Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Myślący Schetyna

12.09.2012

Schetyna walczy o swój polityczny byt. Zdaje sobie sprawę, że poza PO nie ma dla niego miejsca w polityce.

Nikt tak wytrawnego i niebezpiecznego gracza, mającego ogromny apetyt na władzę, nie przytuli pod własne skrzydła. Zresztą, gdzie miałby pójść. Jedyne potencjalne miejsca z punktu widzenia ideowego (przynajmniej dla pozoru) to Ruch Palikota lub PSL. W partii ludowców jest jednak sporo chętnych do przywództwa, tak wyćwiczonych w wojnach podjazdowych, że Schetyna musiałby by mieć nóż na gardle, by tam zawędrować. Jako człowiek z dużego miasta i całe życie z nim związany, dla wyborców PSL byłby niewiarygodny. Mógłby przepaść w swoim pierwszym starcie do wyborów parlamentarnych z list PSL. Trochę lepiej stałyby jego akcje w Ruchu Palikota. Po dogadaniu się z Palikotem i Bronisławem Komorowskim, tej trójce było zawsze najbliżej do siebie, mógłby po drugiej kadencji prezydentury Komorowskiego, czyli za sześć lat, wystartować w wyścigu do Belwederu. W tej chwili musi walczyć, by po prostu nie utonąć. A jak wiadomo tonący… Z czego wynika nerwowe posunięcie Schetyny? Powszechnie wiadomo, że o miejscu Schetyny w hierarchii partyjnej, praktycznie równej zakresowi władzy, decyduje wyłącznie, jednoosobowo Donald Tusk. I dopóki Tusk będzie na czele Platformy, Schetyna na przywrócenie do łask nie ma co liczyć. A jednak natura polityka jest silniejsza od zdrowego rozsądku, który podpowiada: - „Nie podlizuj się, bo to nie przyniesie dla ciebie żadnych korzystnych zmian. Da za to twojemu ciemiężcy nowy powód do satysfakcji”. Na to Schetyna odpowiada: - „A nuż da się nabrać. Przyjmie moją postawę, jako wiernego mu przyjaciela, gotowego zawsze iść na pomoc w ciężkich momentach”. A moment jest wyjątkowo trudny dla Donalda Tuska. Pewnie najtrudniejszy, jaki mu się przydarzył w ciągu pięciu lat jego niepodzielnej władzy. Tu Amber Gold, obnażający, w najlepszym przypadku, niedowład państwa, ale wydobywający na światło dzienne różne kompromitujące wątki działaczy Platformy z Wybrzeża. I to pierwszego garnituru partii, rzec by można, lokalnej reprezentacji. I jeszcze sprawa syna. Potrzebna premierowi jak piąte koło u wozu. Niby Giertych obiecał, że odciągnie nieco uwagę od głównego niebezpieczeństwa, grzebania przez media kolejnych odnóg sprawy Marcina P., jego Amber Gold i OLT Express. Zamiast przyblokowania i wyciszenia sprawy, Giertych przez swoją megalomanię, „parcie na szkło”, zogniskował aferę na powrót na Michale Tusku i jego ojcu, premierze. Uwikłanym w kłamstwa, wygłoszone publicznie.

Jakby mało było nieszczęść, Kaczyński wystąpił z programem naprawy finansów państwa. Nadał temu taką rangę, że może to grozić trwałym zachwianiem dotychczasowych wyników sondaży popularności poszczególnych partii. Na czoło może się wysunąć PiS. To ostania rzecz, jakie by chciał Donald Tusk.

I w takim właśnie idealnym momencie dla własnych interesów, przed szereg wysuwa się Grzegorz Schetyna. Kłania się nisko szefowi partii i mówi, że pognębi Jarosława Kaczyńskiego, ostatnią przyczynę złego samopoczucia premiera. I zaraz potem odświeża stary motyw. Jarosław Kaczyński i Zbigniew Ziobro  mogą stanąć przed Trybunałem Stanu. - Obaj są winni śmierci Barbary Blidy - powtarza głośno za SLD Schetyna. Musi sobie zdawać sprawę z groteskowości swego okrzyku. Prokuratura dawno orzekła, że ich koledzy po fachu z Katowic, nie naruszyli prawa, nie popełnili też błędu, wydając polecenie rewizji w domu Barbary Blidy i wniosek o zatrzymanie i dowiezienia jej na przesłuchanie. Dla niektórych polityków Platformy, podobnie jak dla większości postkomunistów, oceny prokuratury nie są ważne. Istotne jest, że Jarosław Kaczyński i Zbigniew Ziobro stworzyli atmosferę, w której możliwe się stały działania prokuratury wymierzone przeciwko Blidzie. „Ta potworna atmosfera” to zresztą jedyny pomysł strategiczny Platformy na wybory: znaleźć coś, by móc straszyć ludzi, czym grozi głosowanie na PiS. Schetyna próbując zdobyć punkty u Tuska, nic mądrzejszego nie był w stanie wymyślić. Ale podobno cały czas myśli.


Jerzy Jachowicz

Autor bloga

JACHOWICZ

Jerzy Jachowicz

Polski dziennikarz, publicysta. Przed 1989 działał w opozycji demokratycznej ("Solidarność"). W latach 1989-2005 był dziennikarzem "Gazety Wyborczej", jednym z prekursorów dziennikarstwa śledczego w Polsce. Zajmował się głównie problematyką przestępczości zorganizowanej i jej powiązań z dawnym aparatem bezpieczeństwa PRL.

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook