Jedynie prawda jest ciekawa

Tusk prowokuje klimat

08.08.2013

Tusk na zimno wkalkulowuje możliwość powstawania na ulicach ostrych konfliktów, zapalnych ognisk, dosłownie i w przenośni.

Już nie tylko Donald Tusk broni daty 11 listopada jako najlepszego terminu rozpoczęcia szczytu klimatycznego w Warszawie. Nie tylko minister ochrony środowiska, niejaki Marcin Korolec – o istnieniu którego dzięki jego aktywności „w tym temacie” mogliśmy się dowiedzieć – rzuca gołosłowne hasła w rodzaju: „Nie widzę nadmiernego niebezpieczeństwa związanego ze startem konferencji klimatycznej 11 listopada w Warszawie”. 

Wystarczy zwyczajne niebezpieczeństwo, panie ministrze, aby dmuchać na zimne, a nie czekać aż się zdarzy nadmierne. Czy pan to rozumie, czy pana przerasta ten sposób widzenia spraw związanych z bezpieczeństwem?  Po wtóre, nie wypada kłamać, panie ministrze, nawet jeśli przed panem zrobił to premier, mówiąc, że wybór terminu nastąpił już w 2008 roku i był decyzją ONZ.

Jak już pisaliśmy wcześniej na naszym portalu, okazuje się, że jeszcze przed pół rokiem nie była znana data szczytu klimatycznego. Co potwierdza oficjalny komunikat z 7 grudnia 2012 roku, w którym czytamy, że „spotkanie w Warszawie ma się odbyć na przełomie listopada i grudnia 2013 r”.

Nieliczny chór obrońców daty, wybranej z pełnym cynizmem przez Donalda Tuska wzmacnia nowy polityczny cyngiel „Gazety Wyborczej” Wojciech Maziarski. Myślę, że jego obecną postawę, sprowadzającą się do wkupienia się wszelkimi sposobami w łaski kierownictwa „Gazety”, najlepiej scharakteryzować można by było językiem Stefana Niesiołowskiego, co tym razem wyjątkowo mogłoby być niedalekie od prawdy.

Najistotniejsze wszak pozostaje pytanie, dlaczego akurat ten jedyny szczególny dzień wybrano na inaugurację szczytu? Otóż jestem przekonany, że to jeden z typowych dla Tuska gestów, obrazujących w pełni świadomą pogardę wobec tych Polaków, którzy 11 listopada uznają za jeden z najważniejszych dni w roku. Za święta datę naszych nowoczesnych dziejów. Tuskowi chodzi nie tylko o pokazanie swojej władzy. Chce tę olbrzymią grupę Polaków poniżyć. Mówi do siebie: - Przecież to ten sam motłoch, który 10 każdego miesiąca przychodzi przed Pałac Prezydencki na Krakowskim Przedmieściu, by uczcić pamięć ofiar smoleńskich. To ta sama wataha, która 10 kwietnia każdego roku mobilizuje wszystkie siły, żeby zaatakować mój rząd, a o mnie wykrzykiwać, że jestem zdrajcą.  Czy mam im pobłażać w nieskończoność i pozwalać demonstrować bez przeszkód dodatkowo 11 listopada?

Toteż Tusk na zimno wkalkulowuje możliwość powstawania na ulicach ostrych konfliktów, zapalnych ognisk, dosłownie i w przenośni. Najbardziej byłby pewnie zadowolony, gdyby doszło do poważnych bijatyk między uczestnikami Marszu Niepodległości a wyspecjalizowanymi w walkach ulicznych bojówkami, skierowanymi przez antyglobalistów, anarchistów i inne organizacje o lewackiej proweniencji i finansowane z tych źródeł właśnie.

W tej sytuacji postępowanie Tuska najlepiej określa użyte wcześniej przez polityków opozycji słowo prowokacja. Ja zaś jego samego nazwałbym prowokatorem.

Jerzy Jachowicz

Autor bloga

JACHOWICZ

Jerzy Jachowicz

Polski dziennikarz, publicysta. Przed 1989 działał w opozycji demokratycznej ("Solidarność"). W latach 1989-2005 był dziennikarzem "Gazety Wyborczej", jednym z prekursorów dziennikarstwa śledczego w Polsce. Zajmował się głównie problematyką przestępczości zorganizowanej i jej powiązań z dawnym aparatem bezpieczeństwa PRL.

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook