Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Krętactwa Tusków

15.08.2012

Donald Tusk okazał się takim samym krętaczem, jak jego syn Michał. Może nieco zręczniejszym, bardziej przebiegłym, ale krętaczem.

Fakt, że dosyć swobodnie może kłamać publicznie jest winą dziennikarzy. Część z nich nie chce, a część nie potrafi wytknąć mu fałszerstw, którymi karmi media, a za ich pośrednictwem opinię publiczną.

- Mój syn został brutalnie prześwietlony przez media – z wyrzutem w głosie mówił premier. Zapomniał powiedzieć jednak, że to Michał Tusk osobiście, na własne życzenie tydzień wcześniej rozpoczął kampanię medialną o sobie. Udzielił dużego wywiadu gdańskiej edycji „Gazety Wyborczej” o swojej pracy zarówno w porcie lotniczym Gdańsk, będącym własnością państwa jak i w prywatnej firmie OLT Express.

„Gazeta”, w której Michał Tusk przepracował siedem lat, opublikowała jednocześnie wywiad na swoim wydaniu internetowym, tak że lotem błyskawicy stał się dostępny w całej Polsce. W redakcjach zawrzało. Powszechnie rozmowę tę uznano za tzw. ustawkę, czyli wywiad, mający do spełnienia ściśle określony cel – ochronę interesów Michał Tuska. Wybronić go przed grożącym mu zdemaskowaniem, jako niezłego cwaniaka, a na pewno nie w pełni lojalnego pracownika. Ustawiając sobie ten wywiad, był w sytuacji człowieka, któremu pali się grunt pod nogami. Chciał uprzedzić spodziewany następnego dnia atak na siebie ze strony właściciela  OLT Express, a  ściślej spółki matki, dziś już słynnej Amber Gold, Marcina Plichty.

Główną wiadomością, która mogła paść z ust Plichty w czasie zapowiadanej konferencji prasowej, a która mogła Tuska jr. skompromitować, miało być podanie do wiadomości publicznej, że pracował w firmie, na czele której stał Marcin Plichta. W tym czasie media już trąbiły o bankructwie OLT Express, ale też o kłopotach finansowych Amber Gold. Było oczywiste, że „Gazeta Wyborcza” chce pomóc młodemu Tuskowi w wybrnięciu z kłopotów, do których doprowadziła go chciwość, a które przełożą się na zachwianie pozycji jego ojca, jako premiera.

Nawet jednak w tym „oczyszczającym” go z założenia wywiadzie, nie potrafił powstrzymać się od krętactw, które po kilku dniach wyszły na jaw.  Jednym z nich była nieprawdziwa kwota, jaką miał dostawać od swojego prywatnego pracodawcy. Powiedział, że było to 5,5 tys. zł miesięcznie. Po kilku dniach jedna z gazet dotarła do umowy i okazało się, że dostawał 5,950 zł. Później tłumaczył się, że nie zwracał uwagi na wysokość przelewu, stąd pomyłka. Inne kłamstwo, było już na pograniczu bezczelności. Otóż powiedział w tym wywiadzie, że „wkurzył się” kiedy w lipcu dostał przelew na 5,5 tys. zł, bo wiedział już, że Amber Gold ma kłopoty i nie jest w stanie płacić innym pracownikom OLT Express, a jemu wypłacono należne pieniądze. I ktoś nieżyczliwy może to wykorzystać przeciwko niemu.

Tym razem okazało się, że nie tylko „był wkurzony”, ale sam alarmował jednego z dyrektorów OLT, aby koniecznie przesłano mu pieniądze przed urlopem. 

Z kolei premier, broniący teraz syna jako troskliwy tato, ale nie premier, zapomniał, że to on zdetonował bombę z Michałem Tuskiem w roli głównej. To premier w ramach bezwzględnej wojny z nepotyzmem, informując o objęciu stanowiska ministra rolnictwa przez Stanisława Kalembę, zapowiedział, że jego syn Daniel odejdzie z Agencji Rynku Rolnego. Taka miała być cena za ministerstwo. Podobno miał już na to obietnicę Waldemara Pawlaka. Młody Kalemba się postawił, powiedział, że nie ma najmniejszego zamiaru rozstawać się z Agencją, gdzie pracuje już dziesięć lat. To przy tej okazji media przypomniały sobie, że na lotnisko LOT w Gdańsku w teczce został przywieziony Michał Tusk. Przypomniano, że dostał tam pracę bez konkursu. Tego samego dnia zdetonowano ładunek: Michał Tusk pracował dla prywatnej firmy przewozowej, która właśnie splajtowała, a jej właścicielem jest jakaś podejrzana postać.

Po tygodniu, kiedy premier zorientował się, że spraw rykoszetem uderza w niego, postanowił dać odpór atakom na jego syna i na niego samego. Strategia była prosta. Rozdzielić sprawy syna od wysokiego urzędu jaki sam pełni. Żeby po przykryć skandaliczną historię syna i jednocześnie pokazać, jakim jest szeryfem, w sprawie Amber Gold zwołał Komitet Stabilizacji Finansowej. To kolejne jego szalbierstwo, wielka mistyfikacja. Komitet, zgodnie z ustawą jest instytucją zwoływaną w momentach kryzysu finansowego kraju.  To co robi Tusk, to tak, jakby po zabiciu pieszego przez złodzieja samochodów, prowadzącego po pijanemu skradzione auto, prezydent zwoływał posiedzenie Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Pełne zanurkowanie w świat oszustwa. W świat manipulacji ojca Michała Tuska i na nasze nieszczęście - premiera.                         

Jerzy Jachowicz

Autor bloga

JACHOWICZ

Jerzy Jachowicz

Polski dziennikarz, publicysta. Przed 1989 działał w opozycji demokratycznej ("Solidarność"). W latach 1989-2005 był dziennikarzem "Gazety Wyborczej", jednym z prekursorów dziennikarstwa śledczego w Polsce. Zajmował się głównie problematyką przestępczości zorganizowanej i jej powiązań z dawnym aparatem bezpieczeństwa PRL.

CS139fotoMINI

Czas Stefczyka 139/2017

PDF (4,73 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook