Jedynie prawda jest ciekawa

Kto ma walczyć w Brukseli o obronę polskich zmian?

06.01.2016

W zaplanowanej dokładnie za tydzień debacie w Unii Europejskiej o sytuacji w Polsce z pewnością weźmie udział grupa polskich deputowanych, którzy potrafią przedstawić prawdziwy obraz polskich zmian i dowieść, że w Polsce nikt nie łamie konstytucji, zmiany przebiegają zgodnie z demokratycznymi regułami.

Grupa ta będzie miała przeciwko sobie inną grupę, także polskich deputowanych, reprezentujących Platformę Obywatelską. To przecież ci ostatni są inspiratorami tej debaty. Złożyli do władz UE donosy na Polskę wspólnie z liderami tej partii w Polsce oraz mającą ten sam interes partią Ryszarda Petru. Nowoczesną. A interes ten jest oczywisty. Nawet kosztem skompromitowania w opinii Europy obecnej ekipy rządzącej, uniemożliwić jej przeprowadzenie następnych zmian, a już dokonane zablokować lub zmienić je w korzystne dla obecnej opozycji wersje. Zaś celem głównym jest po prostu jak najszybsze obalenie tej władzy poprzez doprowadzenie do nowych wyborów parlamentarnych, nie czekając na wybory w przewidywanym czteroletnim cyklu.

Sędziowie w tej sprawie, czyli euro parlamentarzyści będą w prawdziwym kłopocie, bo tak naprawdę będą mieli „słowo przeciwko słowu”. Co dla Polski jednak niekorzystne, to fakt, że donosicieli po polskiej stronie będą reprezentowali – jeśli nie oficjalnie, co jest dość prawdopodobne, to zakulisowo – polskie tuzy w Brukseli, z których największym jest Donald Tusk jako szef Rady Europy.

Dlatego moim zdaniem, powinna znaleźć się w Brukseli reprezentatywna grupa nazwijmy ją niezależnych ekspertów, którzy nie są związani z żadnym, znajdującym się w polskim Sejmie ugrupowaniem politycznym ani z jakimkolwiek medium, któremu można bez zastanowienia przypisać dość silny związek ideowy bądź z partia rządzącą bądź z którymś ugrupowaniem opozycyjnym. Powinni być to ludzie oficjalnie reprezentujący rząd. Poproszeni i zaproszeni do jednorazowego „reprezentowania” rządu ze względu na interes państwa. Praktycznie ich opinie musiałyby być respektowane z dość oczywistych powodów. Nie są stronami silnie zaangażowanymi ze względów politycznych spór ani ze względów emocjonalnych, które widoczne są podczas sporów toczonych w polskich mediach. Poza tym można ich śmiało określić mianem ekspertów, mają bowiem w swoich dziedzinach i znaczący dorobek i spore doświadczenie. Z tych powodów bardzo wysoka jest też ich wiarygodność.

Biorąc za podstawę typowania kandydatów do takiej grupy niezależnych ekspertów, aktualne opinie, co ważne, wypowiadane publicznie przez tych ludzi, do głowy przychodzą mi trzy nazwiska.

Pierwszym, którego prosiłbym o podjęcie się takiej roli byłby Leszek Miller. Akurat w kwestiach, jakie mają być omawiane w Brukseli, byłby absolutnym autorytetem. A dwa dni temu powiedział: - W Polsce nie jest dokonywany żaden zamach stanu, bo zamach stanu jest dokonywany zwykle przeciwko legalnie wybranym władzom. PiS nie dokonuje zamachu stanu przeciwko sobie. To demontaż układu, który przejął państwo na okres 8 lat. Równie ważne i prawdziwe rzeczy mówi Leszek Miller o zachowaniu prof. Rzeplińskiego.

W gronie ekspertów widziałbym też prof. Kazimierza Kika. Ma podobną zaletę jak Leszek Miller. Ma za sobą wieloletnią przeszłość w partii i do dziś pozostaje wierny poglądom lewicowym, bliskim SLD. W żaden sposób nie można podejrzewać go o sympatie do PiS, a jednak twierdzi, że obecnemu rządowi należy teraz pozwolić działać, nie zaś przeszkadzać. Rządząca partia pokazała, w jak kiepskim stanie jest polska demokracja i próbuje ją naprawić. Źle się dzieje, jeśli w tym momencie pojawią się krzyk protestu – wyjaśnia prof. Kik.

W momencie, kiedy w Brukseli doszłoby do ataku na nowelizację ustawy o mediach publicznych, niezwykle cenny byłby głos Maxa Kolonki. Od kilku lat jego niezależność pozostaje poza wszelkim podejrzeniem. Uprawia nasz zawód w pełnej izolacji od dwóch kontrastujących środowisk – centrowo-prawicowym, od którego nie mogę się przecież odżegnywać oraz środowiskiem mainstreamu związanego z niedawną władzą, a dziś obecną opozycją. Nie należy też do żadnej koterii. Ma bardzo trzeźwą ocenę histerii części środowiska dziennikarskiego w reakcji na czekające nas zmiany w mediach.

Jasne, że to dość mglisty pomysł, ale wydaje mi się, że wart rozważenie przez rząd. I udoskonalenia oraz uzupełnienia składu takiej reprezentacji, która mogłaby zwycięsko wyjść z potyczki brukselskiej, sprowokowanej przez naszych nieodpowiedzialnych politycznych sprzedawczyków.

Autor bloga

JACHOWICZ

Jerzy Jachowicz

Polski dziennikarz, publicysta. Przed 1989 działał w opozycji demokratycznej ("Solidarność"). W latach 1989-2005 był dziennikarzem "Gazety Wyborczej", jednym z prekursorów dziennikarstwa śledczego w Polsce. Zajmował się głównie problematyką przestępczości zorganizowanej i jej powiązań z dawnym aparatem bezpieczeństwa PRL.

CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook