Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Obrona własnej skóry

01.12.2011

Lech Wałęsa wspaniałomyślnie zaapelował o amnestię dla zbrodniarzy z czasów PRL. Uznał, że jeżeli trudno jest rozliczyć na przykład winnych masakry robotników na Wybrzeży w 1970 roku, to należy odstąpić od procesu. Zaś czyny ludzi odpowiedzialnych za śmierć 45 zabitych ponad 1160 rannych puścić w niepamięć.

Pomijam już kwestię uzurpacji Wałęsy. Bo, na jakiej zasadzie były przywódca „Solidarności” przyznał sobie prawo do przyjęcia roli sędziego w nie swojej sprawie? Kto mu udzielił takiego pełnomocnictwa?  Najwyraźniej upoważnienie dał sobie sam. Na mocy swego majestatu. Jakim jednakże prawem? Czy rozmawiał choć z jednym synem, który w 1970 roku miał kilka lat, a jego ojciec został zastrzelony w wyniku decyzji, jaką podejmowali wówczas siedzący dziś na ławie oskarżonych. Czy rozmawiał z którąś z żon jednego z dziewięciu górników zastrzelonych 16 grudnia 1981 r. w kopalni „Wujek”. Zabitych za zgodą gen. Czesława Kiszczaka, który nocą wysłał specjalny szyfrogram, przyzwalający plutonowi specjalnemu ZOMO otwarcie z ostrej broni ognia do bezbronnych ludzi?

Mimo upływu ponad czterdziestu lat od jednej zbrodni i trzydziestu od drugiej, pamięć o nich jest ciągle żywa i obecna w życiu publicznym. Obydwa bunty - ten z 1970 roku i ten z 1981 - zostały przez władzę ludową utopione w krwi. Są zapisane w naszych dziejach najnowszych jako zbrodnie. Do dziś nikt jednak nie poniósł za nie żadnej odpowiedzialności. Nikt nie został ukarany. Choć zbrodniarzy nie trzeba poszukiwać latami po świecie. Żyją nie tylko obok nas, ale co gorsza wśród nas. Co w dodatku najbardziej boli, mają się stokroć lepiej niż ich ofiary. Czasami śmieją się z nas, drwią w żywe oczy, przedstawiając fałszywe wersje pobudek swoich czynów, jak to nagminnie robi gen. Jaruzelski. Innym razem są cyniczni i bezczelni, jak jego druh, gen. Kiszczak, który po jednej z rozpraw mówi do dziennikarzy, że może spotkać się z nimi w restauracji i porozmawiać przy wódce i zakąsce, bo na to go stać. Takich właśnie zbrodniarzy Wałęsa proponuje rozgrzeszyć, choć wie dobrze, że fundamentem rozgrzeszenia jest przyznanie się do winy i skrucha. Nie chodzi o kruchtę kościelną, lecz o elementarną moralność. Jak można odpuścić winy, przebiegłym krętaczom i oszustom? Czy nad tym się Wałęsa przez chwilę zastanowił?

Powodem, który zdaniem Wałęsy, skłaniać winien do darowania win zbrodniarzom jest to, że teraz po latach „nie da się tego dobrze rozliczyć”. Takiego argumentu można użyć w każdym czasie i do każdego procesu. Jeśli zaś chodzi o upływ czasu, który zaciera część śladów i zubaża ludzką pamięć, to wynik kilku rzeczy. Z pewnością jedną z nich to także zaniedbania między innymi samego Lecha Wałęsy, jako jednego najbardziej wpływowych polityków na początku lat 90. Okresu, który z dzisiejszej perspektywy patrząc, wydaje się być optymalnym czasem na procesy rozliczeniowe za zbrodnie dokonane w PRL. Czy on jako prezydent kiwnął palcem, aby spróbować przeprowadzić reformę wymiaru sprawiedliwości, po to choćby tylko, aby odcedzić z sądów i prokuratur agenturę SB, ludzi związanych z nomenklaturą partyjną? To był i być może pozostaje do dziś jeden z głównych czynników, który powoduje, że procesy rozliczeniowe trwają lata i nie mogą się doczekać żadnego rozstrzygnięcia. Czy Lech Wałęsa o tym nie wie?

Jerzy Jachowicz

 

[Fot. Mik]

Autor bloga

JACHOWICZ

Jerzy Jachowicz

Polski dziennikarz, publicysta. Przed 1989 działał w opozycji demokratycznej ("Solidarność"). W latach 1989-2005 był dziennikarzem "Gazety Wyborczej", jednym z prekursorów dziennikarstwa śledczego w Polsce. Zajmował się głównie problematyką przestępczości zorganizowanej i jej powiązań z dawnym aparatem bezpieczeństwa PRL.

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook