Jedynie prawda jest ciekawa

W sprawie Rosji bijmy na alarm

07.03.2012

Jaki to cudowny kraj ta Rosja. Wszystko takie proste, oczywiste. Żadnych niespodzianek, a więc i żadnych niewiadomych.

Zwycięstwo Władimira Putina. W pierwszej turze. Można słać gratulacje ze wszystkich stron świata. W Europie z pewnością, a prawdopodobnie i na świecie pozostaną te same sfery wpływów, O dotychczasowej mocy oddziaływania.

A wewnątrz. Dwaj panowie zamienili się gabinetami. W czasie mijania się z Putinem, Miedwiediew uśmiechnął się z zadowoleniem, bo nie będzie już teraz brał odpowiedzialności za decyzje, które i tak podejmował car Putin. Jak na przykład tę z zaproszeniem premiera Donalda Tuska na 70 Rocznicę Zbrodni Katyńskiej. Bez udziału prezydenta Lecha Kaczyńskiego. - Troszkę ich skłócimy – powiedział Putin. Zrealizował Miedwiediew.

Faza fikcji minęła. Prawdziwy władca, który nigdy jej nie oddał, formalnie wraca na najwyższy tron. Praktycznie na długie lata. Bo te rządy rozpoczął - formalnie z własnej inicjatywy uchwaliła Duma - od wydłużenia kadencji z czterech do sześciu lat. Trzeba założyć, że zgodnie z konstytucją wystartuje i wygra na drugą „sześciolatkę”. Odda władzę, jak będzie miał na karku 72 lata. Dla dobrze zakonserwowanego mężczyzny to nie jest kres jego energii i żywotności. Po sześciu latach przymusowego premierowania wróci na fotel prezydenta jeszcze przed osiemdziesiątką. W ten sposób pierwsze cztery dekady XXI wieku w Rosji będą nosiły nazwę „epoka putinowska”.

Czy to jedynie czysta fantazja jednego z miliona Polaków, traktującego Rosję jako stałe zagrożenia naszych wszelkich interesów. Politycznych i gospodarczych przede wszystkim. Patrzącego zaś na Putina jako wielkorządcę, dla którego inne kraje są tylko figurkami na szachownicy. To oczywiście nie tylko moje spojrzenie, ale wielu rzeczywistych znawców Rosji. Dziennikarzy i historyków, którzy oddychają Rosją od wielu lat.

Są w Rosji optymiści, którzy wierzą, że być może to ostatni etap rządów Putina i szczęśliwie dla niego się ułoży, jeśli wytrwa do końca rozpoczynającej się kadencji. Wydaje się, że to raczej pobożne życzenia, niż realna szansa. Po pierwsze, świadczą o tym zakończone w niedzielę wybory, które wygrał Putin wynikiem ponad 64 proc. Nawet jeśli założymy życzliwe wspomaganie Putina przez niektóre komisje wyborcze, zdaniem obserwatorów, uzyskał realnie ponad 50 procent. Krytyczne wobec Putina środowiska skupione są w wielkich aglomeracjach i stanowią one nie więcej jak 30 procent wyborców. Putin dysponuje ogromnym potencjałem Rosji prowincjonalnej, nazywanej niekiedy Rosją Telewizyjną, gdzie od lat ma stały 60 procentowy elektorat.

Jak widać z tej prognozy, jesteśmy skazani na wyrąbywanie sobie samemu niezależności i odpowiedniej autonomicznej pozycji jak sąsiada wielkiej Rosji. Tyle tylko, że na razie nic nie wskazuje na to, by był to dominujący, widoczny nurt naszej polityki zagranicznej wobec Rosji. To, że nie robią tego obecnie rządzący, winno tym bardziej mobilizować polską publicystykę  do stałego bicia na alarm.                      

Jerzy Jachowicz

Autor bloga

JACHOWICZ

Jerzy Jachowicz

Polski dziennikarz, publicysta. Przed 1989 działał w opozycji demokratycznej ("Solidarność"). W latach 1989-2005 był dziennikarzem "Gazety Wyborczej", jednym z prekursorów dziennikarstwa śledczego w Polsce. Zajmował się głównie problematyką przestępczości zorganizowanej i jej powiązań z dawnym aparatem bezpieczeństwa PRL.

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook