Jedynie prawda jest ciekawa

Polityka zagraniczna prezydenta Komorowskiego

30.07.2014

Prawdziwego pecha ma pan prezydent Bronisław Komorowski. Co impreza to takie nudy, że nie sposób uchronić się od małej drzemki.

Złośliwi paparazzi tylko czyhają na taką chwilę. Ledwo, któraś z powiek pana prezydenta przesłoni jego myśliwskie, orle oko, - znak, że prezydent dzielnie walczy, aby nie ulec pokusie i nie zamknąć drugiego -  a już zlatują się fotografowie, niczym sępy krążące nad padliną. 

Zwykle są hałaśliwi i agresywni. Kiedy jednak pan prezydent z lekka sobie pochrapuje,  zachowują się cicho, niemal bezszelestnie. Na swoje teleobiektywy nakładają chyba tłumiki, bo nie słychać charakterystycznych trzasków,  gdy robią całe serie zdjęć. 

Zaczęło się od drzemki podczas Mszy św. inaugurującej prezydenturę Bronisława Komorowskiego w 2010 r. W tym roku w maju prezydenta dopadło zmęczenie podczas koncertu fortepianowego w Łazienkach Królewskich, kiedy gościł Wielkiego Księcia Luksemburga.  Powiedzmy prawdę - rock and roll to nie był na pewno. Tak więc sen był całkowicie usprawiedliwiony.  Piękna pogoda, świeże powietrze z pewnością sprzyjają regeneracyjnym drzemkom.  Czy może być lepszy relaks? 

Na wysokości zadania stanęli też strażacy z Maćkowej Rudy. Z okazji 60 rocznicy Ochotniczej Straży Pożarnej przygotowali atrakcyjną paradę, by z odpowiednią pompą – ale bez użycia wody – ufetować prezydencka parę. Nie jest jednak proste trafić w gusta pana prezydenta, szczególnie podczas upału. Tym razem do ucinającego sobie drzemkę Bronisława Komorowskiego dołączyła jego małżonka. Stanowili rozkoszną parę. Musiało im się przyśnić coś bardzo miłego, bo twarze obydwojga  opromieniał uśmiech, którego nie byli w stanie ukryć przed czujnymi obiektywami fotoreporterów, tym bardziej, że spali. 

Łatwo sobie wyobrazić taką oto scenkę, którą obydwoje przeżywali we śnie. Anna stoi na progu wiejskiej chaty. Macha kolorową chusteczką do zbliżającego się męża-prezydenta, który ugina się pod ciężarem upolowanego wielkiego jelenia, o potężnych, rozłożystych rogach.  – Gdzie je zawiesimy?  Nie widzę miejsca – z troską mówi Anna. – Nie nasze zmartwienie – odpowiada prezydent. Podaruję Donaldowi. – Ty Bronek, to masz głowę nie od parady.  
Pech pechem, ale Bronisław Komorowski ma w sobie jakiś nadmiar energii zawierającej w sobie bakcyl snu. Uwalnia się ten bakcyl z jego ciała, dzięki czemu staje się zaraźliwy. Największe jego pokłady wydostają się na zewnątrz, wtedy gdy prezydent Komorowski przemawia.  Podczas orędzia prezydenta wygłaszanego w Sejmie w ramach obchodów 25-lecia Wolności uwolniło się tyle sennej energii, że zbiorowa drzemka połączyła szeregowych posłów z przedstawicielami korpusu dyplomatycznego i głowami państw, m.in. Francji i Ukrainy. 

W tej sytuacji to chyba dobrze, że pan prezydent opiera się zagranicznym wizytom. 


Jerzy Jachowicz

Autor bloga

JACHOWICZ

Jerzy Jachowicz

Polski dziennikarz, publicysta. Przed 1989 działał w opozycji demokratycznej ("Solidarność"). W latach 1989-2005 był dziennikarzem "Gazety Wyborczej", jednym z prekursorów dziennikarstwa śledczego w Polsce. Zajmował się głównie problematyką przestępczości zorganizowanej i jej powiązań z dawnym aparatem bezpieczeństwa PRL.

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook