Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Rosyjscy kibice w oparach wody i gazu

30.05.2012

Czy kilkanaście tysięcy rosyjskich kibiców jest w stanie sprowokować burdy i starcia z polskimi kibicami i naszą policją? – oto najważniejsze pytanie ostatnich dni.

Zapowiedź naszych gości ze Wschodu,  że 12 czerwca po spotkaniu Polska – Rosja w ramach Euro 2012, dla uczczenia Święta Narodowego Rosji zorganizują przemarsz ulicami Warszawy, musi budzić niepokój. Tym bardziej, że kibice z Rosji dają wyraźny sygnał, iż brak zgody władz stolic na taki przemarsz, nie będzie dla nich żadną przeszkodą do zrealizowania swego pomysłu. Taka deklaracja jest niczym innym tylko hasłem z pozycji siły, choć władze Warszawy, a ściśle prezydent stolicy, Hanna Gronkiewicz-Waltz  wyciąga uległą rękę do zgody, wyraźnie sugerując, że taka zgodę Rosjanie dostaną. Wystarczy jeśli złożą odpowiednie dokumenty do warszawskiego Ratusza. HG-W zastrzega się, że administracja Warszawy nie daje zgody, a jedynie rejestruje manifestacje, ale wszyscy wiemy, że to fikcja. Jeśli władze nie chcą do marszu nie dopuścić, to pod byle jakim pozorem nie rejestrują go. A kiedy mimo tego organizatorzy doprowadzają do marszu, staje się nielegalny. Co znaczy, że podlega różnym restrykcjom, których początek zwykle daje interwencja policji – armatki wodne, gaz, w końcu pałowanie.

Po tym zarysie możliwego rozwoju wypadków w przypadku manifestacji organizowanych przez Polaków, wróćmy do naszych baranów. Odpowiedź na pytanie postawione w pierwszym zdaniu jest niewątpliwie twierdząca. Tym bardziej, że bez względu na wynik meczu, atmosfera w powietrzu będzie tak napięta, że wystarczy drobna iskra, by marsz zamienił się w wulkan agresji. Polskich kibiców do rosyjskich, ale też odwrotnie. Policja będzie w tym tkwiła i stanie się trzecim członem wybuchu. Można więc już dziś pewnym bijatyk między trzema stronami, gdzie „trup może padać gęsto”. I jak zwykle w dużych zawieruchach, ustalenie winnych podpalenie lontu, będzie praktycznie nie możliwe. Pewnie wszystkie trzy strony będą się wzajemnie oskarżały. Jednakże świat nie będzie interesował się szczegółowym  dzieleniem włosa na czworo. Skupi się na samym fakcie burd i awantur w Polsce. Sensacyjny sygnał kupią wszystkie światowe stacje i agencje. Specjaliści rosyjscy spreparują odpowiednią wersję wydarzeń, którą upowszechnią w mediach światowych, gdzie mają swoich rezydentów bądź życzliwych im dziennikarzy.

Na rynku krajowym Donald Tusk zaprzęgnie do pracy sprzyjające mu media. Te z kolei,  dramatycznymi skutkami przebiegu wypadków w czasie pokojowego marszu Rosjan, obarczą polskich kiboli polskich, związanych duchowo z PiS.

Kierownictwo Kremla, ma wystarczające środki komunikowania i perswazji wyspecjalizowanych służb, aby wybić z głowy rosyjskim kibicom próby zakłócania Euro2012. Polityka jest jednak ważniejsza, by nie skorzystać z nadarzającej się możliwości wprowadzenia nowych napięć między Warszawą a Moskwą. Taki element będzie mógł być dodatkowo wykorzystany jako alibi do kolejnego usztywnienia się Moskwy w sprawie Smoleńska.

Jedynym sposobem na zablokowanie takiego rozwoju wypadków, byłaby sprawna policja. Musiałaby otoczyć marsz Rosjan tak silnym pancerzem, że obydwie grupy – rosyjska i polska -  byłyby całkowicie od siebie odizolowane. Jest prawie pewne, że nasza policja do takich zadań jest nieprzygotowana. Po prostu nie potrafi tego robić. Dlatego ucieka się do armatek i gazu.       

Autor bloga

JACHOWICZ

Jerzy Jachowicz

Polski dziennikarz, publicysta. Przed 1989 działał w opozycji demokratycznej ("Solidarność"). W latach 1989-2005 był dziennikarzem "Gazety Wyborczej", jednym z prekursorów dziennikarstwa śledczego w Polsce. Zajmował się głównie problematyką przestępczości zorganizowanej i jej powiązań z dawnym aparatem bezpieczeństwa PRL.

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook