Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

O świętym Mariuszu

19.01.2012

Chciałbym, w dniu mojego patrona, wspomnieć o nim z dwóch powodów. Po pierwsze, że jest on nadal w Polsce mało znanym i jeszcze mniej czczonym. Z drugiej strony bolejąc nad zeświecczeniem naszego życia i upodabniania się do protestantów którzy czczą jedynie swoje urodziny, pragnąłbym zachęcić do kultywowania tradycji i obchodzenia imienin.

Imieniny w tradycji chrześcijańskiej są dniami poświęconymi kultowi poszczególnych świętych. Stąd nasi rodzice i dziadkowie obchodząc imieniny w sposób szczególny oddawali kult dla swojego świętego patrona, którego imię nosili przez całe życie. Jeszcze niedawno w naszym kraju obowiązywał zwyczaj, aby dawać dziecku imię patrona czczonego w dniu jego narodzin.

Poszczególne dni były po prostu dniami poszczególnych świętych. Stąd ogromna ilość polskich przysłów ludowych związanych z dniami świętych. Tylko z dniem św. Mikołaja przypadającym jak powszechnie wiadomo 6 grudnia jest ich 16, jak choćby te: „Na Mikołaja porzuć wóz, a zaprząż sanie”. Z dniem św. Marcina przypadającym 11 listopada związanych jest aż 44 przysłów np.: „Jaki Marcin, taka zima”.

Protestanci, którzy zaniechali kultu świętych, świętują tylko swoje urodziny. Z tej samej przyczyny obyczaj imienin nie jest znany w krajach o tradycjach religijnych innych niż chrześcijańska. A jak to jest z imieninami we współczesnej Polsce? Młodsi coraz częściej ograniczają się jedynie do obchodzenia swoich urodzin. Starsi pewnie jeszcze świętują imieniny, ale czy aby na pewno wspominają, pamiętają o swoim patronie?

Z dniem mojego patrona wiąże się pewna anegdota świadcząca o tym jak jeszcze niedawno w Polsce ten święty był zupełnie nieznany. Otóż, jeszcze 43 lata temu ksiądz nie chciał się zgodzić, aby ochrzcić mnie tym imieniem twierdząc, że nie ma takiego świętego. Zgodził się dopiero wtedy, kiedy usłyszał od rodziców, że wybrali dla mnie dwa imiona: Mariusz i Andrzej. I tak pewnie swoje drugie imię zawdzięczam księdzu proboszczowi, który udzielał mi chrztu.

Tymczasem imię to wywodzi się ze starożytnego Rzymu, gdzie przydomek Marius oznaczał kogoś, kto należał do rzymskiego rodu Mariuszów, po łacinie zwanego Marii. Z historii starożytnej znamy Gajusza Mariusza (Caius Marius 156-86 przed Chr.), polityka i wodza rzymskiego. W polskich dokumentach imię Mariusz występuje wyjątkowo od 1221 r., aż do XIX w. Potem stawało się coraz bardziej popularne. Obecnie imię Mariusz nosi ok. 300 tysięcy Polaków. Prawie połowa z nich urodziła się w latach siedemdziesiątych XX wieku.

Cytując powyższe dane uzmysławiam sobie, iż mój chrzest, który odbył się w 1969 roku miał chyba także znaczenie dla przebijania się imienia mojego patrona pod polskie strzechy. Z drugiej strony zyskałem jednak przekonanie, że wtedy jeszcze liczono się z tym, aby nadawać imiona świętych patronów, jak jest współcześnie, lepiej nie wspominać.

Należy jednak dodać, że ówczesny mój proboszcz miał jednak wtedy mocno niesłuszne opory w stosunku do imienia Mariusz, gdyż w wykazach hagiograficznych kościoła katolickiego odnaleźć można aż trzech świętych Mariuszów: Mariusz - męczennik, Mariusz - biskup z Avenches – Lozanny wspominany 31 grudnia, oraz Mariusz z Owernii wspominany 8 czerwca. Z nich wszystkich najbardziej popularnym jest ten pierwszy - wspominany 19 stycznia i pewnie stąd w polskich kalendarzach imieniny Mariusza ujęte są jedynie raz w roku. Poniżej garść informacji na jego temat:

Św. Mariusz urodził się w Persji w III wieku, w bardzo zamożnej rodzinie. Był konwertytą, który cały swój majątek rozdał ubogim. Wspominany jest sam, czasem razem z małżonką – świętą Martą, a czasem także ze swoimi synami: Audyfaksem i Abachumem (Abakukiem). W tej zresztą materii, podobnie jak w podawanej dacie dziennej ich męczeństwa panuje w martyrologiach niemałe zamieszanie (15, 16, 19, 20 stycznia itd.). Najłatwiej jednak przyjąć datę 19 stycznia, zapis wydaje się bowiem najbardziej pierwotny.
Święty Mariusz wraz z żoną Martą oraz synami, jako chrześcijanie, udali się z pielgrzymką do Rzymu, do grobów apostołów św. Piotra i św. Pawła. Trafili jednak do wiecznego miasta w czasach najbardziej krwawych prześladowań chrześcijan. Tutaj razem z żoną chowali ciała męczenników i starali się pomagać współwyznawcom, co ściągnęło na nich uwagę władz. Zostali pojmani przez sędziego Muscjanusza i poddani torturom, aby wyrzekli się wiary. Mariusza i jego synów ścięto na Via Cornelia, a Martę utopiono w studni w Saint Ninfa, niedaleko Rzymu prawdopodobnie w 269 bądź 270 roku (niektóre dane: 304 r.). Rzymianka Felicyta odnalazła ich ciała i pochowała 20 stycznia w swoim majątku w Buxus. Powstał tam kościół, który w średniowieczu stał się miejscem pielgrzymek.

Passio, która opisuje ich dzieje, pochodzi z V lub VI stulecia i podaje wiadomości legendarne. Dużo lepiej jest już zaświadczony ich kult. W IX wieku w Rzymie wzniesiono osobny kościół ku ich czci. Świadczy to o tym, że ich kult nie malał, lecz utrzymywał się przez wieki.

Relikwie odkryto w roku 1590 i przechowywano je w Rzymie, w kościele p.w. św. Adriana, św. Karola i św. Jana Kalybity. Eginhart, zięć i biograf Karola Wielkiego otrzymał część relikwii, które zawiózł do opactwa w Seligenstadt, którego był założycielem. Część relikwii przechowywano w Soissons, ale zostały one zbezczeszczone i zniszczone przez kalwinów.

Mariusz A. Roman

Autor bloga

MariuszRoman

Mariusz Roman

Rzeczywistość pokazywana w informacyjnych telewizjach i kolorowych pismach wcale nie jest tak jednoznaczna. Ma wiele półtonów, ale - ostatecznie - prawda jest jedna.

Najczęściej czytane na blogu

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook