Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Świętej policji szlachetne oblicze

18.03.2015

Policjanci niemal w każdej akcji zaprowadzania porządku i spokoju, czują się uprawnieni do brutalnego traktowania swoich ofiar.

To oczywiste, że policjanci nie są nigdy winni czyjejś śmierci lub kalectwa na całe życie, które spowodowali podczas interwencji. Niemal w każdej akcji zaprowadzania porządku i spokoju, czują się uprawnieni do brutalnego traktowania swoich ofiar. Poręcznym psychologicznie usprawiedliwieniem najczęściej jest fakt, że nie mają do czynienia ze świętoszkami, lecz przeciwnie. Ludźmi, których trudno traktować jako chodzące ideały, a ich zachowanie jako wzorowe, godne naśladowania.

Skąd się te stałe zjawiska w polskiej policji biorą? Pomijam fakt nieprawidłowej selekcji do policji. Nikt podczas powierzchownego i krótkiego przysposabiania do tego szczególnego zawodu nie wpaja im tego, że bez względu na to, czy mają do czynienia z posłem, profesorem uniwersytetu, młodym zadziornym chłopakiem czy wreszcie menelem, obowiązują ich te same standardy. Że odpowiadają osobiście za życie i zdrowie każdego, kto jest w zasięgu ich działań, kogo dostają w swoje ręce. Pijaka, stawiającego opór szamocącego się z nimi na ulicy. Kierowcy, którego próbują zatrzymać w pościgu za nim, albo jak w Legionowie, uciekającego ulicami miasta 19-latka. Albo za odurzonego jakimiś środkami 23-latka w Sosnowcu, którego zamiast na pogotowie ratunkowe, policjanci zawieźli na izbę wytrzeźwień. Agresywnego, młodego rozrabiakę przewożonego w radiowozie czy policyjnej suce. Domowego awanturnika, czy wreszcie drobnego menela, zatrzymanych i umieszczonych na policyjnym dołku. Najczęściej jest odwrotnie. Czują się władcami, którym wszystko wolno. Nie mają  hamulców, by użyć przemocy, choć nie ma ku temu wystarczającego uzasadnienia. A później nigdy się nie przyznają do swojego bestialstwa, albo choćby przekroczenia uprawnień.

Mają poczucie bezkarności, bo wiedzą, że za nimi stoją ich koledzy, przełożeni, prokuratura i sądy. Ich ofiary i skrzywdzeni bliscy – szczególnie w przypadku śmierci w wyniku interwencji policji – mają niewielkie szanse na ustalenie prawdy i zaspokojenie poczucia sprawiedliwości. Policja począwszy od najbliższych przełożonych, poprzez komendę główną i ministerstwo spraw wewnętrznych, zwykle dokonują cudów zręczności i manipulacji, żeby zataić własną winę. Jeśli nie ma innych świadków tragicznych w skutkach zdarzeń poza funkcjonariuszami lub niepodważalnych dowodów materialnych, nigdy nie dowiemy się jaki był prawdziwy przebieg wydarzeń.

Ten brak zaufania do policji jest całkowicie uzasadniony. Nie dziwi mnie więc „amerykanizacja” reakcji społeczeństwa na tragiczne wydarzenia z udziałem policji w Legionowie i Sosnowcu. Jednocześnie reakcja policji w obydwu przypadkach potwierdza najgorsze o niej opinie. To jest widoczne gołym okiem. Szczególnie w Legionowie sama prowokuje i sama dba o to, by stworzyć obraz rzekomo niezwykle agresywnej i niebezpiecznej społeczności młodych ludzi. Robi to po to, by pokazać światu, w jak trudnych warunkach przychodzi im pracować i jakie czyhają na nich zagrożenia. Tym samym oddalić  odium, jakie na nią spadło za śmierć młodego człowieka.

To nie przypadek, ani gołosłowne oskarżenia świadków ich najnowszych interwencji. Oto fragment relacji starszej kobiety: - Policja zatrzymała osoby bogu ducha winne. Osoby, które tylko obserwowały manifestację. Policjanci bili ich pałami w czterech, jakąś dziewczynę ciągnęli za włosy po ziemi.

Autor bloga

JACHOWICZ

Jerzy Jachowicz

Polski dziennikarz, publicysta. Przed 1989 działał w opozycji demokratycznej ("Solidarność"). W latach 1989-2005 był dziennikarzem "Gazety Wyborczej", jednym z prekursorów dziennikarstwa śledczego w Polsce. Zajmował się głównie problematyką przestępczości zorganizowanej i jej powiązań z dawnym aparatem bezpieczeństwa PRL.

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook