Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Partia zemsty w groteskowej akcji

28.11.2012

Co za naiwność wypełnia głowę Rafała Grupińskiego. On, zdaje się, naprawdę uwierzył, że kierując wniosek o postawienie przed Trybunałem Stanu Jarosława Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobrę dokonał historycznego kroku w polskiej polityce.

Zakłada też prawdopodobnie, że zostanie to zapisane na jego konto politycznych osiągnięć. I to pozwoli mu wzmocnić jego pozycję w Platformie. Bo jego pozycja staje się coraz słabsza. W kuluarach sejmowych mówi się od kilku tygodni o pozbawieniu go funkcji szefa Klubu Parlamentarnego PO.

Najwyraźniej widok Jarosława Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobry prześladował go po nocach. Za każdym razem, kiedy już obydwu oskarżonych wprowadzano na szafot i za chwilę kat miał dokonać ostatniej czynności, Grupiński budził się i cała radość oraz uczucie bezgranicznego szczęścia pryskały jak bańka mydlana, a on sam musiał wracać do realnego koszmaru, codziennych, banalnych, wypranych z emocji, rutynowych czynności szefa klubu. – Jeśli nie uda się ich obydwu ściąć, albo wsadzić do więzienia na kilka lat, to może przynajmniej przegoni się ich na stałe z polityki – marzy się Grupińskiemu. Podobnie Palikotowi i Grzegorzowi Napieralskiemu. Dlatego tak gorąco ich kluby parlamentarne wsparły wniosek. W ten sposób ma on trzech autorów: PO, SLD i Ruch Palikota. Cóż to byłaby za frajda, pozbyć się tak potężnego konkurenta. Każde z ugrupowań chciałaby zagarnąć dla siebie jak największą ilość sierot pozostawionych przez liderów obydwu partii opozycyjnych, kiedyś stanowiących jedność.

Kiedy po raz pierwszy pojawiła się perspektywa Trybunału Stanu dla Jarosława Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobry, trąciła groteską. Zapowiedział ją w kwietniu 2011 roku Ryszard Kalisz, przygotowując końcowe tezy raportu z prac nadzwyczajnej sejmowej komisji do zbadania okoliczności śmierci Barbary Blidy. Dziś, po upływie półtora roku, wniosek nie nabrał powagi. Nadal jest politycznym gniotem, wywołującym uśmiech politowania dla jego wnioskodawców. Słowa użyte przez Ryszarda Kalisza do jego uzasadnienia, pozostały pustosłowiem ze skłonnością do nadużycia. Prawie jakbym słuchał oskarżenia w procesie norymberskim: -„Stworzyli prawny system eliminowania obywateli” – grzmiał ten wybitny – według siebie – prawnik-poseł-działacz SLD-polityk i celebryta w jednej osobie. Uzupełnił swoje oskarżenie o szczegółowy wątek: - „Knuli, planowali i doprowadzili do tragicznej interwencji w domu Barbary Blidy”. Co nie znaczy, że u jakiejś części publiczności wniosek nie znajdzie uznania, a nawet entuzjazmu. Ludzi, którzy chcieliby żywcem pogrzebać Jarosława Kaczyńskiego, jest w Polsce całkiem sporo. Nie zdają sobie sprawy z tego, że od wniosku do jego wprowadzenie w życie daleka droga i nadzwyczaj rzadko udaje się pomysłodawcom rzecz doprowadzić do końca. Świetnie zdają sobie z tego sprawę wszyscy wnioskodawcy - no, może za wyjątkiem Palikota, bo tego nienawiść do lidera PiS zaślepia - że praktycznie nie ma szans na finał sprawy przed Trybunałem. I od początku nie stawiają sobie tak ambitnego celu. Chodzi tylko o kąsanie przeciwnika politycznego, który wszystkim im stoi w gardle. O rozpowszechnianie wokół PiS czarnego pijaru, o odbieranie Jarosławowi Kaczyńskiemu imienia człowieka uczciwego i prawego. Staje przed Trybunałem, a w każdym razie taki był wniosek, znaczy jest przestępcą. Może nie kryminalnym, ale politycznym na pewno.

Dla wnioskodawców to też zwykle jakieś usprawiedliwienie mówiące w domyśle: - Nasi poprzednicy to zbóje, napsuli tyle, że trzeba wielu lat, aby poprawić, co zdążyli zepsuć, czemu udało im się zaszkodzić.

Paradoksalnie na wniosku najbardziej straci Platforma, a PiS sprawa może tylko wzmocnić. Bo dla większości rzecz jest czytelna. Po pierwsze, PO zdecydowało się na wniosek, aby zasłonić inne bolesne i niewygodne zdarzenia, czasami ośmieszające obóz władzy. Po wtóre, PO pokazuje, jak daleko jej do oficjalnie głoszonych aspiracji jako partii miłości. Przeciwnie, jest partią zemsty.

Autor bloga

JACHOWICZ

Jerzy Jachowicz

Polski dziennikarz, publicysta. Przed 1989 działał w opozycji demokratycznej ("Solidarność"). W latach 1989-2005 był dziennikarzem "Gazety Wyborczej", jednym z prekursorów dziennikarstwa śledczego w Polsce. Zajmował się głównie problematyką przestępczości zorganizowanej i jej powiązań z dawnym aparatem bezpieczeństwa PRL.

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook