Jedynie prawda jest ciekawa

Rada dla bożyszcza z TVN

12.03.2015

Już tylko spopielałe zgliszcze zostało po karierze Kamila Durczoka. Jeśli prezes TVN oficjalnie oświadcza, że potwierdziły się przypadki mobbingu i molestowania seksualnego ze strony Durczoka wobec podwładnych kobiet, że w związku z tym gotowy jest ofiarom gwiazdy stacji wypłacić kompensatę za poniesione krzywdy w postaci półrocznej pensji, że Durczok przestaje być pracownikiem stacji ze skutkiem natychmiastowym, to znaczy tylko jedno. Historia opisana przez tygodnik „Wprost” jest prawdziwa.

Dla nikogo nie ulega też wątpliwości, że tygodnik popełnił błąd publikując rzekomo sensacyjną opowieść o znalezisku w mieszkaniu, w którym jako gość pewnej damy przebywał Durczok. Gdyby zamiast ciągnienia węża za ogon, żeby go choć trochę jeszcze wydłużyć, „Wprost” po pierwszym odcinku o molestowaniu przez nieznanego dziennikarza – Warszawa od pierwszych zdań tekstu huczała, wiedząc o kogo konkretnie chodzi - zamieścił od razu relacje, jakie uzyskał od poszkodowanej, a może kilku ofiar brutalnie natarczywych i rozpasanych amorów Durczoka, zmniejszyłby swoje zyski ze sprzedaży gazety, ale zyskałby na wiarygodności. Stało się, jak się stało. I o to osiągnęliśmy najważniejszy bodajże punkt zwrotny w spektaklu, którym od kilku tygodni żyje cały kraj. Wszystko inne było przygrywką. Szpital i choroba Durczoka, oświadczenia jego żony i wystąpienia obrońców gwiazdy. Nad tą ostatnią kwestią, chciałbym się chwilę zatrzymać. Nie poznałem nigdy osobiście Durczoka. On i jego kariera były i są mi nadal całkowicie obojętne. Ale ostatnie wydarzenia z nim związane obserwowałem z zainteresowaniem, gdyż mam wielu znajomych, a nawet przyjaciół wśród tych, z którymi pracował na co dzień. (Mam nadzieję, że nie powstanie w TVN druga komisja, która będzie to ustalać – J.J.)  Otóż, po raz kolejny zdumiałem się utworzonym spontanicznie frontem obrony Durczoka, w tym także przez ludzi z mojej branży. Nie wiem, czy krótka pamięć, to nasza cecha narodowa? Wygląda na to, że tak. Wielu z nas ma jeszcze świeżo w głowie dramat znanego psychoterapeuty śp. Andrzeja Samsona z końca lat 90 i początków naszego wieku. Po odkryciu jego prywatnej dokumentacji, przypadłość pedofilska nie podlegała  praktycznie wątpliwości, a jednak ludzie z poważnym dorobkiem życiowym i autorytetem w swoich dziedzinach, natychmiast zaangażowali się w jego obronę, podważając i krytykując doniesienia mediów. Byli wśród nich psychologowie, prawnicy, dziennikarze, a znalazł się nawet wybitny i popularny językoznawca. Mówili pogardliwie o ataku „tabloidów”, jakby one nie były równoprawnymi mediami w świecie informacji. Dopiero wyrok sądowy, skazujący Samsona na siedem lat więzienia uciszył elity ówczesnego establishmentu.

Mechanizm spontanicznej obrony – bez znajomości podawanych przez tygodnik faktów – został natychmiast uruchomiony. Najmocniej zabrzmiał „Newsweek” w reportażu z rodzinnego dla Durczoka Śląska. Dziennikarze opisali uwielbienie, jakim darzą wciąż swojego idola mieszkańcy regionu, mimo stawianych mu zarzutów przez „Wprost”. - Dla nas to bożyszcze – mówi jeden z rozmówców „Newsweeka”. Przeciwko „hienom” dziennikarstwa z „Wprost” wypowiedziało się też kilku kolegów Durczoka z jego rodzimej telewizji, ale też inni spoza niej. Jak wtrąciłem wcześniej sam tygodnik włożył wygodny dla jego przeciwników oręż, który pozwalał podważać główny nurt zarzutów – jakim było molestowanie.  

Na koniec mam dobrą radę dla Durczoka, a właściwie dla jego adwokata. Powinien wyperswadować niedawnemu dziennikarzowi TVN, żeby dał sobie spokój z procesowaniem się z tygodnikiem „Wprost” i swoimi byłymi współpracowniczkami, które opowiedziały Michałowi Majewskiemu o ich bolesnych przeżyciach. Żeby zapłacił adwokatowi połowę honorarium z całości, jaką uzgodnili po wygranym procesie. Dzięki temu Durczok zaoszczędzi połowę wyrzuconych niepotrzebnie na przegrany proces pieniędzy.

Zapraszamy na profil Stefczyk.info na Facebooku!

Jerzy Jachowicz

Autor bloga

JACHOWICZ

Jerzy Jachowicz

Polski dziennikarz, publicysta. Przed 1989 działał w opozycji demokratycznej ("Solidarność"). W latach 1989-2005 był dziennikarzem "Gazety Wyborczej", jednym z prekursorów dziennikarstwa śledczego w Polsce. Zajmował się głównie problematyką przestępczości zorganizowanej i jej powiązań z dawnym aparatem bezpieczeństwa PRL.

CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook