Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Obszedł się smakiem warszawskiego obwarzanka

28.10.2015

Jak łatwo i szybko ludzie schodzą na psy. Zapowiadał się na obiecującego polityka. Zapętlił się własnymi rękami w takie brudne rejony, że dziś już niewielu chce wyciągnąć w jego stronę kartkę wyborczą. Kiedy dziesięć la temu zostawał wicepremierem i ministrem nikt nie przypuszczał, że tak prędko nastąpi jego zmierzch. Zniszczyły go dwie rzeczy; megalomania i nienawiść.

Gdyby megalomania dotyczyła jego wzrostu, mogłaby być jakoś usprawiedliwiona. Z drugiej jednak strony,  gdzie mu do wysokości Marcina Gortata, że nie wspomnę o sprawności fizycznej On jednak nie wzrost swój podziwia, lecz  intelekt. Ma dla niego ogromnie dużo uznania. A przecież z rozumem jest u niego już o wiele słabiej niż ze wzrostem.

Z tej nierozpoznanej przez siebie usterki rwie się do procesów, które co chwila wytacza różnym mediom. Najdrobniejszą o sobie uwagę traktuje jako próbę odebrania mu znaku najwyższej jakości. Zamach na jego wielkość. Nieprzemijającą. Na tę cechę jego osobowości można by spojrzeć z pewną tolerancją, gdyby rewaloryzował ją jakimiś innymi zaletami. Lecz nie rewaloryzuje. Odwrotnie dokłada nową jeszcze gorszą. Nienawiść. Zainfekowany przez swoich przyjaciół z Instytutu Myśli Państwowej, a może ten wirus, miał już od dawna, a został tylko przez nich wzmocniony, nienawiścią do PiS i Jarosława Kaczyńskiego. To doprowadziło go do czystego szaleństwa. Dosłownie.

Na dwa tygodnie przed wyborami wymyślił, co chętnie podchwycili „miłośnicy prawdy” z Newsweeka, że aferę taśmową i całe to nagrywanie przez kelnerów w lokalu „Sowa i Przyjaciele” oraz „Amber Room”,  kryje się inspiracja złoczyńców z PiS. Czy można dziwić się wykluwaniu w głowie mojego bohatera takich pomysłów – z tej niewielkiej mozaiki zdarzeń, jakie zarysowałem, jego nazwisko czytelnicy muszą sobie ułożyć sami – jeśli do najbliższych jego przyjaciół należą: Michał Kamiński, vel „Misio”, Radosław Sikorski vel „Wataha”, Kazimierz Marcinkiewicz, vel „Isabel” oraz najsłynniejszy esteta językowy Stefan Niesiołowski, vel „Szczaw” lub „Mirabelki”?  

Co pewien czas wdychał też powietrze, krążące po pomieszczeniach Pałacu Prezydenckiego, rozpuszczane przez prezydenta Bronisława Komorowskiego, kiedy gorączkowo przygotowywał się raz w roku, 11 listopada do marszu „Razem dla Niepodległej”. To każdego powaliło by z nóg i odebrało resztki rozumu.
Kiedy go stracił, rozpoczął umizgi do Platformy, a głównie do Donalda Tuska, podejmując się roli pełnomocnika w procesach Tuska juniora, dziennikarza-lobbysty. Mimo tych zalotów, także do Radosława Sikorskiego – co za stracone godziny, wobec wyrzucenia Sikorskiego w  końcówce kampanii wyborczej na polityczny szrot – nie dostał się do Senatu, choć Platforma robiła wszystko, aby swego nowego poplecznika  przepchnąć. Wystartował w tzw.warszawskim obwarzanku. Kopacz usunęła z tego okręgu wyborczego kandydata PO, żeby utorować drogę nowemu satelicie jej partii. Nie pomogło.  

To druga miła niespodzianka tych wyborów, po głównym daniu, jakim jest pozbycie się z Sejmu postkomunistycznej lewicy. Jej niedobitki zaszyły się w Platformie, choćby Dariusz Rosati czy Marcin Święcicki, ale nie jest to już regularna partia, sypiąca przez 26 lat piasek w tryby polskiej demokracji.

Autor bloga

JACHOWICZ

Jerzy Jachowicz

Polski dziennikarz, publicysta. Przed 1989 działał w opozycji demokratycznej ("Solidarność"). W latach 1989-2005 był dziennikarzem "Gazety Wyborczej", jednym z prekursorów dziennikarstwa śledczego w Polsce. Zajmował się głównie problematyką przestępczości zorganizowanej i jej powiązań z dawnym aparatem bezpieczeństwa PRL.

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook