Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Jedna Ryba spać nie może

24.10.2011

W sobotę 22 października minęła druga rocznica śmierci Macieja Rybińskiego.

Jedną z największych atrakcji turystycznych Rumunii jest „wesoły cmentarz” w miejscowości Săpânţa. Na kolorowych nagrobkach z drewna wyrzeźbione są scenki z życia pochowanych tam osób, często opatrzone dowcipnymi wierszykami w klimacie słynnej „Spoon River Anthology” Edgara Lee Mastersa. W podobnym klimacie utrzymany był wieczór poświęcony pamięci najwybitniejszego polskiego felietonisty, zorganizowany w warszawskim klubie „Hybrydy”.

Marcin Wolski z pamięci recytował fraszki o Rybie i absurdach współczesnej Polski, Wiktor Świetlik czytał fragmenty ze świeżo wydanego wyboru felietonów Rybińskiego, pisanych dla „Faktu”, a artyści kabaretowi skutecznie nakłaniali publiczność do skandowania niepoprawnych refrenów. Śmierć, którą dzisiejsza popkultura chce wyrugować z naszego życia, nie została lękliwie wyparta, lecz oswojona i zaproszona do wspólnego biesiadowania, jak średniowieczna postać z kosą, tyleż groźna, co naturalna. Dzięki temu mieliśmy poczucie obecności Rybińskiego, którego przykład jest nam dziś potrzebny jak nigdy. Choćby wszystkie ryby usnęły w jeziorze, ta jedna spać nie może. Musi nas wciąż prowokować do dystansu, żebyśmy nie zwariowali w coraz bardziej opresyjnym nowym wspaniałym świecie.

W trakcie wieczoru ogłoszono też wyniki drugiej edycji konkursu o Nagrodę Złotej Ryby. Główną nagrodę i ciężką jak diabli (sprawdziłem osobiście!) statuetkę dostał publicysta „Rzeczpospolitej” Krzysztof Feusette. Łukasz Warzecha i ja zadowoliliśmy się nominacjami. Z tej okazji pozwolę sobie na osobistą refleksję: od Macieja Rybińskiego uczyłem się czytać i pisać. Czytać polską rzeczywistość w oryginale, bez tłumaczenia na języki obce. Pisać ze zdrowym rozsądkiem i humorem. Oczywiście, obecnie walory te nie są w mojej pisaninie zbyt widoczne, bo – jak słusznie zauważono w niektórych gazetach – jestem przedstawicielem sekty smoleńskiej, założonej do spółki z Jarosławem Markiem Rymkiewiczem. Ale wciąż tkwią w zakamarkach osobowości, czekając na lepsze czasy.

Maciej Rybiński był wielką Rybą. Wiedział, że felietonista to nie błazen tańczący z piórami w tyłku. Ani zawodowiec potrafiący napisać każdą brednię za pieniądze. Jak zachowałby się po Smoleńsku? Jako miłośnik literatury klasycznej, pewnie zgodziłby się z Koheletem, że „jest czas płaczu i czas śmiechu, czas zawodzenia i czas pląsów”. Ale rozwinąłby tę myśl po swojemu, mieszając oba porządki. Myślę, że nie byłby to płacz ze śmiechu, raczej śmiech przez łzy. Tych łez, tego śmiechu się trzymajmy.

Wojciech Wencel


Autor bloga

wencel_fot.pop

Wojciech Wencel

Z Bożej Łaski poeta

Najczęściej czytane na blogu

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook