Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Ustawka Petru w Brukseli

08.12.2015

Kilka dni temu na zaprzyjaźnionych łamach pisałem o Ryszardzie Petru, że to następca Palikota. Jednak o tyle niebezpieczniejszy, dla koniecznych zmian w Polsce bardziej szkodliwy niż przywołany przeze mnie pierwowzór, bo od tamtego bardziej cwany i wyrachowany.

Większość swoich zagrywek stara się przeprowadzić tak, aby nadać im pozory najlepszych intencji. Tak jest i w ostatnim przedstawieniu fałszywego Reytana w Brukseli. 

 Jak pamiętamy on pierwszy rzucił hasło, że jeśli nie da się powstrzymać PiS przed bezprawnymi decyzjami w parlamencie, godzącymi w konstytucję poprzez zamach na niezawisły Trybunał Konstytucyjny, łamiącymi demokrację,  powstrzymać ich mogą tylko obywatele, którzy wyjdą na ulice, których Nowoczesna i jego lider poprowadzą do walki. – „Wzywam ludzi, żeby wychodzili na ulice” – mówił. Jego zdaniem, tylko ulica jest w stanie zablokować marsz PiS do zawładnięcia państwem i jego najważniejszymi instytucjami. 

Kiedy przytomni politycy i publicyści w tym wezwaniu dopatrzyli się zachęty do niebezpiecznej rebelii przeciwko demokratycznie wybranej władzy, podkreślając, że  reakcje „ulicy”, jak enigmatycznie określa Petru nawoływanie do buntów ulicznych, są nieprzewidywalne, mogą prowadzić do awantur i rozruchów, do destabilizacji państwa, rakiem zaczął umywać ręce od konsekwencji, jakie nosi w sobie jego pierwotny apel. 

Podobnie, niby to na marginesie zagroził prezydentowi Andrzejowi Dudzie Trybunałem Stanu, jeśli nie ugnie się postanowieniu Trybunału Konstytucyjnego i nie dokona zaprzysiężenie trzech sędziów wybranych w październiku przez Platformę Obywatelską. Później, jakby tego nigdy nie powiedział, przywoływał nazwisko prezydenta, jako człowieka światłego, doskonałego prawnika, który jest w stanie zażegnać kryzys w sprawie TK.  

Do jeszcze bardziej przebiegłej zagrywki posunął się na początku tego tygodnia, jadąc do Brukseli. Historia jego podróży jest krótka, ale wymowna. W poniedziałek politycy  Platformy Obywatelskiej zapowiedzieli, że chcą doprowadzić do debaty na forum Unii Europejskiej o tym, co PiS wyprawia w Polsce w sprawie Trybunału Konstytucyjnego. Wiadomo, że frakcja Parlamentu Europejskiego, (Europejska Partia Ludowa - EPP) do której należą członkowie PO, która byłaby rzecznikiem takiej debaty, zamieniłaby ją w rozprawę sądową nad PiS, a sama wcieliłaby się w rolę prokuratora, oskarżającego PiS o wszystkie możliwe zbrodnie przeciwko demokracji, zagrażające przy okazji UE.  

Gdy Petru zorientował się jak nieprzychylnie opinia publiczna przyjęła plany Platformy, błyskawicznie zwietrzył w tym swoją szansę. Wyprawił się samotrzeć natychmiast do Brukseli, by spełnić rolę zbawcy, chroniącego Polskę przed wywlekaniem wewnętrznych spraw Polski przed Europę. I tak, jak Nowoczesna wyprzedza PO w sondażach, tak Petru wyprzedził delegację PO (zdaje się w osobie Grzegorza Schetyny) w wyprawie do Brukseli.  
Podczas improwizowanej we wtorek w południe konferencji w tej pięknej stolicy Belgii, na tle siedziby UE Petru zaprezentował się jak rycerz, który z poświęceniem „własną piersią” przekonywał jakichś szefów, jakichś frakcji, że niepotrzebna jest debata o sprawach polskich w PE. Na czym polega jego ustawka?

Co drugie zdanie powtarzał, że taka debata byłaby teraz przedwczesna, bo przecież sami jesteśmy w stanie sami rozwiązać kryzys związany z TK. Że jest szansa, aby w przypadku dobrej woli prezydenta Dudy znaleźć kompromis zadowalający wszystkie strony sporu. Wróci więc z Brukseli w aureoli obrońcy dobrego imienia Polski. Wie jednak dobrze, że to przejściowa maska, którą założył na krótko. Dlaczego? Nie ulega dla niego wątpliwości, że prezydent Andrzej Duda nie ugnie się i będzie dążył do rozbicia skostniałej skorupy politycznej, usłużnej wobec Platformy Obywatelskiej, jaką stał się rzekomo niezawisły i niezależny TK. 

Za tydzień, za dwa, może za miesiąc – bo trudno dziś przewidzieć, kiedy to się stanie – Petru podczas swego wystąpienia – w fałszywym geście rozpaczy i bezradności rozłoży ręce, mówiąc: - „Wszyscy widzieli, próbowałem, chroniłem, wierzyłem, że się da, bo kocham Polskę. Ale muszę skapitulować. Nie widzę już innej szansy obrony w Polsce demokracji, jak tylko przedłożenie polskich spraw w Brukseli. A tam poskromienie rozwydrzonej, niepohamowanej w swoich apetytach władzy PiS, w stopniu jakiego nie zna cywilizowana Europa”. 
Czy są chętni do zakładu?      

Autor bloga

JACHOWICZ

Jerzy Jachowicz

Polski dziennikarz, publicysta. Przed 1989 działał w opozycji demokratycznej ("Solidarność"). W latach 1989-2005 był dziennikarzem "Gazety Wyborczej", jednym z prekursorów dziennikarstwa śledczego w Polsce. Zajmował się głównie problematyką przestępczości zorganizowanej i jej powiązań z dawnym aparatem bezpieczeństwa PRL.

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook