicki zaznaczył, że odejście od Boga, wiąże się z odejściem od człowieka; gdzie nie ma miejsca dla Boga, tam dochodzi do rozprawy z człowiekiem. Tego doświadczyliśmy - podkreślił abp Skworc.

Strajk w Piaście był odpowiedzią na wprowadzenie w Polsce stanu wojennego, zmilitaryzowanie kopalni oraz zawieszenie działalności wszelkich organizacji i stowarzyszeń. Jak mówią dziś przywódcy protestu, był on spontaniczną, ale w pełni świadomą i dobrze zorganizowaną, formą obywatelskiego oporu.

Protest rozpoczął się od masówki w kopalnianej cechowni. Gdy działacze zakładowej Solidarności powiedzieli, że wiceprzewodniczący związku w kopalni Eugeniusz Szelągowski został zatrzymany przez milicję, zgromadzona przy ołtarzu św. Barbary załoga zażądała jego uwolnienia.

Wczesnym popołudniem górnicy otrzymali informację o internowaniu całego zarządu Solidarności we współpracującym z kopalnią Przedsiębiorstwie Robót Górniczych (PRG) Mysłowice. Elektryk z PRG, Stanisław Trybuś, wszedł na ławkę i zaapelował do czekających na podszybiu na wyjazd z dołu górników o przeciwstawienie się tym - jak mówił - haniebnym i bezprawnym działaniom. Zdecydowano, aby nie wyjeżdżać z dołu.

Do protestu przyłączyli się kolejni górnicy. Tym, którzy pracowali na poziomie 500 metrów, dyrekcja uniemożliwiła zjazd na niższy poziom. Nie mogąc zjechać klatką szybową, schodzili prawie 40 minut po drabinach 150 m niżej. Także kolejna zmiana dołączyła do strajku. W sumie protest rozpoczęło dwa tysiące górników. Zażądali zniesienia stanu wojennego i uwolnienia działaczy Solidarności z kopalni i PRG Mysłowice.

Górnicy wyjechali na powierzchnię 28 grudnia, po uzyskaniu od władz gwarancji bezpieczeństwa. Wyjeżdżając śpiewali hymn, a potem modlili się przed ołtarzem św. Barbary. Wracając do domów byli zatrzymywani przez milicję i służbę bezpieczeństwa.

Po latach odnaleziono dokumenty potwierdzające, że władza rozważała pacyfikację kopalni, przygotowując szczegółowy plan użycia milicji, wojska, wozów bojowych i broni palnej. Jak mówią dziś uczestnicy protestu, być może to, że był prowadzony na dole, uchroniło jego uczestników od losu zabitych górników z kopalni Wujek.

Dziś Piast to jedna z największych polskich kopalń, zatrudniająca ponad 6 tys. osób i wydobywająca ok. 4,5 mln ton węgla rocznie. Należy też do najbardziej dochodowych zakładów Kompanii Węglowej.

PAP
[fot. Kompania Węglowa]
CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook