Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Nie ma co zwlekać w sprawie Gowina

28.08.2013

Zaczęło się przedstawienie, którego finał jest znany. Scenariusz jest już rozpisany. Trzeba go tylko odegrać przed oczami opinii publicznej. To nieważne, że publiczność, czyli opinia publiczna, w zdecydowanej większości wie, iż to tylko gra na jej użytek.

Istotne, że aktorzy grają role niewiniątek, a główny – anioła. Bez skrzydeł, ale anioła. Wedle tej inscenizacji jest wykluczone, żeby Donald Tusk wyrzucił Jarosława Gowina z Platformy. Lider PO absolutnie tego nie chce. Jeśli tak się stanie, to tylko dlatego, że zostanie do tego zmuszony przez innych działaczy. Przez doły partyjne. Ma najlepsze intencje wobec swego niedawnego konkurenta do fotela przewodniczącego. Chciałby nawet z Gowinem współpracować. Pod jednym wszakże warunkiem, że krakowianin będzie lojalny wobec PO i jej przywódcy. Czy to takie trudne? Wystarczy troszkę dobrej woli z drugiej strony. Tylko czy Tusk może na to liczyć? Na to właśnie pytanie odpowiadają inni. Tuskowi nie pozostaje nic innego jak tylko wsłuchać się w ich głosy.  I jak prawdziwy pasterz, dbający o całą trzodę, wydalić czarną owcę ze stada.

Wyrafinowana metoda niebrudzenia sobie rąk, gdy trzeba pozbyć się niewygodnych ludzi z partii, została przez Donalda Tuska opanowana do perfekcji. Zawsze robią to za niego inni. Do czasu, kiedy sam nie został odsunięty od pańskiego stołu, robił to Grzegorz Schetyna. Zwykle po cichu. Ponieważ trudno znaleźć „politycznego zabójcę” równie utalentowanego jak Schetyna, zmienił się w Platformie sposób przygotowania do wyrzucenia Gowina. Sięgnięto do sprawdzonej metody stosowanej w przodującym, pierwszym na świecie państwie komunistycznym. Apele publiczne i listy dołów partyjnych, ale zdarzało się, że i listy oburzonych czytelników, prostych obywateli wpływały na zmiany kadrowe na szczytach radzieckiej władzy.

W naszych polskich, demokratycznych warunkach w PO taką rolę spełniają członkowie partii z drugich szeregów. Iwona Śledzińska – Katarasińska puściła maszynkę, jak przystało na kobietę, delikatnie. Zamierza zgłosić wniosek o zawieszenie na kilka miesięcy w prawach członka trzech partyjnych kolegów – Johna Godsona (to już chyba nieaktualne), Jacka Żalka i proszę sobie wyobrazić przewodnika tej dwójki po wyboistej drodze polityki – Jarosława (nawiasem mówiąc, czy rodzice Gowina nie mieli lepszego pomysłu na imię?). Żeby rozwiać wątpliwości do przedstawienia wprowadzono niejakiego Andrzeja Biernata z miasta Pabianice. Różnie o nim mówią, ale na razie, tzn. do obecnie rozpoczętego spektaklu, nie ujawniał uzdolnień jasnowidza. To się zmieniło. – Nie wierzę w jego nawrócenie – rozwiewa Andrzej Biernat resztki wątpliwości tych, którzy mogli wyobrażać sobie cudowną przemianę Jarosława Gowina. Jak w dobrej sztuce Biernat chce jeszcze podtrzymać napięcie i daje sobie czas do zastanowienia, „czy jest sens odwlekania złożenia wniosku o wyrzucenie Jarosława Gowina z partii”. 

Jeśli miałbym podpowiadać, panie pośle, powiedziałbym: - Nie ma co zwlekać. 

Jerzy Jachowicz

 

Autor bloga

JACHOWICZ

Jerzy Jachowicz

Polski dziennikarz, publicysta. Przed 1989 działał w opozycji demokratycznej ("Solidarność"). W latach 1989-2005 był dziennikarzem "Gazety Wyborczej", jednym z prekursorów dziennikarstwa śledczego w Polsce. Zajmował się głównie problematyką przestępczości zorganizowanej i jej powiązań z dawnym aparatem bezpieczeństwa PRL.

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook