Jedynie prawda jest ciekawa

Nasi piłkarze jadą do Brazylii

25.09.2013

W cichości ducha od pewnego czasu, myślę, że nie można mówić o latach, ale o kilkunastu miesiącach na pewno, snuły mi się po głowie plany, z którymi nie śmiałem się z nikim dzielić, a o których dość podobnych do moich, głośno przed kilkoma dniami powiedział największy futurysta naszych czasów, Lech Wałęsa.

Najpierw zaczął mówić o tym, że jest gotowy na ostatnią podróż w zaświaty, ale ponieważ nikt nie brał tego poważnie, ani też mu nikt tego nie życzył, ta prognoza minęła bez większego echa. Mnie na razie eschatologia nie pociąga, bo mam jeszcze sporo różnych zaległości i zobowiązań, więc ostateczny krok mógłby być odczytany jako rejterada od trudności. A przecież jestem do nich nawykły i to od samej kołyski, bo rodziłem się w huku odgłosów wojny światowej. Tej drugiej. Nie czas teraz wspominać przeszłość, w większości smutną, niekiedy tragiczną, jeszcze rzadziej w swych absurdach komiczną. Interesuje nas przyszłość, wszak o niej tu mówimy.  
Na wstępie muszę wyznać, ze nie byłem tak odważny jak Lech Wałęsa. Myślałem żeby Polska połączyła się z jakimś innym krajem, podobnie jak my skromnym, nie za dużym. Takim, żeby obydwa miały z tego korzyści. Bo jak mówią – co dwóch, to nie jeden. Widziałem tylko jedno rozwiązanie – połączyć się z Czechami lub Słowacją, a najlepiej z obydwoma. Przy czym jedna rzecz w tym zjednoczeniu pociągała mnie najbardziej –wspólne, wspaniałe góry. Słowacy sprowadzą na część naszych Tatr i Karkonoszy swą nowoczesną myśl techniczną, zbudują po naszej – przepraszam po tej stronie – doskonałe wyciągi i udoskonalą trasy. Jeszcze nie wymyśliłem nazwy dla tego nowego bytu państwowego, ale już przyszła mi do głowy reklama w której głównym słowem będzie „Raj”. Każdy domyśli się, że chodzi o raj dla narciarzy. Właściwie  na tym moja futurologia się kończyła. Projekt Wałęsy obejmuje na szczęście zagadnienia o wiele szerzej. Myśli o strukturach ekonomicznych, obronnych i różnych innych, o których na razie milczy, żeby nie wyjawić światu wszystkich tajemnic związanych z jego pomysłem. Muszę mu przyznać, że państwo z którym mamy się zjednoczyć, jest dla nas niezwykle atrakcyjne. Jeden kłopot – co zrobić z przeszłością? Bo Wałęsa myśli o Niemczech. Z naszym zachodnim sąsiadem mielibyśmy stworzyć jedność pod oryginalną nazwą „Europa”. Byłyby zapewne jakieś kłopoty na samym początku w rodzaju,  kto ma być prezydentem, premierem, czy utrzymać urząd kanclerski, które z miast miałoby być stolicą nowego państwa, itp. Na szczęście Wałęsa ma głowę nie od parady i poradziłby sobie z tymi wszystkimi problemami. Żeby go jakoś zadowolić, zaraz na początku przyznałbym mu tytuł doktor honoris causa „Europy”.
 Jego pomysł tak mi się podobał, że zadzwonię do naszego noblisty oraz głównego bohatera filmu Andrzeja Wajdy „Wałęsa. Człowiek z nadziei”, jutro z samego rana. Spróbuje go nakłonić, żeby swój wspaniały pomysł spróbował zrealizować do końca tego roku. Wtedy nasza reprezentacja piłkarska pojechałaby na mistrzostwa świata do Brazylii, a ja po raz pierwszy dopingowałbym niemieckich zawodników.

Autor bloga

JACHOWICZ

Jerzy Jachowicz

Polski dziennikarz, publicysta. Przed 1989 działał w opozycji demokratycznej ("Solidarność"). W latach 1989-2005 był dziennikarzem "Gazety Wyborczej", jednym z prekursorów dziennikarstwa śledczego w Polsce. Zajmował się głównie problematyką przestępczości zorganizowanej i jej powiązań z dawnym aparatem bezpieczeństwa PRL.

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook