Jedynie prawda jest ciekawa

Sikorski kierowcą Komorowskiego

20.03.2013

Gdyby to zależało ode mnie, to pierwszym ministrem, którego bym odwołał, byłby Radosław Sikorski.

Być może są słabsi od niego, bardziej szkodliwi dla przeciętnego Polaka. Choćby Sławomir Nowak, a przed wszystkim Bartosz Arłukowicz, a w kolejce za nimi, ale tylko o pół kroku, stałaby Joanna Mucha. Wszystko to prawda. Jako pierwszego wyrzuciłbym jednak szefa spraw zagranicznych. Zaś w nagrodę „za całokształt”, skierowałbym go do Pałacu Prezydenckiego jako osobistego kierowcę Bronisława Komorowskiego. To byłoby dla niego idealne miejsce. Nie musiałaby to być dla niego ostateczna klęska. Teoretycznie bowiem, zamykając oczy i umysł, porównując się do takich jak ja i mnie podobnych, mógłby nadal czuć się człowiekiem z kręgu władzy. Choćby przez fakt, że miałby swobodny, codzienny wstęp na teren Belwederu. Będąc kierowcą Komorowskiego, codziennie stałby mu przed oczami wyścig wewnątrz Platformy do prezydentury. Moim zdaniem, to byłaby całkowicie wystarczająca ziemska kara za wiele jego postępków w ostatnich latach. Nawiasem mówiąc dopiero teraz z ostrością okazało się, że w nieszczęściu, jakim było zwycięstwo Komorowskiego w walce o prezydenturę, mieliśmy wszyscy sporo szczęścia, że w Platformie nie wygrał Sikorski. W wysokim stopniu prawdopodobne jest, że wygrałby w kraju z Jarosławem Kaczyńskim. Możemy – i są ku temu solidne powody – mieć wiele pretensji do Bronisława Komorowskiego, narzekać na niego, kpić z niego, a nawet niekiedy naigrywać się, ale i tak wobec Sikorskiego jawi się jako całkiem przyzwoity polityk. Podkreślam, na tle Sikorskiego.

A teraz krótkie uzasadnienie, dlaczego Sikorski winien być numerem jeden do wyrzucenia z rządu i skierowanym  na jakieś podrzędne stanowisko, znajdujące się grubo poniżej średniej na drabinie społecznego prestiżu. Po kolei. Najpierw za jego ignorancję jako szefa ważnego resortu. Amatorszczyznę i totalny bałagan, jaki udało mu się wprowadzić do w miarę  uporządkowanego urzędu  przez jego poprzedników. Dzięki panującego pod jego kierownictwem chaosu,  MSZ włożyło białoruskiemu satrapie do ręki narzędzia szykan wobec opozycjonistów naszego wschodniego sąsiada. Kolejne cechy dyskwalifikujące Sikorskiego to nepotyzm połączony z kumoterstwem. Wyrazem tego było zatrudnienie na stanowisku swego doradcy młodej, nieopierzonej zawodowo, 24-letniej gęsi, tylko dlatego, że była córką ministra Jacka Rostowskiego. I jeszcze cyniczne tłumaczenie, lekceważące opinię publiczną: - „ Pani Rostkowska ma świetne kwalifikacje na to stanowisko”. Zapomniał dodać: „Bo wie jakie obecnie w Londynie są modne kapelusze”. Już wymieniałem jedno ze słów, które trzeba mu przypisać jako jego atrybut: cynizm. Do tego dodajmy arogancję. Lekceważenie innych ludzi – już było? To dobrze. Z tym, że wie dobrze kogo lekceważyć. Jak każdy tchórz, lekceważy tych, którzy są niżej od niego. Tuskowi przymila się jak tylko potrafi. Stąd jego wcześniejsze brutalne nagonki na śp. Lecha Kaczyńskiego.  Dopóki żył wszyscy w otoczeniu Tuska wiedzieli, że prezydent jest wrogiem numer jeden premiera. Każdy atak na prezydenta, w gruncie rzeczy był wyrazem podlizywania się Tuskowi. Palikota w napaściach na Lecha Kaczyńskiego nie sposób było przebić, Sikorski był jednak wiceliderem. Teraz super wrogiem Tuska jest brat bliźniak. No więc Sikorski, znowu wychodzi z siebie, aby Tusk wiedział na kogo może liczyć, jak na autentyczny podnóżek.

Jeszcze niedawno próbował jakoś grać, dla znających go choć trochę było wiadomo, że fałszywie, wrakiem Tu-154., próbując rzekomo uruchomić  szychy z Unii Europejskiej. Teraz znowu reanimował wrak, żeby zaatakować znienawidzonego prze rząd Antoniego Macierewicza, który w sprawie smoleńskiej jest gryzącym gzem, nie dającym się odpędzić z grzbietu rządu. Tym razem zaatakował w sposób podstępny, by nie rzec wredny, wręcz bolszewicki (ostatnimi czasy ulubione słowo Rafała Olbrychskiego, stosowane jednak przez niego tylko wobec PiS). Bolszewizm ten polega na tym, że Sikorski, w swej mocno złośliwej  wersji, (muszę przyznać, że sam dowcip nawet podoba mi się), powołuje się na anonimowego „wysokiego rangą dyplomaty rosyjskiego”.  Dyplomata ten miał powiedzieć, że „Rosjanie boją się oddać wrak, bo Macierewicz znajdzie na nim ślady bomby atomowej”. Otóż, bolszewizm Sikorskiego sprowadza się do tego, że nie podaje nazwiska owego dyplomaty. Zatem, owo powiedzenie, ważne, bo uzasadniające motywy wstrzymujące przekazanie Polsce wraku, mógł równie dobrze wymyślić sam Sikorski, albo ktoś z jego otoczenia. Powinien więc albo podać nazwisko owego dyplomaty, albo nie przywoływać tej opinii w ogóle. Żeby tak zrobić, trzeba mieć trochę charakteru.   

Jerzy Jachowicz

Autor bloga

JACHOWICZ

Jerzy Jachowicz

Polski dziennikarz, publicysta. Przed 1989 działał w opozycji demokratycznej ("Solidarność"). W latach 1989-2005 był dziennikarzem "Gazety Wyborczej", jednym z prekursorów dziennikarstwa śledczego w Polsce. Zajmował się głównie problematyką przestępczości zorganizowanej i jej powiązań z dawnym aparatem bezpieczeństwa PRL.

CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook