Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Publiczne pranie brudów w Platformie z udziałem pań

04.08.2015

Platforma Obywatelska drży rozszarpywana wewnętrznymi wstrząsami i konfliktami. Ich przyczyną jest nie tylko widmo klęski, jakie krąży nad rządzącą partią od czasu przegranej Komorowskiego w wyborach prezydenckich, ale słabość przywództwa Ewy Kopacz. Pokusiłbym się nawet o diagnozę może nazbyt śmiałą, ale nie całkowicie bezpodstawną – PO jest w rozsypce. I to przed wyborami. A jeszcze walka kobiet.

To warto wtrącić. Jest czymś znamiennym, że po przegranej Komorowskiego, przez pierwsze dwa miesiące w kierownictwie PO istniało przekonanie w najbardziej optymistycznym wariancie, iż w jesiennych wyborach partia będzie się ścigać z PiS o zwycięstwo. W wersji ostrożnej zaś, że co prawda porażka jest nieunikniona, ale różnica będzie niewielka. Dziś PO mówi o tym, że musi walczyć już tylko o to, by PiS nie wygrał wyborów z dużą przewagą. Inaczej. Nasza przegrana jest pewna – przyznaje Platforma. Starajmy się jednak byśmy nie za mocno dostali w kość.

Wracając do głównej myśli tekstu. Zacznijmy od wstrząsów, które są zaprzeczeniem spójności i jedności. Jeśli nawet wcześniej docierały do mediów wewnętrzne napięcia, to nigdy nie były one potwierdzane otwartymi, publicznymi wypowiedziami. Odwrotnie, wewnętrzne spory skrzętnie ukrywano. W ostatnich dniach pod tym względem nastąpiła rewolucja. Pojawiły się publiczne wystąpienia - i to ludzi z czołówki partii – kwestionujące ustalenia w sprawie miejsc na listach do parlamentu.

Przez wielu członków Platformy uznawane za skandal na listach - i to często na pierwszych miejscach w okręgach - nazwiska polityków, których kompromitują taśmy nagrane w warszawskich restauracjach dla VIP-ów. Ewa Kopacz schowała głowę w piasek, okazując kompletna słabość i bezradność wobec siły lokalnych mocarzy partyjnych zwanych baronami. To naprawdę zakrawa na kabaret. Półtora miesiąca temu Kopacz wyrzuca gości ze stanowisk ministrów, żeby oczyścić rząd ze skompromitowanych polityków, a oni jakby nic takiego nie miało miejsca, każą się w swoich okręgach wyborczych umieścić na jedynce, co w praktyce daje pewne miejsce w przyszłym Sejmie. I premier, a zarazem lider partii, milczy w takiej sytuacji. Niebywałe. Zamiast Kopacz, ale całkowicie samodzielnie napiętnuje taką samowolkę politycznych watażków szef klubu parlamentarnego PO Rafał Grupiński. Rozpętuje w ten sposób otwarty konflikt. Bez względu na dalszy rozwój sytuacji, Grupiński w baronach już raczej nie znajdzie przyjaciół.

Publiczne pranie brudów w Platformie wywołała Iwona Śledzińska-Katarasińska, która doznała dokuczliwej niesprawiedliwości społecznej, poprzez przyznanie jej dopiero czwartego miejsca na liście w rodzimej Łodzi. A taki Cezary Grabarczyk, który niedawno wyleciał z rządu z hukiem za aferę z nielegalnie przyznanym mu na użytek prywatny pistoletem, startuje do Sejmu z pierwszego miejsca. Skrzywdzona Katarasińska w liście skierowanym do Kopacz wyłuszczyła swoje pretensje i żale. Polityczny cios jaki ją spotkał i ból jaki po nim nastąpił, jej zdaniem, uzasadniał to, żeby treścią listu podzielić się z dziennikarzami. W Platformie od początku świata tego jeszcze nie było.

Jak to jest „by kandydaci się wzajemnie kasowali i ze sobą walczyli?” – pyta Katarasińska Ewę Kopacz. Następnie uderza wprost w samą premier pisząc, że Platforma zachowała się nieładnie wobec Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, którą chce się wyekspediować na listę poza jej rodzinną Warszawę.

To przecież od kilku dni wiadomo, że zamieszanie wokół Kidawy-Błońskiej nie jest sprawką wirtualnej PO, lecz Ewy Kopacz. Pani premier ubzdurała sobie, że chce zetrzeć się w wyborach z Jarosławem Kaczyńskim, jedynką PiS w stolicy. W obawie, że mogłaby przegrać z obecną marszałek Sejmu, gdyby ta startowała również w Warszawie, nawet z miejsca spoza jedynki, zmusiła ją do wypchnięcia Kidawy-Błońskiej poza stolicę. Zdesperowana Katarasińska, broniąc Kidawę-Błońską, w pełni świadoma tego co robi, bezpardonowo zaatakowała Kopacz.

Czy ktoś z moich czytelników widział kiedyś jak kobiety, walcząc między sobą, szarpią się za włosy? Okropny widok. Zapewniam.


Autor bloga

JACHOWICZ

Jerzy Jachowicz

Polski dziennikarz, publicysta. Przed 1989 działał w opozycji demokratycznej ("Solidarność"). W latach 1989-2005 był dziennikarzem "Gazety Wyborczej", jednym z prekursorów dziennikarstwa śledczego w Polsce. Zajmował się głównie problematyką przestępczości zorganizowanej i jej powiązań z dawnym aparatem bezpieczeństwa PRL.

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook