Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Starszy asystent Tuska

26.09.2012

Co za koszmarna postać ten Tomasz Arabski.

Gdziekolwiek dzieje się coś złego, co przyprawia o niesmak i wywołuje odruch oburzenia, a często i obrzydzenia, tam zwykle Tomasz Arabski występuje jako sprawca, który do tego doprowadził, albo przynajmniej przewija się gdzieś w tle, jako jeden z ważniejszych negatywnych bohaterów. Tak właśnie jest teraz, gdy po ekshumacji, okazało się, że pomylono niektóre zwłoki ofiar smoleńskiej katastrofy. Dziś, blisko dwa i pół roku po tragedii,  Prokuratura Wojskowa oficjalnie przyznała, że w trumnie, w której rzekomo pochowana została Anna Walentynowicz, znajduje się ciało innej ofiary. To właśnie jedna z tych dziwnych inicjatyw, a może prac zleconych Tomasza Arabskiego, która praktycznie przesądziła o tym, że nikt z rodzin i bliskich ofiar próby sprawdzenia trumny nawet nie podejmował. Szef Kancelarii Donalda Tuska bezpośrednio po katastrofie, kiedy przeprowadzano identyfikacje  i sekcje zwłok, zapewnił stronę rosyjską, że po przylocie trumien ze zwłokami ofiar do Polski, przed włożeniem ich do ziemi, nie będą otwierane. Do dziś nie wiadomo, kto upoważnił go do dania złożenia takich gwarancji. Czy zrobił to z własnej inicjatywy czy premiera. Wydaje się, że taką deklarację musiał zaakceptować  Donald Tusk. Chyba, że założymy, że część swoich uprawnień Tusk przekazał Arabskiemu, lecz nikt, poza nimi dwoma, nie wie o tym. Jedno jest pewne i wszyscy zainteresowani dziś o tym mówią. Zapewnienia Arabskiego przyjęli jako oficjalny zakaz zaglądania przed pogrzebem do trumien. Jakkolwiek by nie było, uprawnienia do podejmowania decyzji o ewentualnym otwarciu trumien lub właśnie zakazu ich otwierania ma wyłącznie prokuratura.  O tym jednak rodziny ofiar dowiedziały się dopiero po ekshumacji ciała z grobu Anny Walentynowicz.

Gdybyśmy żyli w normalnym kraju, dziś prokuratura rozpoczęłaby śledztwo w tej sprawie, aby ustalić, czy Arabski świadomie przekazał Rosjanom, i tym samym opinii publicznej, fałszywą informację świadomie,  czy też  być może wykonywał tylko polecenie premiera, który w tym przypadku również działałby nielegalnie. To jednak marzenie ściętej głowy, aby wyjaśnianiem tego fałszerstwa miała się zająć prokuratura.

Zażyłość w jakiej Tomasz Arabski pozostaje z Donaldem Tuskiem podpowiada, że nie tylko wykonuje pilnie zlecenia swojego politycznego protektora, ale sam podsuwa diabelskie pomysły. Nie ulega zaś wątpliwości, że obydwaj nienawidzą wszystkiego, co związane jest z PIS, zaś liderów tej partii uważają za największych osobistych wrogów. Gdyby byli w stanie, najchętniej cały PIS starliby z powierzchni ziemi. W ich taktyce czołowe miejsce zajmuje zasada, aby nie przyznawać się do potknięć, do błędów, a może i machlojek, dlatego musimy spodziewać się odpowiedzi niezmiennej: „Państwo zdało egzamin”. Gdzie nie gdzie zawiedli pojedynczy ludzie. Wystarczy ich się pozbyć, trochę mechanizmy oczyścić, naoliwić i wszystko będzie nadal rozwijać się kwitnąco. Jest również dość oczywiste, że Arabski nigdy, patrząc na jego twarz, sądzę, że głównie ze strachu, a nie z lojalności, nie obciąży nigdy Donalda Tuska. A że miałby czym to pewne.  Nie dawno ogłoszone materiały umorzonego tzw. cywilnego wątku śledztwa smoleńskiego pokazują wyraźnie, jak Tuska i Arabskiego połączyły silną nicią zakulisowe starania, które postawiły sobie za cel wyeliminowania prezydenta Lecha Kaczyńskiego  z uroczystości katyńskich, gdzie będzie Putin i Tusk. Chodziło o zmniejszenie rangi wizyty prezydenckiej w 70 rocznicę zbrodni katyńskiej. Aby to się stało trzeba było wizytę premiera Tuska i prezydenta Kaczyńskiego rozdzielić. Zbyt wiele wiąże Tuska z Arabskim, aby obydwu panów dało się teraz rozdzielić. To wróży jeszcze sporo niespodzianek, bo jak się rzekło na początku, Tomasz Arabski jest człowiekiem pełnym inwencji i nieobliczalnym. To, że jednym nie podoba, drugim wlazł za skórę, wcale go nie dyskwalifikuje. Ważne jest, że potrafił zdobyć sympatię i uznanie Donalda Tuska. W hierarchii wyższej uczelni zasłużył już zapewne na tytuł starszego asystenta.    

Jerzy Jachowicz

Autor bloga

JACHOWICZ

Jerzy Jachowicz

Polski dziennikarz, publicysta. Przed 1989 działał w opozycji demokratycznej ("Solidarność"). W latach 1989-2005 był dziennikarzem "Gazety Wyborczej", jednym z prekursorów dziennikarstwa śledczego w Polsce. Zajmował się głównie problematyką przestępczości zorganizowanej i jej powiązań z dawnym aparatem bezpieczeństwa PRL.

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook