Jedynie prawda jest ciekawa

Księdza Lemańskiego tajemnice?

13.08.2014

Dla mnie sprawa jest dość przejrzysta. Ks. Wojciech Lemański nie jest w najmniejszym stopniu uduchowionym człowiekiem, który chce zgodnie z wartościami ustanowionymi przez Kościół katolicki i wypracowanymi tradycją naszych przodków, wskazywać innym drogę, jaką należy iść w życiu.

Jest pełnym chełpliwości i buty osobnikiem, który od początku wykorzystywał swoje miejsce w Kościele katolickim do realizacji swoich wybujałych ambicji. Nie ma i jak się okazuje nie było u niego nigdy skromności i pokory, cech wymaganych od każdego przyzwoitego i rozsądnego człowieka, wręcz fundamentalnych dla przewodnika duchowego.  Owszem może być przewodnikiem, ale według własnych zasad. Są to jednak zasady, w które wpisany jest konflikt, jako siła napędowa aktywności i nadzwyczajnej żywotności księdza.

Za mało znam ks. Lemańskiego, abym mógł dokonać rzetelnej i pełni wiarygodnej wiwisekcji jego osobowości. Czasami wystarcza jeden, jakiś bardzo charakterystyczny obrazek, aby coś można było o kimś powiedzieć. Wydaje mi się, że stałem się mimowolnym świadkiem takiego obrazka. Zobaczyłem w nim człowieka, który uważa, że to świat winien być podporządkowany jemu. On światu nigdy. Było to w sytuacji, kiedy w Warszawie, na jednej z ulic, przechodził po pasach przez szeroką, jezdnię przedzieloną torami tramwajowymi. Miejscu, w którym nie ma świateł. Ksiądz Lemański, w towarzystwie dwóch kobiet, być może sióstr zakonnych, bo w pobliżu owego przejścia właśnie znajduje się zakon żeński, dochodził do torów, kiedy z jego prawej strony pojawiło się auto osobowe, z przeciętną jak na jazdę po mieście szybkością. Ponieważ nie było za nim innych samochodów, byłem pewien, że ks. Lemański, zatrzyma się na trzy–cztery sekundy, aby auto  swobodnie przejechało pasy i dopiero wtedy wejdzie na jezdnię. Tymczasem duchowny, nie bacząc na tę sytuację, wkroczył na jezdnię, zmuszając auto do ostrego hamowania. Następnie, z gestem pretensji podniósł prawą rękę, patrząc na kierowcę, a lewą zaczął zachęcać do wejścia na jezdnię obydwie kobiety, które nadal tkwiły na torach, przekonane widać, że przejdą, kiedy już auto minie pasy. 

Podobnego braku gotowości do drobnych ustępstw nie widać również w postawie ks. Lemańskiego w innych o wiele poważniejszych sprawach, będących przyczynami długo trwającego już konfliktu miedzy nim a jego zwierzchnikami administracji kościelnej. 

Pytanie, jakie sobie od dłuższego czasu zadaję, brzmi tak. Czy to tylko kwestia jego osobowości, która jemu osobiście przynosi nieustanny stres, ponieważ nie mieści się w standardach panujących w Kościele?  Czy to gra ze strony ks. Lemańskiego, podjęta przez niego, dla osłabienia hierarchii Kościoła katolickiego w Polsce, a tym samym wymierzona w cały polski Kościół? Podjęta i realizowana nie w pełni  przez niego samodzielnie. A nawet odwrotnie. Inspirowana i podgrzewana cały czas przez ludzi, dla których ks. Lemański jest tylko narzędziem. Na jakich warunkach i od jak dawna, również pozostaje tajemnicą. To jednak tylko bardzo wątłe pytania.               

Jerzy Jachowicz

Autor bloga

JACHOWICZ

Jerzy Jachowicz

Polski dziennikarz, publicysta. Przed 1989 działał w opozycji demokratycznej ("Solidarność"). W latach 1989-2005 był dziennikarzem "Gazety Wyborczej", jednym z prekursorów dziennikarstwa śledczego w Polsce. Zajmował się głównie problematyką przestępczości zorganizowanej i jej powiązań z dawnym aparatem bezpieczeństwa PRL.

CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook