Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Kiedy wilki zawyły, piękne sny się skończyły

15.05.2013

Tym razem wierzyłem, że los się do mnie uśmiechnie, a moje życie zmieni się o 180 stopni. Myślałem, że długo oczekiwane szczęście zawita w moich skromnych progach. Marzenia muszą się ziszczać - zakładałem. Szczególnie w maju, kiedy wszystko kwitnie.

A wtedy świat będzie wyglądał inaczej. Skończy się moja poniewierka po mediach, która mi już obrzydła. Będę mógł zarzucić z siebie kostium, który ciążył mi niczym żelazna zbroja rycerska podczas średniowiecznych krucjat do Ziemi Świętej. Pod maską prawicowca i konserwatysty, długo skrywałem swoje prawdziwe uczucia polityczne. Z trudem, ale mi się udawało. Jak długo wszak można prowadzić podwójne życie? Jeszcze do niedawna sen miałem długi i głęboki, a apetyt odpowiedni do swojej harmonijnie ukształtowanej sylwetki, budzącej niewątpliwe, żywe zainteresowanie płci odmiennej.

Wszystko to pękło, rozsypało się niczym domek z kart za podmuchem wiatru w momencie powstania „Europy Plus”. Inicjatywy dwóch politycznych mocarzy i jednego tytana. Wybuchła we mnie tęsknota za prawdziwą, otwartą politycznością lewicową. Ta, która podtrzymywała mnie na duchu. Kazała być cierpliwym zgodnie z zasadą, że dopiero wytrwanie po uprzednim wystawieniu na ciężką próbę dowodzi prawdziwej lojalności i przywiązaniu do określonych idei. Takim się też okazałem. Naturalne więc, że widziałem siebie w gronie wyróżnionych, zasiadających wraz z Anią Grodzką w brukselskich europejskich strukturach. Cóż to za słodkie będą chwile dla nas obojga, stęsknionych za ciepłem politycznych przyjaciół.

Kiedy wyobrażałem sobie, że to tylko kwestia godzin, kiedy dostanę nominację na miejsce na liście, gwarantujące przejście na pełne utrzymanie mnie „Plus Podróże” przez europarlament, nagle w nasze szeregi wkradły się napięcia, konflikty, sprzeczki, podjazdy i rozjazdy. Siwiec pokazał Palikotowi wilcze kły. Kwaśniewski, mój patron duchowy, tytan, który miał to wszystko scalać mocą swego autorytetu, zrażony widokiem nienasyconych wilków w owczych skórach, machnął ręką. W języku migowym oznaczało to: - Mam was po dziurki w nosie. Jeśli na początku zaczynacie się wzajemnie kąsać, nie trudno sobie wyobrazić, jak będziecie się rozszarpywać na kawałki, gdy dojdzie do przydzielania miejsc. Brylantowy pomysł  poprzez zawiść, swary i fatalną promocję zamieniliście w farsę – powiedział tym jednym  machnięciem ręki ten, który czuł się moralnie odpowiedzialny za całe przedsięwzięcie.

Zamiast triumfu, mocnym usadowieniu się w siodle na rączym rumaku lewicowego ugrupowania, który ruszy z kopyta do Brukseli, może się okazać, że mój tytan, po raz kolejny okaże się czarnym koniem kolejnej nieudanej inicjatywy politycznej. Pogrzebanej, zanim zdążyła się na dobre rozwinąć. Mnie zaś pozostanie tylko worek pokutny za to, że tak długo byłem zwykłym szubrawcem, podszywającym się pod wroga lewicy.

Jerzy Jachowicz

Autor bloga

JACHOWICZ

Jerzy Jachowicz

Polski dziennikarz, publicysta. Przed 1989 działał w opozycji demokratycznej ("Solidarność"). W latach 1989-2005 był dziennikarzem "Gazety Wyborczej", jednym z prekursorów dziennikarstwa śledczego w Polsce. Zajmował się głównie problematyką przestępczości zorganizowanej i jej powiązań z dawnym aparatem bezpieczeństwa PRL.

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook