Jedynie prawda jest ciekawa

Żeby tylko jeszcze premier Kopacz mówiła …

01.04.2015

Kopacz pierwsza brutalnie zaatakowała Jarosława Kaczyńskiego, nawiązując do sprawy tzw. lojalki.

- Jako bezpieczna premier, kierująca bezpiecznym rządem, chciałam w poczuciu pełnego bezpieczeństwa oświadczyć uroczyście i bezpiecznie, że będziemy ciężko, ale przy zachowaniu zasad bezpieczeństwa pracować, by w bezpiecznej Polsce żyły i rozwijały się w tempie nadanym przeze mnie,  bezpieczne polskie rodziny, będąc spokojne, iż czeka je bezpieczna przyszłość – tak jakoś lub bardzo podobnie rozpoczęła podsumowanie pierwszego półrocza swoich rządów Ewa Kopacz. 
Z żalem stwierdziła, że Polska oraz wszystkie rzeczy i sprawy, które w naszym kraju są lub się dzieją byłyby jeszcze bardziej bezpieczne, gdyby nie narastający każdego dnia radykalizm opozycji i zwiększająca się brutalność języka debaty publicznej.

Muszę się przyznać, że o ile pierwsze zdanie rozumiem, jeśli odrzucić ostatnie wypadki śmiertelne młodych ludzi podczas działań policyjnych w Legionowie i Sosnowcu, to już fałszywe wydaje mi się zdanie drugie. Jest to kwestia o tyle ważna, że z powodu owej brutalizacji języka, premier Kopacz jest bliska zapaści na zdrowiu, bo jak sama mówi, to ją bardzo boli. Powiększa zaś znacznie ten ból straszenie Polaków - dodała. 

Jeśli więc ją boli, to nikt inny tylko sama siebie wpędza w tę chorobę. To Kopacz pierwsza brutalnie zaatakowała Jarosława Kaczyńskiego, nawiązując do sprawy tzw. lojalki, podpisanej przez lidera PiS w stanie wojennym. Premier zrobiła to wiedząc świetnie, że Jarosław Kaczyński nigdy żadnej lojalki nie podpisał. Że została spreparowana w latach 90 w Urzędzie Ochrony Państwa przez byłych esbeków, pracujących nadal w tajnych służbach. Została wytworzona w jednym celu – próby skompromitowania szefa PiS, partii, będącej następczynią Porozumienia Centrum. O rzekomej lojalce w 1993 r. napisał tygodnik „Nie” Jerzego Urbana. Pięć lat później, nakazem sądu, musiał przeprosić Jarosława Kaczyńskiego za sfingowane oskarżenie. I oto ponad dwadzieścia lat po Jerzym Urbanie premier Kopacz sięgnęła po tę samą wredną broń przeciwko Kaczyńskiemu.  

Podobnie jeśli chodzi o straszenie. Ja rzeczywiście bałem się bardzo pod koniec 2014 roku. Ale to właśnie pod wpływem słów Ewy Kopacz. Było to pod koniec listopada. PiS zapowiedział na 13 grudnia Marsz w Obronie Demokracji i Wolności Mediów. Wtedy właśnie zacząłem przygotowywać rodzinę do emigracji. Dlaczego? Ponieważ premier Kopacz krzyczała okropnie, że Kaczyński chce podpalić Polskę. Szczęśliwie, ale po trosze przypadkiem nie wyjechaliśmy z kraju, bo był to okres przedświąteczny i do żadnego z krajów, do których chcieliśmy lecieć, nie było już biletów. Strachu najedliśmy jednak się co niemiara. I to przez Kopacz. Na jej korzyść muszę dodać, że spełniła ważną obietnicę, bo w Święta była w telewizji. Dzięki temu, nie były do końca zepsute, choć ciągle się baliśmy. Jednak jak zobaczyliśmy premier z córką i wnukiem poprawił nam się nastrój. Dziś jest 1 kwietnia 2015 rok i już w pełni doszliśmy do siebie.

Jeszcze tylko, gdyby premier Kopacz mówiła prawdę, byłoby jakoś do wytrzymania. 


Autor bloga

JACHOWICZ

Jerzy Jachowicz

Polski dziennikarz, publicysta. Przed 1989 działał w opozycji demokratycznej ("Solidarność"). W latach 1989-2005 był dziennikarzem "Gazety Wyborczej", jednym z prekursorów dziennikarstwa śledczego w Polsce. Zajmował się głównie problematyką przestępczości zorganizowanej i jej powiązań z dawnym aparatem bezpieczeństwa PRL.

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook