Jedynie prawda jest ciekawa

Express Miłości

27.09.2011

Przed wyborami w 2001 roku też jeździł po Polsce wyborczy autobus. Nazywał się Express Wolności. Podobnie jak w przypadku „Tuskobusa”, miało być „bliżej ludzi”

W ciągu czterech lat swojego premierostwa Donald Tusk odjechał.

Odjechał na szczyty Machu Picchu i w Dolomity. Na salony, w których klakierzy biją mu brawo. I na stadiony (zamknięte dla kibiców), gdzie może kopać piłkę z kumplami. W świat upajającego poczucia władzy, personalnych układów, interesów wąskich grup społecznych, politycznego PR-u i medialnych manipulacji.

Odjechał od Polski, której nigdy nie lubił. Tej rzeczywistej, żyjącej codziennymi problemami. Od prowincjonalnych miasteczek, dróg publicznych, targowisk, gospodarstw zniszczonych przez powódź, urzędów pocztowych, szkół i szpitali. Od ludzkich słabości, biedy i żalu do niesprawnego państwa. Od prostej wiary, lokalnej kultury i tradycyjnego patriotyzmu.

O tym, że premier odjechał, sztabowcy PO przypomnieli sobie przed wyborami. Dlatego wymyślili „Tuskobus” jako wielką metaforę powrotu Tuska do Polski. Trudno jednak uznać ten powrót za autentyczny, skoro główny pasażer autobusu na co dzień jeździ limuzyną. Ludzie mają swój rozum i fałsz wyczuwają na kilometr dziurawej szosy.

Tusk jednak odjechał do tego stopnia, że dziwi się desperacji i szyderstwom, z którymi spotyka się na trasie. Najwyraźniej sądził, że razem z nim odjechali wszyscy Polacy. Mentalnie, w wykreowaną przez usłużne media nierzeczywistość. I że dla mieszkańców prowincji będzie przede wszystkim celebrytą, który ma obowiązek nosić dobry garnitur, a nie rozwiązywać realne problemy.

Przed wyborami w 2001 roku też jeździł po Polsce wyborczy autobus. Nazywał się Express Wolności. Podobnie jak w przypadku „Tuskobusa”, miało być „bliżej ludzi”. Jaśnie państwo z „tradycyjnej partii inteligenckiej” przechadzali się alejkami, majestatycznie kłaniając się mieszkańcom wsi i miasteczek. W efekcie Unia Wolności zdobyła niewiele ponad 3 procent społecznego poparcia i nie weszła do Sejmu.

PO jako partia populistyczna, a nie „inteligencka”, może liczyć na większe poparcie. W praktyce politycznej jest jednak tak samo oderwana od rzeczywistości jak jej partia-matka. Z bliska, bez medialnego filtra, lepiej widać, komu naprawdę zależy na Polsce, a kto tylko po niej się wozi. Na swoim „Tuskobusie” premier może się nieźle przejechać. Dosłownie, ale i w przenośni.

Wojeciech Wencel

Autor bloga

wencel_fot.pop

Wojciech Wencel

Z Bożej Łaski poeta

Najczęściej czytane na blogu

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook