Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Sędzia funkcjonariuszem partyjnym

14.10.2015

Człowiek, który powinien być reprezentantem świata sprawiedliwości, wkroczył brutalnie po raz drugi w świat polityki.

Opublikowanie przez „Gazetę Wyborczą” uzasadnienia wyroku na Mariusza Kamińskiego jest tylko jednym z etapów wojny z PiS, jaką Donald Tusk wypowiedział po ujawnieniu afery hazardowej, choć od jej rozpoczęcia za chwilę minie sześć lat. Jest to zarazem kolejny  haniebny postępek sędziego Wojciecha Łętowskiego, który włączył się aktywnie w kampanię wyborczą.

Jak to podczas wojny bywa, ofiary padają po obydwu stronach, co przekłada się jednocześnie na zyski i straty w ogólnym w rachunku obydwu armii, w tym w takich rubrykach jak  prestiż i zaufanie społeczne. Rachunek ten często rozłożony w czasie, wbrew zamierzeniom strategów poszczególnych wojsk, w dłuższym dystansie przynosi rezultaty inne od oczekiwanych przez dowódców. Takie właśnie ciekawe zjawisko obserwujemy na przykładzie głównej ofiary po stronie PiS Mariusza Kamińskiego, byłego szefa CBA. Nękanie …

Jak pamiętamy po stronie armii Platformy Obywatelskiej dwoma głównymi ofiarami byli Zbigniew Chlebowski i Mirosław Drzewiecki, pseud. „Miro”. Po stronie PiS Mariusz Kamiński, którego Tusk odwołał ze stanowiska, dowodzącego Biurem Antykorupcyjnym. W ciągu tych sześciu lat, gdyby nie drobne wydarzenie, jakie wiązały się z Chlebowskim i Drzewieckim, czasami mało dla nich korzystne, świat zapomniałby o nich całkowicie, acz prorządowe media próbowały co pewien czas przywrócić obydwu denatów do politycznego życia. Odwrotnymi wynikami procentowały wysiłki Platformy Obywatelskiej wobec Mariusza Kamińskiego. Po drodze do dnia dzisiejszego, PO podjęła jedną z ważniejszych bitew, jaką była próba pozbawienia Mariusza Kamińskiego immunitetu posła za rzekome przekroczenie uprawnień CBA w śledztwie dotyczącym podejrzanej transakcji Jolanty i Aleksandra Kwaśniewskich przy sprzedaży willi w Kazimierzu Dolnym. Próba ta stała się niespodziewanym triumfem byłego szefa CBA, bo nawet część posłów PO zagłosowała przeciw wnioskowi, aby uchylić immunitet, uznając, że jego śledcze działania były zgodne z prawem i uzasadnione. Nie tylko jednak tylko tego śledztwa użyto jako pretekstu do walki z Kamińskim. Im bardziej nękały go różne prokuratury, próbując przypisać mu niemal taśmowo wiele przestępstw, tym jego popularność wzrastała oraz coraz silniejsza stawała się jego pozycja w partii. Dlaczego tak się tak działo? Gdyż dla każdego, kto nie jest ślepo zapatrzony w PO, jasne było, że prokuratorzy – nie wchodząc w tej chwili w powody ich postępowania – wypełniają tylko powinności polityczne, w ramach rzekomo rzetelnych i obiektywnych śledztw.

Wreszcie udało się wysmażyć akt oskarżenia i Kamiński stanął przed obliczem sędziego Wojciecha Łączewskiego, spełniającego rolę funkcjonariusza partyjnego Platformy. Jeśli ktoś miał wątpliwości, co do prawdziwych intencji sędziego Łączewskiego, to już dziś mieć ich nie może. Sędzia ten z całą świadomością włączył się aktywnie w kampanię wyborczą na rzecz Platformy. Dowodem jest udostępnienie „Gazecie Wyborczej” swoich grafomańskich wypocin, które mają usprawiedliwiać drakoński wyrok.

Człowiek, który powinien być reprezentantem świata sprawiedliwości, wkroczył brutalnie po  raz drugi w świat polityki. Tacy ludzie, jak sędzia Wojciech Łętowski, przynoszą hańbę swojemu zawodowi.  

Autor bloga

JACHOWICZ

Jerzy Jachowicz

Polski dziennikarz, publicysta. Przed 1989 działał w opozycji demokratycznej ("Solidarność"). W latach 1989-2005 był dziennikarzem "Gazety Wyborczej", jednym z prekursorów dziennikarstwa śledczego w Polsce. Zajmował się głównie problematyką przestępczości zorganizowanej i jej powiązań z dawnym aparatem bezpieczeństwa PRL.

CS139fotoMINI

Czas Stefczyka 139/2017

PDF (4,73 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook