Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Kobitka z okładki "Vivy!" z kłopotami

17.06.2015

Z grzebaniem PO do trumny, byłbym ostrożny. Choć po przegranej Komorowskiego w walce o prezydenturę, każdego dnia rządząca partia traci drobny procencik poparcia.

To jak mówią moi redakcyjni eksperci w sprawach nie tylko polityki, twardy elektorat PO pozostaje jej wierny do grobowej deski. Możliwe nawet, że zapatrzeni w PO jej fani są w większym szoku niż kierownictwo partii. Do dziś nie rozumieją tego i nie są w stanie uwierzyć w to, co się stało 24 maja. Jestem niemal pewien, że wielu tych, którzy do ostatnich godzin przed ogłoszeniem przez PKW oficjalnych wyników, wierzyli w zwycięstwo Komorowskiego, ciągle nie jest w stanie za pierwszym razem trafić kluczem w dziurkę od zamka w drzwiach.

Podobnie trzęsą się ręce i drży płaczliwie głos premier Kopacz. Od pierwszych godzin po zwycięstwie Andrzeja Dudy, kiedy Platformie zaczęła zaglądać w oczy realna groźba porażki w jesiennych wyborach parlamentarnych, niemal każdy krok Kopacz, miast oddalać widmo przegranej, systematycznie ją przybliża. Tę nerwowość oglądaliśmy kilkakrotnie. Najbardziej niefortunne były dwa posunięcia. Obydwa wywołały niesmak , ale i oburzenie . Pierwszy to zamach na Trybunał Konstytucyjny – ustawowe stworzenie sobie przez PO szansy mianowania sędziów TK  przed upływem obecnej kadencji Sejmu, drugie strategiczne posunięcie – zaplanowanie zatrudnienia ok. stu najemników, którzy za opłatą będą w Internecie prowadzili jako hejterzy regularną wojnę z PiS.  Kiedy to wyszło na jaw, Kopacz próbuje wmówić opinii publicznej, że to był żart. Owszem – dodała oficjalnie – Platforma zamierza zawojować portale własnymi hejterami, ale będą nimi członkowie PO i jej politycy. 

W prawdziwą panikę wpadła Kopacz po publicznym ujawnieniu przez Zbigniewa Stonogę pełnej dokumentacji kilkudziesięciu tomów akt śledztwa w aferze taśmowej. Jak wiemy dla wielu ludzi związanych z PO nagrania „kelnerów” są kompromitujące. Próbując zahamować spadek notowań PO, Kopacz zdecydowała pozbyć się ze składu rządu osób nagranych na taśmach. Jednakże styl w jaki to zrobiła,  przypominał tani,  prowincjonalny teatr amatorski, w którym 70-latka gra Ofelię.  W wystąpieniu Kopacz, roznosił się zapach nieprzyjemnej stęchlizny, jaki na aferze taśmowej pozostawił Donald Tusk, a premier Kopacz próbowała wmawiać, że to świeża, pachnąca sprawa, której nie potrafi jedynie skutecznie uprasować prokuratura. 

Po takiej bajeczce, nikt nie wierzy w odwrócenie karty Platformy. Potwierdziło się to już po trzech dniach, kiedy doszło do powołania nowych ministrów przez Kopacz. Są nimi takie mizerne figury, że nawet nie warto wymieniać ich z imienia i nazwiska. Miałkość dwóch nie budzi wątpliwości, a trzeci od sportu, naprawdę nieważny. Gdyby nie było ministra sportu, wszystkie sprawy sportowe w Polsce toczyłyby całkiem nieźle. Dałby Bóg, żeby ten nowy tylko nie przeszkadzał. 

Krótko mówiąc,, to co Kopacz chciała uratować, pogrążyła jeszcze bardziej. Taka to osóbka z okładki „Vivy”. 

Znany dziennikarz wzywa ją do złożenia teki premiera. Uważa, że to jedyny sposób na uratowanie Platformy od zmiażdżenia przez PiS i Kukiza w najbliższych wyborach. Dziennikarz ów, bardzo obyty i zżyty z Platformą, wie przecież dobrze, że jedynym człowiekiem władnym przeprowadzić taką zmianę jest Tusk. 
Winien więc powtórzyć swój dawny apel, choć cel zmodyfikowany znacznie: - Tusku musisz!

Autor bloga

JACHOWICZ

Jerzy Jachowicz

Polski dziennikarz, publicysta. Przed 1989 działał w opozycji demokratycznej ("Solidarność"). W latach 1989-2005 był dziennikarzem "Gazety Wyborczej", jednym z prekursorów dziennikarstwa śledczego w Polsce. Zajmował się głównie problematyką przestępczości zorganizowanej i jej powiązań z dawnym aparatem bezpieczeństwa PRL.

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook