Jedynie prawda jest ciekawa

Policja w ogniu brudnych zleceń

14.11.2012

Kiedy mam do wyboru dwie przeciwne opinie, z których jedną wygłasza urzędnik państwowy, a drugą obywatel, zawsze jestem skłonny dać wiarę obywatelowi. A już szczególnie wtedy, gdy urzędnikiem jest policjant, który twierdzi, że działał w zgodzie z prawem.

A wtedy, kiedy dobrego imienia policji broni rzecznik, nieufność do jego opinii wzrasta wielokrotnie. Taka jego rola, za to mu płacą, żeby dbał o wizerunek swojej instytucji. Nawet, gdy przychodzi mu kłamać.

Taka właśnie sytuacja ma miejsce po niedzielnym „Marszu Niepodległości” w Warszawie. Z setek relacji, wielu zdjęć robionych przez zwykłych uczestników demonstracji wynika niezbicie jedno – zamaskowani funkcjonariusze zaatakowali kordon policyjny. To usprawiedliwiało, a nawet uzasadniało brutalny atak policji na manifestantów - tak relacjonował operację policji Robert Winnicki, prezes Młodzieży Wszechpolskiej. Załóżmy, że szef MW musiał podbarwiać fakty tak, aby nie zaszkodzić sobie i swojej organizacji. Przerzucił więc ciężar winy z własnych barków, np. słabości służb porządkowych, których zadaniem było niedopuszczenie do rozruchów, na policję. Że tak nie było, świadczą relacje osób niezaangażowanych w żaden ruch polityczny, nieprzynależnych do żadnych samorządowych organizacji, fundacji pozarządowych i jakichkolwiek innych. Znam pewnego filmowca amatora, o wysokich umiejętnościach i dobrym sprzęcie, który filmował akcje rzekomej napaści chuliganów i kiboli na policjantów. Na filmie widać wyraźnie jak zza pleców policyjnej zwartej kolumny z tarczami, hełmami, tarczami, karabinami i długimi pałkami, wyskakują zamaskowani, silni, sprawni mężczyźni. Wdzierają się w tłum, a po kilku minutach, wybiegają na czoło, by w kierunku gotowych do bojowych akcji policjantów, rzucać petardy, race, kamienie wyrwane z chodnika. W tym nie mogło być żadnego przypadku. Była to dobrze zaplanowana prowokacja policji za akceptacją władz stolicy, a być może wyższych.

W tłum od początku byli też wmieszani tajniacy w kominiarkach, których zdaniem było podburzać manifestantów do agresji wobec policji.  Cel był oczywisty - doprowadzenie do tego, by manifestację można było ogłosić jako „nielegalne zbiegowisko” i rozwiązać. Sytuację na przodzie pochodu udało się zażegnać, ale reszta manifestantów stała przez ponad godzinę kompletnie zdezorientowana. Warto też zauważyć, powielenie niemal kopii sytuacji z zeszłego roku, gdzie na Placu Konstytucji zamaskowani bandyci napadli na policję, a ta brutalnie zaatakowała gazem i pałkami. Strzelano też z broni gładkolufowej gumowymi pociskami. Zdarzało się, że używano pałek wobec dzieci, kobiet i osób starszych. To było zamyślone. Miało na celu wzmożenie agresji tłumu, co pozwoliłoby policji pójść na całość. Nie doszło do tego dzięki apelom organizatorów o zachowanie spokoju i porządku. Jednak nawet te kilka starć, te nieliczne awantury z policją spowodowały, że podobnie jak rok temu, znowu czujemy się okradzeni z harmonijnego, pełnego spokoju, podniosłości i radości marszu. Najgorsze, że widać jak na dłoni, iż są siły, które dbają, aby obniżać rangę Marszu Niepodległości poprzez przypisanie doń na stałe grup niebezpiecznych awanturników, i że główną rolę tej mistyfikacji przydzielono policji. Znowu jak w czasach PRL policja staje się bezwolnym narzędziem władzy. Jest tym samym hańbiona, ale nie sądzę, aby ktoś w jej szeregach nad tym się zastanawiał. Nie mówiąc o uchyleniu się od wykonywania takich brudnych zleceń.  

Wobec prowokacji policyjnych jesteśmy bezradni. Policja zawsze będzie górą, bo zwykli uczestnicy marszu, nie są odpowiednio przygotowani, żeby wyłapywać prowokatorów, następnie przetrzymywać ich przemocą do czasu udowodnienia, że są funkcjonariuszami. Ani też nie mają do tego prawa. Takie osaczanie prowokatorów miałoby charakter działania terrorystycznego. Nosiłoby znamiona porwania i musiałoby być uznane za akt czysto kryminalny. Tak więc, z punktu widzenia policji, wprowadzenie prowokatorów jako środka do wysadzania w powietrze masowych demonstracji, jest zabawą kotka z myszką, gdzie obywatelom przypada rola myszki.

Są oczywiście sposoby, jeśli nie na całkowite wyeliminowanie prowokatorów, to przynajmniej zneutralizowanie ich aktywności. Niech to pozostanie wiedzą tajemną przed policją. To my jesteśmy słabszą stroną,  występującą zawsze w niekorzystnej, w porównaniu do policji, sytuacji. 

Jerzy Jachowicz

Autor bloga

JACHOWICZ

Jerzy Jachowicz

Polski dziennikarz, publicysta. Przed 1989 działał w opozycji demokratycznej ("Solidarność"). W latach 1989-2005 był dziennikarzem "Gazety Wyborczej", jednym z prekursorów dziennikarstwa śledczego w Polsce. Zajmował się głównie problematyką przestępczości zorganizowanej i jej powiązań z dawnym aparatem bezpieczeństwa PRL.

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook