Jedynie prawda jest ciekawa

Nie wart, by wymieniać jego nazwisko

24.10.2012

Kiedy różni lewacy, szczególnie ci z Ruchu Palikota, mają kompletną pustkę w głowie, a chcieliby o sobie przypomnieć, pokazać jacy to oni są aktywni, jakie mają wspaniałe, pełne życzliwości serca, uznają, że najlepszą demonstracją takiej postawy, uratowania siebie od zapomnienia, jest atak na Kościół katolicki.

Przy jednej z wcześniejszych okazji wspominałem, że nawyk ten wzmacniany jest przekonaniem, iż atak na polski kler otworzył zbieraninie Palikota drogę do Sejmu.

Teraz jeden z tej zbieraniny, przestraszony podobnie jak pozostali tym, że od wielu miesięcy w sondażach są poniżej progu wyborczego, a więc, według tych prognoz, w następnej kadencji znajdą się poza parlamentem, przypuścił przedziwny atak na Kościół. Nie wymieniam nawet jego nazwiska z premedytacją, bo doprawdy nie jest wart tego, żeby upowszechniać je w świadomości opinii publicznej. Wzbogacę tylko jego wątpliwej jakości biografię polityczną przypomnieniem, że któregoś razu z trybuny sejmowej postawił zarzut Jarosławowi Kaczyńskiemu  i PiS-owi, że pozostają na usługach tajnych służb Rosji. To było jednak dawno i wszyscy o nim i jego absurdalnym oskarżeniu zapomnieli. Można by powiedzieć, że oskarżenie owo żyło tak długo, jak on mówił. To, o który dziś chcę powiedzieć, będzie prawdopodobnie miało niewiele dłuższy żywot. Zwracam na nie uwagę, bo cynizm i bezczelność tego ataku, przypomina najgorsze czasy PRL, kiedy funkcjonował Urząd do Spraw Wyznań. Patrząc na dzisiejsze zapędy owego członka Klubu Poselskiego RP, oraz zamiłowanie do tajnych służb, byłby świetnym kandydatem na szefa Urzędu do Spraw Wyznań, przynajmniej na szczeblu wojewódzkim. Inne czasy, inne są możliwości owego wroga Kościoła. Na szczęście niedostępne są dziś dla niego administracyjne metody oddziaływania na Kościół. Zaapelował więc do przewodniczącego  Episkopatu arcybiskupa Józefa Michalika oraz prymasa Polski abpa Józefa Kowalczyka, żeby zlicytowali jakąś kościelną nieruchomość, a zdobyte w ten sposób fundusze przekazali jednej z placówek opiekuńczo-leczniczych dla dzieci. Palikociarz ten rzucił, że to dla Kościoła byłby drobiazg, bo „majątek kleru w Polsce to są biliony złotych”.  Aby to wyzwanie rzucone Kościołowi  było odpowiednio słyszalne i nagłośnione, swój apel wygłosił podczas specjalnej konferencji prasowej w Sejmie. Nie zaniedbał niczego ze swoich partyjnych powinności. We właściwej chwili podkreślił, że Kościół katolicki nie tylko dotknęła demoralizacja, ale że jest zdemoralizowany maksymalnie.

Trochę może dziwić, że od kogoś, kto jest maksymalnie zdemoralizowany poseł domaga się pieniędzy na szlachetny cel. Może chodzi mu o odkupienie w ten sposób grzechów. Czy on sam też ma co odkupować? Jak wyjaśnił od lat prowadzi działalność charytatywną i wspiera wiele fundacji. Nie wymienił jednak jakie fundacje wspiera, a dociekliwi dziennikarze nie dopytali go o tę ważną kwestię.

Wezwanie posła z RP dotarło do niektórych dostojników Kościoła. – Cudzym bardzo chętnie wszyscy się dzielą – skwitował przytomnie apel biskup Tadeusz Pieronek. Przypomniał, że Janusz Palikot, nie jest człowiekiem klepiącym biedę, jeśli miał prywatny samolot. Jeśli dobrze zrozumiałem biskupa Pieronka, w jego stwierdzeniu zawarta jest pewna sugestia.                    
Troszkę dosadniej, niech sami czytelnicy rozstrzygną czy trafniej, akcję posła RP ocenił prof. Tadeusz Bartoś z Akademii Humanistycznej im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku. – To arogancka postawa -  powiedział prof. Bartoś. - Rozporządzanie czyimiś pieniędzmi i tłumaczenie komuś, jak ma uprawiać miłosierdzie, jest niestosowne - dorzucił.
Najbardziej podoba mi się  odpowiedź  abp Leszka Głódzia, który uciął, że na tego typu apele nie będzie w ogóle odpowiadał. Natychmiast skorzystałem z tej rady i przestałem dalej pisać o apelu owego posła od Palikota.

Jerzy Jachowicz

Autor bloga

JACHOWICZ

Jerzy Jachowicz

Polski dziennikarz, publicysta. Przed 1989 działał w opozycji demokratycznej ("Solidarność"). W latach 1989-2005 był dziennikarzem "Gazety Wyborczej", jednym z prekursorów dziennikarstwa śledczego w Polsce. Zajmował się głównie problematyką przestępczości zorganizowanej i jej powiązań z dawnym aparatem bezpieczeństwa PRL.

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook