Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Rząd – mamy dość Marszów Niepodległości

20.11.2013

Wiele wskazuje na to, że rząd rozpoczął już realne działania, które mają nie dopuścić do legalnego przeprowadzenia w przyszłym roku Marszu Niepodległości. W tym zamierzeniu, mniej lub bardziej świadomie, aktywnie wspierają władzę niektóre media.

Jednym z najważniejszych kroków rządu w kierunku storpedowania przyszłorocznego Marszu Niepodległości jest wniosek do sądu o ukaranie Witolda Tumanowicza, człowieka który kierował tegorocznym Marszem. To już nie jest zwykłe postępowanie, zmierzające  do ukarania winnych  chuligańskich zachowań. To najwyraźniej nadzwyczajna represja, mająca zastraszyć przyszłych organizatorów Marszu. Władza chce ukarać człowieka, który ani nie podpalał słynnej tęczy na Placu Zbawiciela, ani nie rzucał rac w kierunku budki strażniczej przy ambasadzie rosyjskiej. Za to jest prezesem Stowarzyszenia Marsz Niepodległości.

Gdyby w Polsce wymiar sprawiedliwości działał normalnie, to wniosek policji, w którym zarzuca ona złamanie prawa przez Tumanowicza, byłby odrzucony przez sąd jako bezzasadny. Ale tak się pewnie nie stanie, bo polscy sędziowie rzadko dochowują wierności zasadom praworządności. Sąd będzie więc rozpatrywał oskarżenie policji - czytaj rządu. Nie łudźmy się, że policja działa w tej sprawie samodzielnie. Bez wytycznych najwyższej władzy w państwie. Niezależnie od decyzji sądu, a więc czy uwolni Tumanowicza od zarzutu, czy też ukarze go np. karą grzywny, bo przecież nie posunie się do absurdu i nie skaże go na pobyt w więzieniu, najważniejsze w tej sprawie będzie to, że do opinii publicznej dotrze sygnał, iż główny organizator Marszu Niepodległości jest przestępcą. I to takim, który stawał przed sądem. Za rok będzie to ważny argument dla władz Warszawy, aby nie dać administracyjnej zgody na przeprowadzenie Marszu.

Argumentów przeciw przyszłorocznemu Marszowi rząd już zebrał o wiele więcej. Sam przebieg tegorocznego Marszu i związane z nim incydenty mają dostateczną wymowę, aby być poważną przeszkodą do uzyskania zgody. Chwilami wyglądało nawet to tak, jakby postawa i działania policji przygotowywały sobie grunt do tego, aby móc postawić wniosek do Ratusza o delegalizację tegorocznego Marszu. Inaczej mówiąc, a to zauważyło wielu obserwatorów i komentatorów, policja, zamiast osłaniać, świadomie „odsłoniła” newralgiczne punkty, narażone z góry na agresywne zachowania części uczestników demonstracji. Czemu? Aby zebrać dowody na zagrożenia, czyhające na porządek w stolicy i niektórych instytucji znajdujących się w Warszawie. Nieobecność policji właśnie w miejscach największych zagrożeń, nie wyklucza wcale, że policja, wykorzystując do tego swoich funkcjonariuszy bądź tajnych współpracowników,  przeprowadziła jakieś prowokacje.

W dążeniu do likwidacji Marszu Niepodległości w przyszłych latach żywo uczestniczą mainstreamowe media. I to w dwojaki sposób. Poprzez upowszechnianie i nagłaśnianie opinii zapraszanych gości o skrystalizowanych poglądach - przeciwników Marszów Niepodległości. Drugim ważnym członem frontu budowanego przeciw Marszom Niepodległości są opinie samych dziennikarzy propagowane w ich rodzimych mediach.  Już następnego dnia po Święcie Niepodległości dziennikarze TVN-u ostro zaatakowali Hannę Gronkiewicz-Waltz za to, że dała zgodę na tegoroczny Marsz. Argumentowali, że przecież była pewna, że będą awantury i bijatyki. Znany publicysta, fanatyczny przeciwnik PiS, Waldemar Kuczyński, kilka dni po Święcie Niepodległości miał pretensje do Donalda Tuska, iż do tej pory nie znajdują się pod kluczem, czyli nie są aresztowani, organizatorzy Marszu. Jego zdaniem, dążą oni do obalenia porządku konstytucyjnego. I to nie tylko przez demonstracje,  ale z użyciem siły, a nawet krwawej przemocy. Domagał się więc na antenie radiowej delegalizacji tych organizacji i tym samym Marszów. Media sprzyjające rządowi  z upodobaniem wkładały jeszcze jeden ważki argument za zakazem organizowania Marszu Niepodległości. Pisząc o wydarzeniach z tegorocznego Marszu z upodobaniem obok wielu innych słów kluczy jak „burdy”, „podpalenia”, używały słowa „zniszczenia”. Temu ostatniemu nadawały wręcz apokaliptyczny wydźwięk, który miał dawać obraz, przypominający zniszczenia, jakich dokonali Rosjanie w Groźnym, w czasie wojny z Czeczenią.

Jerzy Jachowicz

[FOTO: youtube.pl]

Autor bloga

JACHOWICZ

Jerzy Jachowicz

Polski dziennikarz, publicysta. Przed 1989 działał w opozycji demokratycznej ("Solidarność"). W latach 1989-2005 był dziennikarzem "Gazety Wyborczej", jednym z prekursorów dziennikarstwa śledczego w Polsce. Zajmował się głównie problematyką przestępczości zorganizowanej i jej powiązań z dawnym aparatem bezpieczeństwa PRL.

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook