Jedynie prawda jest ciekawa

Marsz Niepodległości AD 2011

08.11.2011

Marsz Niepodległości służy przywracaniu pamięci, tworzeniu właściwej miary w rozdawaniu należnych hołdów, w końcu honorowaniu przez współczesnych rzeczywistych bohaterów.

Państwowe obchody 11 listopada od wielu już lat zostały zdominowane przez postać Marszałka Józefa Piłsudskiego, którego zasługi dla Polski Odrodzonej są akceptowane powszechnie i tak samo znane. Jednakże ta swoista monopolizacja, czy też ograniczenia liczby Ojców Niepodległej do jednej osoby, nie tylko drażni, ale przede wszystkim wypacza prawdę historyczną. Dziś zatem obserwujemy tendencję, którą można by nazwać tworzeniem równowagi w pamięci historycznej. Do najważniejszego wydarzenia aspiruje obecnie Marsz Niepodległości, którego inicjatorzy zachęcają do twórczego rozwijania w sobie pamięci o kolejnych pokoleniach narodowców – począwszy od „niepokornych”. Jego trzon stanowili twórcy, a następnie wychowankowie Ligi Narodowej.

Jan Ludwik Popławski, Zygmunt Balicki i Roman Dmowski – w latach przełomu XIX i XX wieku wychowali całe pokolenie patriotów polskich myślących w kategoriach wszechstanowości i wszechpolskości, w kategoriach służby na rzecz narodu. Uczyli oni, że nowoczesny naród budowany jest w ich epoce za sprawą prężnie działających elit i instytucji państwa narodowego. W polskich warunkach, rolę państwa musi przejąć na siebie warstwa oświecona narodu, która – w imię wszechstanowości – winna zbudować nowoczesny naród polski poprzez podniesienie na wyższy poziom edukacyjny, obywatelski i gospodarczy jego warstw ludowych. Stąd LN aktywizowała swych działaczy, by tworzyli – tam gdzie nie można legalnie – konspiracyjne organizacje samorządne, czytelnie ludowe (TON), wydawali prasę konspiracyjną („Polak” i inne). Stąd wytykali lojalistom, że celem polityki polskiej nie może być – w imię wszechpolskości – egoistyczne angażowanie się na rzecz poprawy bytu ekonomiczno-politycznego jedynie w obrębie jednego państwa zaborczego, bo Polacy stanowią jedność mającą ponad dzielnicowe interesy. Najważniejszym z nich jest zaś posiadanie własnego państwa suwerennego, a nie modernizacja jakiegokolwiek państwa obcego (Austro-Węgier także).

Narodowcy bardzo krytycznie oceniali tak romantyków (insurekcje), jak i pozytywistów, zawężających aspiracje społeczeństwa do kategorii „mieć”, a nie „być”. Z tej nauki, której najwybitniejszym przykładem stała się lektura „Myśli nowoczesnego Polaka”, wyrosło pokolenie działaczy politycznych, którzy najpierw walczyli z bronią i za pomocą zabiegów dyplomatycznych o Polskę Odrodzoną (1914 – 1922), a następnie zagospodarowywali ją swoją różnorodną aktywnością.  Jej celem była integracja rozbitego przez zaborców terytorium. Przez szkołę Dmowskiego i Popławskiego przeszli, i Witos, i Korfanty, ale także Karol Popiel, czy Stanisław Cat-Mackiewicz. A wspierali ich wielcy polscy intelektualiści i ludzie kultury, jak Henryk Sienkiewicz, Władysław Reymont, ba nawet do czasu Stefan Żeromski, czy wierny obozowi narodowemu do śmierci, poeta Jan  Kasprowicz. W okresie II RP cechą charakterystyczną dla obozu narodowego nie był stosunek do mniejszości narodowych (jak chcą tego obecni krytycy tej tradycji), a przede wszystkim ustawiczna praca na rzecz budowania Polski samorządnej. Niezliczone towarzystwa (Polska Macierz Szkolna), czy też organizacje studenckie z samorządem na czele (Bratnia Pomoc), to dzieła organizowane i zarządzane przez narodowców, w tym przez działaczy Młodzieży Wszechpolskiej (od 1922), Obozu Wielkiej Polski (do 1933r.), czy ONR (de facto Organizacji Polskiej, od 1934 r.).

Ten proces wychowawczy, zapoczątkowany przez pokolenie Popławskiego i Dmowskiego, zrodził kolejnych bohaterów - II wojny światowej - walczących aż do ofiary życia z totalitarnymi potęgami, m.in. Jana Mosdorfa i Jana Korolca (z OP), zamordowanych przez Niemców w obozie koncentracyjnym w Auschwitz, Stefana Sachę i Mieczysława Trajdosa – kolejnych prezesów podziemnego Stronnictwa Narodowego – zamordowanych przez Niemców w egzekucjach, czy też ks. prof. Jana Salamuchę (OP), kapelana powstania warszawskiego (tzw. reduty wawelskiej), zamordowanego 11 VIII 1944 r., Jana Bytnara, „Rudego”, wychowanka ONR, legendy „Szarych Szeregów”, Gajcego i jego przyjaciół ze „Sztuki i Narodu”, czy w końcu Ireny Morzyckiej-Iłłakowicz, więzionej przez gestapo, a po uwolnieniu zamordowanej zapewne przez komunistów w 1943 r., czy Mariana Martiniego, zamordowanego w Katyniu. Jak słusznie napisał niegdyś Rafał Ziemkiewicz, narodowcy mieli tyle wspólnego z hitlerowcami, że byli więźniami ich obozów koncentracyjnych. Fizycznie zabijali Niemcy, Sowieci i rodzimi komuniści skuteczniej zabili z kolei o nich pamięć.

Ci z narodowców, którzy przeżyli II wojnę światową i znaleźli się na emigracji, przez kolejne dziesięciolecia walczyli o myśl niepodległą, poprzez publikacje („Myśl Polska”), działalność partyjną (w SN), czy społeczną (w licznych stowarzyszeniach zawodowych, oświatowych i głównie katolickich, jak współtwórca „Veritasu” londyńskiego Wojciech Dłużewski). Budowali struktury władz na wychodźstwie, tworząc (obok piłsudczyków, czy socjalistów) główny nurt obozu „niezłomnych”. Wielu z nich, choć należeli do pokolenia schodzącego, do końca aktywnie intelektualnie i finansowo wspierali wybrane odłamy opozycji demokratycznej (jak RMP, czy „Głoś”), czy „Solidarności”. Wielu z nich, choć znalazło się poza obozem narodowym na wychodźstwie, nigdy nie zerwało ze swoim dorobkiem, działając w nowych warunkach. Dobrym przykładem jest Stefan Władysław Kozłowski, działacz OP, powstaniec warszawski w NSZ, osławiony w gadzinówkach Polski Ludowej: „Aleksander” - współtwórca drogi kurierskiej z Ratysbony do Polski w 1945 r., który przez kolejne dekady związał się z Jerzym Giedroyciem, by reprezentować paryską „Kulturę” w zachodnich Niemczech.

W okresie komunizmu, szczególnie za sprawą haniebnych procesów sądowych lat 1944 – 1956 i towarzyszącej im propagandzie, oczerniania polskich patriotów z SN, NSZ, czy OP, utrwalił się fałszywy pogląd o faszystowskich – czytaj nazistowskich – kolaborantach, walczących z czasie wojny z ludową władzą, a zatem de facto kolaborujących z III Rzeszą. Dopisywano działaczom narodowym mordy na Żydach, mimo iż wielu ratowało ich w czasie wojny przed Zagładą.

Ta haniebna etykieta towarzyszy obozowi narodowemu do dziś, za sprawą niedouczonych półinteligentów lub (co gorsza) świadomych swych manipulacji kłamców. Intencje jednych i drugich są kwestią wtórną, wobec szkód, które dotykają kolejne pokolenia Polaków – wychowujące się szczęśliwie bez sfory agentów bezpieki (np. „33” - pseudonim literata Kazimierza Koźniewskiego) spisujących pod dyktando Humera i Duszy, bandziorów z UB, rewelacje na temat rzekomego kolaboranta z Niemcami Stanisława Kasznicy, czy Włodzimierza Marszewskiego, zamordowanych i pośmiertnie pohańbionych w ówczesnej prasie.

Marsz Niepodległości służy przywracaniu pamięci, tworzeniu właściwej miary w rozdawaniu należnych hołdów, w końcu honorowaniu przez współczesnych rzeczywistych bohaterów. Służy także temu, byśmy dawali świadectwo – jako wolni Polacy w swoim państwie - iż nie pozwolimy na kolejne próby oczerniania któregokolwiek z tradycyjnych nurtów niepodległościowych. Nie trzeba iść dziś śladami poglądów i polityki Popławskiego czy Dmowskiego, by być dobrym Polakiem. Co więcej, z dzisiejszej perspektywy lepiej widać, gdzie popełniali straszne błędy. Nie będzie jednakże dobrej Polski, jeśli pozwolimy, by współcześni „zakłamywacze” naszej historii bezkarnie stygmatyzowali działaczy obozu narodowego. Ci już bronić się nie mogą.

Dlatego spotykamy się 11 listopada o godzinie 15.00 na placu Konstytucji, by z kwiatami w ręku przejść pod pomnik Romana Dmowskiego – jednego z ojców Polski Odrodzonej. I nie jedynego.

Jan Żaryn

Autor bloga

Jan Żaryn

Historyk, profesor UKSW, pracownik IPN, były dyrektor BEP IPN, prezes Stowarzyszenia PJN, społecznik, wychowawca.

Najczęściej czytane na blogu

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook