Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Nie ma co, Kaczyński groźniejszym terrorystą niż ten z Krakowa

03.12.2014

Jak się nazywał ten facet z Krakowa, który chciał wysadzić w powietrze polski parlament wraz z najważniejszymi osobami w państwie – prezydentem i premierem? Bodajże Brunon K., z zawodu chemik. Nie udało mu się zrealizować swojego planu, gdyż wcześniej wypatrzyła go przez lornetkę ABW.

Ostatnio nieuzbrojonym, jak mówi się  potocznie gołym okiem, a więc bez użycia lornetki, innego terrorystę wypatrzył prezydent Komorowski. Jest nim Jarosław Kaczyński. Ten z kolei podkłada ładunek wybuchowy pod demokrację.  Czym bowiem dla Brunona K. miała być saletra dowieziona do Warszawy na wojskowym SKOCIE, tym dla Kaczyńskiego jest oskarżenie o fałszerstwo w wyborach.  Z tym, że prezydent Komorowski nie jest do końca zdecydowany, czy chodzi o wysadzenie w powietrze demokracji, czy też „przejaw cynicznej walki politycznej”, czy wreszcie „element gry partyjno-politycznej”. 

Wszystkie te myśli prezydenta są niezwykle zapładniające do tego, aby zdemaskować prawdziwe intencje Kaczyńskiego, ale zrozumieć je będzie można w chwili, gdy pan prezydent wypełni je jakimiś  konkretami. Wyłuszczy bliżej, co ma na myśli. Inaczej łatwo się w jego błyskotliwych opiniach pogubić. A to mogłoby być poważną stratą i niedopatrzeniem, gdyż nie dałoby się przygwoździć Kaczyńskiego tak, jak na to zasługuje.  Jestem pewien, że najłatwiej, a zarazem najskuteczniej można by to zrobić, gdyby potwierdziło się, że to „element gry partyjno-politycznej”.  Każdy wie, o co chodzi. Nie ma potrzeby  rozwijania tego zarzutu.  

Prezydent  Komorowski, co najważniejsze bezbłędnie obalił zarzut o fałszerstwie wyborów. Jego wyjaśnienie pokrywa się z argumentami adwokata, broniącego złodziei samochodów, siedzących na ławie oskarżonych. - To prawda wysoki sądzie, że w pociągu tym transportowano setki  samochodów. Czy można jednak mówić o okradzeniu ich właścicieli, jeśli na jednym postoju nieodpowiedzialny synalek miejscowego gangstera ściągnął z lawety trzy cacka, a na następnym węźle kolejowym nadambitny komisarz policji zapragnął mieć nowiutkie volvo. Więc nakłonił swoich podwładnych, aby mu skręcili ciemne volvo terenowe. 

- Czy zaraz należy mówić o kradzieży? Nie przesadzajmy – tonuje oskarżenia prezydent.  - W  jednej komisji lokalnej troszeczkę głosów, w drugiej nieco, w innej też, ale bardzo nie wiele. Czy można nazywać to fałszowaniem?   

Autor bloga

JACHOWICZ

Jerzy Jachowicz

Polski dziennikarz, publicysta. Przed 1989 działał w opozycji demokratycznej ("Solidarność"). W latach 1989-2005 był dziennikarzem "Gazety Wyborczej", jednym z prekursorów dziennikarstwa śledczego w Polsce. Zajmował się głównie problematyką przestępczości zorganizowanej i jej powiązań z dawnym aparatem bezpieczeństwa PRL.

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook