Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Niesiołowski spoko. Donek cię nie ruszy

16.05.2012

Nie wierzę za grosz Donaldowi Tuskowi, który zapowiada, że chce skarcić Stefana Niesiołowskiego za jego zachowanie w ostatni piątek pod Sejmem.

Negatywny zaś bohater jest – jak kiedyś mawiano - mocny tylko w gębie. I to tylko wtedy, gdy mu za to nic nie grozi. W innych przypadkach wykazuje naturę zająca. Nie po raz pierwszy przybiera postać naleśnika wobec lidera swojej partii.

Jak wiadomo, były wicemarszałek Sejmu zaatakował znaną dokumentalistkę, Ewę Stankiewicz. Dzielna ta kobieta usiłowała namówić znanego posła do krótkiej rozmowy o tym, w jaki sposób próbuje czmychnąć kuchennymi schodami z Sejmu. Próbował wydostać się z pułapki, gdyż wszystkie legalne wyjścia były pilnie strzeżone przez wkurzonych demonstrantów „Solidarności”. Wnerwiła ich pani marszałek Sejmu Ewa Kopacz, która postanowiła, że nie wpuści na galerię przedstawicieli władz związku. W rewanżu za tę niezrozumiałą restrykcję szefowej Sejmu, rodem z PRL (Kopacz też – 1956), związkowcy postanowili przytrzymać tych posłów, którzy głosowali za przyjęciem ustawy emerytalnej forsowanej przez PO. Niesiołowski nie chciał ze Stankiewicz rozmawiać. Po prostu źle znosi nie tylko liderów PiS, ale też dziennikarzy, których uważa za sprzymierzeńców partii Jarosława Kaczyńskiego. Ona była uparta, więc coś odepchnął od siebie. On twierdzi, że wyłącznie kamerę. Dziennikarka mówi, że także ją.

Do tej mało przyjemnej sytuacji wmieszał się sam premier Donald Tusk. Postanowił niczym chirurg skalpelem przeciąć ropiejący wrzód. Domaga się – i tu pojawia się zasadnicza niepewność. Jeden e-mail mówi, że premier żąda, aby Niesiołowski za swoje zachowanie przeprosił Ewę Stankiewicz. W drugim, notatka podpowiada, że Niesiołowski i Stankiewicz mają się wzajemnie przeprosić i pogodzić.

Jakkolwiek by nie było, Tusk chce stworzyć pozory, że opowiada się po stronie dobrego wychowania, przyzwoitości wobec kobiety, stąd wstępna reprymenda udzielona Niesiołowskiemu. Ten ostatni zaś, podejmuje próbę wywikłania się z opresji, jakiej podlega od kilku dni. Idzie mu to niesporo. Dlatego, że nie potrafi przyznać się do wybuchu swojej agresji. Uporczywie mówi, że ogień wszczęła dziennikarka, a on tylko – niewiniątko - niepotrzebnie ogień podsycał. Kaja się dość tchórzliwie przed Tuskiem, zapowiadając, że potulnie podporządkuje się decyzjom szefa partii. Nie pierwszy raz słyszę z jego ust te tony służalczości. Niepotrzebnie. Taki mądry pan profesor to on jest. Niepotrzebnie składa takie niewolnicze deklaracje. Jest przecież niezwykle cennym nabytkiem w zbiorze Donalda Tuska. Smokiem ziejącym trującą lawą w kierunku PiS. Jakże cenną szczególnie po odejściu z Platformy Janusza Palikota.             

Autor bloga

JACHOWICZ

Jerzy Jachowicz

Polski dziennikarz, publicysta. Przed 1989 działał w opozycji demokratycznej ("Solidarność"). W latach 1989-2005 był dziennikarzem "Gazety Wyborczej", jednym z prekursorów dziennikarstwa śledczego w Polsce. Zajmował się głównie problematyką przestępczości zorganizowanej i jej powiązań z dawnym aparatem bezpieczeństwa PRL.

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook