Jedynie prawda jest ciekawa

Krzyk albo pozew do sądu

15.01.2014

Przez te wszystkie lata, Jerzy Owsiak przez większość mediów został rozdęty do rozmiarów ogromnego balona, który unosi się nad Polską, niczym „Anioł niosący pomoc”.

- Ludzie, zwariowaliście? Oszaleliście? Zróbcie coś dla innych. Wtedy będziecie mieli możliwość mówienia o tym, co może zrobić inna osoba. My to robimy. – Wykrzykiwał Jerzy Owsiak do dziennikarzy podczas konferencji prasowej, bezpośrednio po zakończeniu zbiórki na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Kilkadziesiąt sekund wcześniej to on sprawiał wrażenie niezrównoważonego człowieka. Wskoczył na stół pełen najróżniejszych rzeczy, pozostałych po aukcji. Zaczął pełzać po nim na kolanach, unosił niektóre z tych rzeczy lekko do góry, imitując sprawdzenie, czy coś pod nimi nie jest ukryte. Jednocześnie krzyczał wściekle wzburzony: - Chcecie mówić, że chowamy pieniądze?! Gdzie jest słoik z pieniędzmi, które chowam?! Gdzie jest ten słoik?!
    
Owsiak nie znalazł tego słoika. Być może wcale go nie ma. Być może pytanie dziennikarki, jakie padło w czasie konferencji było niewygodne dla Owsiaka, ale nie dawało podstawy do tak ostrej reakcji. Być może jego rzetelność w rozliczeniach finansowych, coraz częściej ostatnio podnoszona, jest bezpodstawna. Czemu więc tak chorobliwie zachowuje się na każdy prztyczek skierowany przeciwko niemu?
    
Jestem raczej przekonany, że to wynik ogromnej frustracji, jaką w ciągu ostatnich kilku miesięcy przeżywa Owsiak. Jest ona spowodowana tym, że ponad 20 lat uchodził za wzór poświęcenia. Patrzono na niego jak na człowieka, którego jedynym motorem działania była najszlachetniejsza pasja społecznikowska – niesienia pomocy ludziom chorym. Szczególnie ujmujące za serce każdego były zbiórki na rzecz chorych dzieci. Ściślej, na wyposażenie szpitali, w których leczone są małe dzieci. Przez ponad 20 lat był idolem milionów Polaków. Postacią pomnikową. Gdziekolwiek się nie pojawił, jego obecność wzbudzała podziw i uznanie. A do niego bezpośrednio kierowano wyrazy hołdu. Jego obraz, niemal zbawiciela polskiej służby zdrowia, w którą co roku wpompowuje miliony złotych dawanych przez ofiarnych Polaków, plasował go w samej czołówce polskich celebrytów. Dodatkowe pokłady sympatii zdobywał mu luzacki sposób zachowania i mówienia, dzięki któremu tak łatwy i bliski kontakt nawiązywał z młodymi ludźmi. Nie tylko na Przystanku Woodstock, ale również podczas kwest, które zamieniał w atrakcyjne dla wielu telewizyjne show.
    
Przez te wszystkie lata, Jerzy Owsiak przez większość mediów został rozdęty do rozmiarów ogromnego balona, który unosi się nad Polską, niczym „Anioł niosący pomoc”. Toteż kiedy w ostatnich miesiącach zaczęto lekko nakłuwać ten balon, dla Owsiaka stało się to nie do zniesienia. Jego obecne położenie trochę przypomina sytuację Adama Michnika, którego również z idola stojącego na niebotycznym piedestale, zaczęto przywracać do zwykłej ludzkiej postaci. Z brakami i wadami, jak u każdego.  Ciekawe też, że postępowanie Owsiaka podobna jest do postawy Michnika. Kto mnie krytykuje, temu odwijam się na odlew, jak nie mogę, krzyczę, a jak i to przestaje być skuteczne, ślę pozwy do sądów.

Jerzy Jachowicz

Autor bloga

JACHOWICZ

Jerzy Jachowicz

Polski dziennikarz, publicysta. Przed 1989 działał w opozycji demokratycznej ("Solidarność"). W latach 1989-2005 był dziennikarzem "Gazety Wyborczej", jednym z prekursorów dziennikarstwa śledczego w Polsce. Zajmował się głównie problematyką przestępczości zorganizowanej i jej powiązań z dawnym aparatem bezpieczeństwa PRL.

Wiadomości z kraju

więcej

Wiadomości ze świata

więcej
CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook