Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Tani cyrk Korwin-Mikkego zamiast sprawiedliwości

16.07.2014

Spoliczkowanie Michała Boniego stało się nie tylko wstydliwym dla sprawcy skandalem. Był to ze wszech miar naganny krok Janusza Korwina –Mikke.

Wbrew niektórym opiniom znanych nawet postaci życia publicznego, poza tanim rozgłosem, jaki przyniósł ekscentrycznemu politykowi, gest ten niczemu dobremu nie służy. 

Twierdzenie lidera Kongresu Nowej Prawicy, że czuje się urażony słowami Boniego sprzed ponad 20 laty, który nazwał go „idiotą i oszołomem” w związku z wnioskiem, jaki zgłosił w Sejmie o przeprowadzenie lustracji, jest po prostu śmieszne. 

Taką nikczemną strategię tchórza zastosował wtedy Michał Boni, chcąc za wszelką cenę ukryć fakt swojej tajnej współpracy w stanie wojennym ze Służbą Bezpieczeństwa. Bardziej znieważeni i oszukani mogli się czuć koledzy i przyjaciele Michała Boniego z podziemnej opozycji tamtych lat, którzy w 1992 roku ręczyli publicznie za jego uczciwość. Za jego „czystą kartę” człowieka, walczącego z komunistyczną przemocą i terrorem. Jakże musieli się czuć oszukani, kiedy 15 lat później Boni oficjalnie przyznał się do zdrady swoich kolegów w podziemiu. 

Pamiętam, że owo wyznanie miało charakter czysto instrumentalny. Było mu niezbędne, by zostać ministrem w gabinecie Donalda Tuska. Tę hipokryzję starałem się odsłonić, aby naiwni nie dali się wprowadzić w błąd jego rzekomą skruchą. Miał na to ponad 15 lat. Zrobił dopiero wtedy, gdy czekała nagroda.  O prawdziwym zrozumieniu swojego przewinienia można by mówić jedynie wówczas, gdyby za przyznaniem się do współpracy poszłoby wycofanie się z życia politycznego. 

Nie trzeba Boniego policzkować, aby sprowadzić jego postać do właściwych wymiarów. Lepszym sposobem jest przypominanie jemu samemu i opinii publicznej, w tym wyborcom , jakim jest człowiekiem. 

Gdyby ta wielka uraza, jaką nosił w swej pamięci i psychice Janusz Korwin –Mikke, tak mu doskwierała, nie powinien czekać blisko siedmiu lat ze swoim odruchem „dziejowej sprawiedliwości”.  Do momentu, kiedy będzie mógł skryć się za immunitet, co praktycznie przesądza o tym, że jego czyn nie zostanie ukarany. Nie będę pewnie daleki od prawdy, jeśli powiem, że zdecydował się zrobić swój pusty, ale obraźliwy gest dopiero wtedy, gdy skalkulował sobie, że pozostanie bezkarny. 
 
Zapomniał jednak o tym, że jeśli zważy się wszystkie okoliczności spoliczkowania, to gestem, który miał poniżyć Michała Boniego, sam siebie również poniżył. 

Wreszcie rzecz dosyć ważna. Janusz Korwin-Mikke nie miał moralnego prawa, by wymierzać sprawiedliwość Michałowi Boniemu. Takie prawo mieliby jedynie nieznani nam ludzie podziemia, których Boni swymi donosami skrzywdził. Ewentualnie ich najbliżsi, którzy przez to doznali  cierpień.

Jajcarz chce swój wygłup namalować jako czyn rycerza na białym koniu, wymierzającego sprawiedliwość.  

Ponieważ Boniego, jak każdego marnego człowieka, nie stać samego na odejście w cień, mogą to zrobić jedynie wyborcy, nie dając mu szans na pełnienie publicznych funkcji poprzez skreślanie go z każdej listy. Nawet do zarządu wspólnoty mieszkaniowej.  Tak być powinno.  A jest całkiem inaczej. I to jest nasza tragedia. A nie Korwin-Mikke. On jest tylko błaznem. Tworzyłby świetną parę z Januszem Palikotem.     


Jerzy Jachowicz

Autor bloga

JACHOWICZ

Jerzy Jachowicz

Polski dziennikarz, publicysta. Przed 1989 działał w opozycji demokratycznej ("Solidarność"). W latach 1989-2005 był dziennikarzem "Gazety Wyborczej", jednym z prekursorów dziennikarstwa śledczego w Polsce. Zajmował się głównie problematyką przestępczości zorganizowanej i jej powiązań z dawnym aparatem bezpieczeństwa PRL.

CS139fotoMINI

Czas Stefczyka 139/2017

PDF (4,73 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook