Jedynie prawda jest ciekawa

Nitras pokazał na co go stać

30.12.2016

To, co zrobił poseł Platformy Sławomir Nitras, nie mieści się w żadnych normalnych obyczajach.

Zresztą Nitras nie po raz pierwszy podczas obecnej okupacji Sejmu, pokazał na co go stać. Podczas słynnego wieczoru 16 grudnia objawił swoje uliczne wychowanie, niczym pierwszej wody portowy, szczeciński chuligan.

Opowiedział o tym poseł PiS Marek Suski, któremu wierzę, bo nie miał najmniejszego powodu do konfabulacji i rzucania gołosłownych oskarżeń. Otóż, kiedy PiS zdecydował się przeprowadzić głosowanie nad ustawą budżetową na rok 2017 oraz ustawą dezubekizacyjną, Suski poszedł na salę obrad plenarnych, którą już od kilku godzin okupywała opozycja, aby zaprosić posłów PO i Nowoczesnej na posiedzenie do Sali Kolumnowej. Wtedy podszedł do niego poseł Nitras, mówiąc, że „może dać mu w mordę”.

To czego dopuścił się, kilka godzin później, w myśl najbardziej nawet łagodnego kodeksu honorowego powinno wykluczać go z grona posłów. Bezapelacyjnie i ze skutkiem natychmiastowym. Człowiek, który buszuje w rzeczach, należących do innych posłów, korzystając z chwilowej ich nieobecności – jak wiadomo głosowali w tym czasie w Sali Kolumnowej – nie zasługuje nawet na to, aby z nim rozmawiać na ten temat.

W tym kręgu środowisk, które winny ignorować Nitrasa siłą rzeczy nie może być mediów. Ich rolą jest bowiem m.in. poznanie motywów, które popchnęły go do tak nikczemnego zachowania. Może szukał w obcych rzeczach lekarstwa, które miałoby uratować życie jednej z protestujących razem z nim koleżanek partyjnych, np. Małgorzacie Kidawie-Błońskiej, albo choćby jemu samemu. Można by się zastanawiać wtedy, czy to nie jest powód, który usprawiedliwia takie niecodzienne zachowanie.

Żałosne są inne okoliczności związane ze skandalicznym szperaniem Nitrasa. Najpierw jego tłumaczenie przed mediami. - Chciałem pełnić rolę dziennikarza, bo dziennikarzy wyproszono z Sejmu - mówił. Podłość tego wyjaśnienia ma wymiar podwójny. Argument w sposób oczywisty jest kłamliwy. Materiał dziennikarski chciał zdobyć w obcych torbach i schowkach przy poselskich siedzeniach przeciwników politycznych? Niech się nie ośmiesza. Swoją małą podłość, wykorzystuje do tego, aby uderzyć nią w PiS. Zamienic na polityczną korzyść. W jaki sposób? Ano ten, że – jak wyjaśniał - został zmuszony do wzięcia na własne barki roli dziennikarza wyjątkową okolicznością A było nią – o czym już sam Nitras nie miał potrzeby nawet mówić, bo wszyscy o tym wiedzieli – polecenie pisowskiego marszałka Sejmu, aby wszystkie media opuściły Sejm.

O wiele bardziej krępujące jest to, że w zdrowym organizmie społecznym, w tym przypadku partii czy klubie parlamentarnym, zachowanie Nitrasa byłoby uznane za naganne i kompromitujące. A tu mamy sytuację odwrotną. Pozostali członkowie Platformy stoją murem za zdemoralizowanym, prymitywnym Nitrasem. A Kidawa-Błońska wspina się – jak uwielbia banalny ten zwrot jej kolega partyjny Sławomir Neumann – na szczyty hipokryzji. Tłumaczy Nitrasa, jakoby zobaczył w ławach poselskich PiS książki leżące na podłodze. Chciał zobaczyć, jakie to pozycje.

Sami państwo widzicie, jak go Kidawa-Błońska krzywdzi, pomijając całkowicie jego dorobek dziennikarski.

Autor bloga

JACHOWICZ

Jerzy Jachowicz

Polski dziennikarz, publicysta. Przed 1989 działał w opozycji demokratycznej ("Solidarność"). W latach 1989-2005 był dziennikarzem "Gazety Wyborczej", jednym z prekursorów dziennikarstwa śledczego w Polsce. Zajmował się głównie problematyką przestępczości zorganizowanej i jej powiązań z dawnym aparatem bezpieczeństwa PRL.

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook