Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Lecha Wałęsy kolejne kłamstwo

13.03.2013

Lech Wałęsa lubi zaskakiwać. Czasami można odnieść wrażenie, że dzieje się to trochę poza kontrolą jego umysłu. Nie chodzi o różnego rodzaju lapsusy językowe, które potem wchodzą do potocznego języka, jako jego swoista karykatura i znajdują miejsce niemal jako przysłowia, jak np. „Odpowiem wymijająco wprost” czy „Moja ilość trochę psuje moją jakość”.

Myślę o jego opiniach jako politycznego eksperta, ostatnio też jako regulatora obyczajów, wskazującego miejsce gejów w przestrzeni publicznej i wreszcie jako posiadacza tajemnic, dzielącego się niektórymi z nich z opinią publiczną.

Jedną z tych tajemnic zaskoczył setki tysięcy widzów, oglądających poniedziałkowy program telewizyjny Tomasza Lisa. - Zgłoszono mi Kwaśniewskiego jako agenta – powiedział to tak naturalnie, jakby np. przyjmował zapisy kandydatów do programu „Taniec na lodzie” i poinformował nas, że właśnie „zgłoszono”, dajmy na to, Marię Czubaszek. W następnych zdaniach wzmocnił i rozszerzył „zgłoszoną” informację: - Dowiedziałem się, że Kwaśniewski był tajnym współpracownikiem SB. Ale nie robiłem z tego powodu przewrotu majowego, bo nie jestem Piłsudskim i wierzę w demokrację – wyjaśniał Wałęsa swoje głębokie motywy.  Choć Aleksander Kwaśniewski „popsuł mu koncepcję” Polski w Europie, nie posłuchał innych – taki był samodzielny w swych decyzjach - którzy przekonywali go, że trzeba zrobić porządek z agentami.

W tej zaskakującej spowiedzi Lecha Wałęsy, chcę zwrócić uwagę na dwa wątki. Wbrew temu, o czym jest przekonany Wałęsa, obydwa świadczą o nim fatalnie. Jako o mężu stanu, za jakiego chce uchodzić. Po wtóre, jako o człowieku. Oburzają mnie frazesy jakie Wałęsa wypowiada na temat demokracji i swojej roli w rzekomej jej obronie, by na końcu wyrazić ubolewanie, że nie o taką demokrację i nie o taką Polskę, jak obecna, walczył.

Nie dostrzega tylko swojego wkładu w to, że polska demokracja od początku swego rozwoju zaczęła płynąć w zatrutym korycie rzeki i stąd jej dzisiejsza w najwyższym stopniu zdegenerowana postać. Dwa filary każdej demokracji, jakimi są media i sądownictwo, zostały u nas zawłaszczone, czy jak kto woli, podporządkowane obozowi władzy. Brak w Polsce normalnego działania tych dwóch narzędzi kontrolujących władzę, skutkuje tym, że degenerują się również inne agendy państwa i inne jego sektory. Nieujawnienie przez Wałęsę faktu tajnej współpracy Kwaśniewskiego ze służbami specjalnymi PRL, kwalifikuje się jako przestępstwo, bo musiał wiedzieć, że wtłacza demokrację do zatrutej rzeki. Wałęsa doskonale zdawał sobie sprawę, że nie chroni jakiegoś tam wójta z gminy Wałęsowo, który obejmie swój urząd, lecz człowieka, który ma największą w Polsce władzę, ogromne wpływy, a sam będzie pozostawał pod wpływami i naciskami całej ogromnej spuścizny z czasów PRL. Politycznej, ekonomicznej, finansowej, prokuratorskiej, sądowniczej, policyjnej, naukowej, kadr uniwersyteckich, medialnej, itd., itd. I że to wiano wniesione przez Kwaśniewskiego będzie potężnym i niebezpiecznym wrogiem demokracji. Więc niechaj teraz Wałęsa nie opowiada bzdur bądź  kłamstw, że robił to, bo wierzył w demokrację.

Prawdopodobnie prawdziwym motywem, rzekomej ochrony Kwaśniewskiego przed zdemaskowaniem jako agenta SB, był to, że ujawnienie związków Kwaśniewskiego ze służbami PRL, groziło wybuchem „afery Wałęsy” jako konfidenta  SB w latach 70. Praktycznie przesądzało o zrzuceniu Wałęsy z piedestału narodowego bohatera, który w pojedynkę obalił komunizm.

Dopóki Wałęsa sam nam nie powie, jak wygląda prawda, a dotychczasowa jego postawa wskazuje, że będzie milczał i tę tajemnice zabierze ze sobą do grobu, będziemy się tylko gubić w domysłach. Czy samo wyobrażenie Lecha Wałęsy, co się może wydarzyć, kiedy zostaną ujawnione jego agenturalne związki z SB, było wystarczającą blokadą, przed przyznaniem się do dawnej współpracy? Czy być może było tak, że jedni namawiali go, aby ujawnił agenturę Kwaśniewskiego, a inni przestrzegali go przed zrobieniem tego? I życzliwie dodawali, że Kwaśniewski wyjdzie z tych oskarżeń bez skazy, za to zadbają, aby dla Wałęsy sprawa skończyła się katastrofą. Ciekawe, prawda?

Jerzy Jachowicz

Autor bloga

JACHOWICZ

Jerzy Jachowicz

Polski dziennikarz, publicysta. Przed 1989 działał w opozycji demokratycznej ("Solidarność"). W latach 1989-2005 był dziennikarzem "Gazety Wyborczej", jednym z prekursorów dziennikarstwa śledczego w Polsce. Zajmował się głównie problematyką przestępczości zorganizowanej i jej powiązań z dawnym aparatem bezpieczeństwa PRL.

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook