Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Potwór w mediach

23.01.2013

Nie rozumiem, jak to możliwe, że Jerzy Urban czarny symbol stanu wojennego, człowiek budzący swoim postępowaniem odrazę, dziś zapraszany jest przez media, aby w roli cenionego autorytetu politycznego komentować aktualne wydarzenia.

Nie jego obarczam za to winą. Świadczy to przede wszystkim o upadku mediów. Tych, które z nim rozmawiają i upowszechniają jego opinie.   

To przerażające, a jednocześnie nieskończenie smutne, że Polska jest wciąż chorym państwem. W wielu najważniejszych dla prawidłowego funkcjonowania państwa  instytucjach, w sądach, prokuraturze, policji, w tym skarbowej, służbach specjalnych, kwitną patologie. Ich nosiciele i sprawcy, często przeniesieni żywcem z PRL, wraz z mechanizmami i nawykami stamtąd wyniesionymi, przebrani w inny strój, w sprytnie dobranych maskach, udają świętoszków, walczących o prawdziwą demokrację. Kumają się chętnie z dorobkiewiczami, rozpoczynającymi kariery w nowej Polsce, wciskają się do partii politycznych, zajmują ważne stanowiska w ministerstwach, rozkręcają potężne biznesy. Dzięki swojej przebiegłości i poparciu ich przez elity „okrągło stolikowej” „Solidarności”, stają się szanowanymi obywatelami z samego świecznika.

Najgorsze jednak jest to, że media zagubiły się w tym kompletnie. Kaleką postać polskiej demokracji traktują jako naturalny, normalny świat. Dla szumowin moralnych najróżniejszego gatunku, znajdują miejsce na piedestałach dla zasłużonych.

Symbolem najobrzydliwszej postawy i najbardziej szkodliwych działań całej dekady lat 80 jest były rzecznik rządu „generałów” Wojciecha Jaruzelskiego i Czesława Kiszczaka.

Wyniesiony przez Jaruzelskiego do godności „króla mediów”, z pełną służalczością, gorliwie wypełniał powierzoną mu misję. Z pełnym cynizmem i charakterystycznymi dla siebie arogancją i pogardą wobec większości Polaków, fałszował rzeczywistość, brutalnie, z psychopatyczną namiętnością oczerniał najlepsze i najszlachetniejsze postaci tamtych czasów. Rozbudzał do nich nienawiść, która napędzała zbrodnicze przedsięwzięcia esbeckich bandytów, działających pod opiekuńczym parasolem władzy.

Kiedy dziś mówi, że o przestępczych operacjach tajnych służb nie miał pojęcia, że podczas słynnych konferencji dla zagranicznych dziennikarzy, transmitowanych jednak przez telewizję na całą Polskę, przekazywał tylko to, co mu podsunęły służby MSW, kłamie. Ze zwykłego tchórzostwa. Jest zbyt inteligentny, żeby wtedy nie wiedział doskonale, iż służy wiernie jak pies zbrodniarzom, którzy mają na rękach krew rodaków.

Po przemianie w Polsce nigdy nie wykazał najmniejszej choćby skruchy. Chyba, że za skruchę uznać huczne biesiady w towarzystwie Adama Michnika. Za to jego tygodnik „Nie” stal się armadą, która za cel główny postawiła sobie zniszczenia polskiego Kościoła Katolickiego i polskiego papieża Jana Pawła II.

Daruję sobie epitety, na które zasługuje za samo obrażanie Polaka na tronie w Watykanie, świętym miejscu dla milionów ludzi na wszystkich kontynentach. To jedna z cech tego człowieka pozbawionego sumienia -  nie ma dla niego żadnych świętości. Jego prawo, jego wybór. Nie jest przestępcą. Wszystkie jego przewiny leżą w sferze moralnej.

 Historia zapamięta go jako moralnego potwora.  Nie życzę mu niczego złego, mimo że napawa mnie obrzydzeniem. Niech sobie żyje sto lat, albo i więcej. Niech mu się dobrze powodzi w życiu prywatnym. Ale powinien zniknąć z życia publicznego. Przyjmując zaproszenia do mediów, udowadnia, że nie ma w nim odrobiny wstydu. Trudno. Taki jest i już się nie zmieni.

Tylko dlaczego media nie potrafią odróżnić fundamentów naszej cywilizacji, naszej kultury, które opierają się na afirmacji dobra, prawdy i sprawiedliwości. A Jerzy Urban jest tego wszystkiego przeciwieństwem.

Więc dlaczego? Czy ślepota musi być aż tak wielka? Czy niektóre media zatraciły  wrażliwość? Żeby razem z nim nurzać się w fekaliach, które wypełniają jego osobowość.

Czy tak trudno odróżnić dobro od zła?            

Jerzy Jachowicz

Autor bloga

JACHOWICZ

Jerzy Jachowicz

Polski dziennikarz, publicysta. Przed 1989 działał w opozycji demokratycznej ("Solidarność"). W latach 1989-2005 był dziennikarzem "Gazety Wyborczej", jednym z prekursorów dziennikarstwa śledczego w Polsce. Zajmował się głównie problematyką przestępczości zorganizowanej i jej powiązań z dawnym aparatem bezpieczeństwa PRL.

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook