Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

PO nie ma wyjścia, musi forsować Kidawę-Błońską

24.06.2015

Rezygnacja z Kidawy-Błońskiej byłaby odczytana jak wywieszenie białej flagi, zanim wyścig rozpoczął się na dobre.

- Jakie to ma znaczenie, kto będzie marszałkiem Sejmu w dogorywającym parlamencie? – pyta większość obserwatorów politycznych bieżących spraw. Pytający sugerują tym samym, że całe zamieszanie i gorące dyskusje wokół wyboru następcy tego, co odchodzi w niesławie (postanowiłem jak najrzadziej wymieniać jego nazwisko, a tam gdzie się to daje, pomijać go całkowicie), jest po trosze burzą w szklance wody. Też mi się tak wydaje. Do czasu jesiennych wyborów i rozwiązania Sejmu obecnej kadencji pozostało wszakże ledwie kilka posiedzeń. Żadnych poważnych spraw nie uda się już załatwić. W gruncie rzeczy trwa już nie tylko stan zawieszenia, ale jak się wydaje i rozprężenia. Stąd te zakulisowe spory i próby zdobycia jakiś resztek politycznego stolika. Zdobycia? Raczej wyszarpania.


Wicemarszałek Sejmu Jerzy Wenderlich z SLD postuluje wzięcie na tapetę projekt ustawy – podobno prospołecznej i nie zwykle ważnej – i przepchnięcie jej jeszcze w tym Sejmie. Zamierza też wystartować jako konkurent upatrzonej już od kilku dni przez PO dotychczasowej rzeczniczki rządu, Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. Wenderlich liczy pewnie na to, że gdyby jakimś cudem został wybrany na marszałka to ustawę, o której mówił, uda się uchwalić. I obydwie te rzeczy – on marszałkiem, uchwalenie nowej ustawy – mogłyby podciągnąć szanse SLD na dostanie się do parlamentu następnej kadencji.


W obecnej konfiguracji sejmowej jednak nie wierze w cuda i nie widzę najmniejszych szans na zwycięstwo kandydata SLD. Przy założeniu, że partia Millera zdecyduje się na straceńczy krok zaproponowania jego kandydatury.


O wiele ciekawiej wygląda bunt na koalicyjnym parostatku ze strony PSL. Janusz Piechociński widząc słabość Platformy, drgawki świadczące o jej dogorywaniu, ustroił się nagle w pióra wojownika. Zagroził PO wysunięciem na marszałka Sejmu posła seniora Józefa Zycha, jak pamiętamy sprawującego już w przeszłości funkcję szefa Sejmu.


Platforma ma jednakże związane ręce. Rezygnacja z Kidawy-Błońskiej byłaby odczytana jak wywieszenie białej flagi, zanim wyścig do następnego parlamentu rozpoczął się na dobre. Znając z kolei obecnego lidera PSL, jestem przekonany, że gdy dojdzie do rozmów z Ewą Kopacz na temat obsady marszałka, toporka wojennego nie wyciągnie. Raczej potulnie zgodzi się na Kidawę-Błońską.  I to ona zostanie ostatnim marszałkiem tego Sejmu. Do żadnego pokrzyżowania planów Platformy nie dojdzie. Szczerze? Co to za plan polityczny, żeby Kidawa-Błońska była marszałkiem Sejmu? Mogłaby teraz zostać premierem. Jakie to miałoby znaczenie? Żadne.          




Nie wierzę również w sensację, którą „z braku laku” wietrzą inne media. Mianowicie, że Wenderlich skorzysta z tego, że ma cztery miesiące na wyznaczenie terminu wyboru nowego marszałka. Oznacza to, że Jerzy mógłby kierować Izbą do końca kadencji Sejmu! Taki krok praktycznie przesądziłby o eliminacji – przez wyborców – SLD z Sejmu przyszłej kadencji.  Nie muszę chyba tłumaczyć, dlaczego. Myślę więc, że dziś  Wenderlich poda możliwie szybki termin wyboru.





Autor bloga

JACHOWICZ

Jerzy Jachowicz

Polski dziennikarz, publicysta. Przed 1989 działał w opozycji demokratycznej ("Solidarność"). W latach 1989-2005 był dziennikarzem "Gazety Wyborczej", jednym z prekursorów dziennikarstwa śledczego w Polsce. Zajmował się głównie problematyką przestępczości zorganizowanej i jej powiązań z dawnym aparatem bezpieczeństwa PRL.

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook