Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Uzda dziennikarzy coraz krótsza

07.11.2012

A jednak zwolnili Czarka Gmyza. Dla mnie to oczywisty skandal. Stawiający w fatalnym świetle tych, którzy taką decyzję podjęli.

Prawdę mówiąc, nie spodziewałem się jej. Zwykła kalkulacja właściciela podpowiadała, że wyrzucenie Gmyza musi pociągnąć prawie same negatywne skutki, a żadnych pożytków.  

Pierwszym objawem nowej, niekorzystnej sytuacji gazety, jest list protestacyjny olbrzymiej grupy dziennikarzy i jej współpracowników w obronie Czarka Gmyza i pozostałej trójki zwolnionych. Restrykcje, jakie spotkały zwolnionych wskazują na brak zaufanie kierownictwa gazety do własnych dziennikarzy, a bez tego praca jest praktycznie niemożliwa – piszą sygnatariusze listu. Kierownictwo redakcji w trudnych dla dziennikarza sytuacjach winno go ochraniać, trzymać jego stronę. Zwłaszcza wobec dziennikarza zasłużonego dla swej gazety, znanego z wielu głośnych tekstów. Jeden, nawet jeśli nie do końca udany materiał, nie może przekreślać jego całego dorobku. Stać się podstawą do dyscyplinarnego wyrzucenia.     

Zwolnienie w takim trybie w gruncie rzeczy przypomina wyrok sądowy, wydany przez nieznaną szerszej opinii publicznej Radę Nadzorczą, składającej się z ludzi całkowicie podporządkowanych właścicielowi Rzeczpospolitej, Grzegorzowi Hajdarowiczowi. Decyzja o zwolnieniu Gmyza pod innym jeszcze względem przypomina wyroki polskich sądów na dziennikarzy. Dla sądu liczy się tylko opinia strony oskarżającej dziennikarza. Zwykle strona ta żali się, że dziennikarz naruszył jej dobre imię, podając fałszywe informacje. Sąd z reguły żąda , aby dziennikarz przedstawił mocne dowody, poświadczające prawdziwość jego słów. Na nic zdają się wyjaśnienia pozwanego przed sąd dziennikarza, że działał w dobrej wierze, bo o swoim bohaterze, z reguły negatywnym, miał informacje z dwóch albo i z trzech różnych źródeł. Najczęściej informatorzy, ze względu na możliwości zastosowania przez owego bohatera najróżniejszych represji, bo tak silne i szerokie są jego wpływy , zastrzegają się, że ich nazwiska nigdy nie mogą zostać ujawnione. Dziennikarz często stosuje nawet dodatkowe środki maskujące swoich informatorów, aby zapewnić im komfort bezpieczeństwa. Zamknąć inkryminowanej osobie, urzędowi lub instytucji , drogę do odwetu.  W przypadku tej konkretnej sprawy, nawet jeśli Rada Nadzorcza „Rzeczpospolitej” przepytywała Czarka Gmyza, jest prawdopodobne, że chroniąc swoich informatorów, nie mógł ujawnić tych, którzy mu część wiedzy o śladach materiałów wybuchowych w Tu-154 przekazywali. Polskie sądy, nie honorują zasady o działaniu dziennikarza w imię dobra społecznego. Często zdarza się, że dziennikarz, kierując się tym nadrzędnym w naszym zawodzie celem, ma tylko szczątkową wiedzę o ważnej społecznie sprawie. Ujawnia ją po to, by, po dokonaniu różnego rodzaju manipulacji formalnych i rzeczowych, nie została ukryta na zawsze. Polskie sądy ten rodzaj uzasadnienia odrzucają. Czemu jednak Zarząd gazety zignorował tę zasadę , która winna być żelazną wskazówką właściwego postępowania?  To dla mnie prawdziwa zagadka. Nawet jeśli tekst nie był w pełni ścisły, nawet jeśli zawierał rzeczowe błędy, patrząc nań z punktu widzenia specjalistycznej wiedzy, to wszyscy wiemy, że największą jego siłą i jednocześnie wystarczającym usprawiedliwieniem, aby go opublikować, było, a właściwie nadal pozostaje, jego znaczenie dla rozwikłania smoleńskich znaków zapytania, na które do tej pory nie znamy pełnej odpowiedzi.

W przekonaniu Hajdarowicza, tak przynajmniej zakłada w oficjalnym oświadczeniu, jego skrócenie dziennikarzom uzdy przywróci gazecie wiarygodność. Mylne to przeświadczenie, o czym świadczą setki wpisów blogerów. Mówią oni, iż Rzeczpospolita straciła wiarygodność, podporządkowując się oczekiwaniom obecnej władzy. Uważają, że Hajdarowicz swoją decyzją wpisał się w obszar mediów mainstreemowych. Potwierdził tym samym intencje, o które posądzano go w momencie przejęcia Rzeczpospolitej.

Zapowiadane protesty i akcje, choćby planowana na środę pikieta pod redakcją Rzeczpospolitej, nie zmienią zapadłej decyzji, podobnie jak nie wstrzymały jej wcześniejsze apele w obronie Czarka Gmyza, podpisane  przez dziesiątki znanych dziennikarzy, uznawanych umownie za prawicowych. Zarazem znaczące jest jednak, znowu tylko umownie, pozostałego środowiska dziennikarskiego.  Szkoda, bo ten sam mechanizm, niszczący resztki dziennikarstwa niezależnego, może za chwilę dotknąć ich samych. Czyżby i w sprawie obrony wolności mediów nasze środowisko było również ostro podzielone?

Jerzy Jachowicz

Autor bloga

JACHOWICZ

Jerzy Jachowicz

Polski dziennikarz, publicysta. Przed 1989 działał w opozycji demokratycznej ("Solidarność"). W latach 1989-2005 był dziennikarzem "Gazety Wyborczej", jednym z prekursorów dziennikarstwa śledczego w Polsce. Zajmował się głównie problematyką przestępczości zorganizowanej i jej powiązań z dawnym aparatem bezpieczeństwa PRL.

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook