Jedynie prawda jest ciekawa

Jak dobrze odsapnąć w Nigerii

10.04.2013

Mamy fantastycznego premiera. Trzecia rocznica katastrofy smoleńskiej, a on pod pretekstem kontaktów gospodarczych z Nigerią, czmycha z kraju jak tchórz.

Ale nie tylko ze strachu. Jak zwykle u niego obawy są podbite agresją przemieszaną z arogancją, cynizmem, postawą lekceważenia innych. Doskonale wie, że 10 kwietnia jego obowiązkiem jako szefa rządu, który miał tak przemożny wpływ na wydarzenia smoleńskie, zarówno przed katastrofą jak po niej, jest bycie w kraju,  gdzie kilka setek ludzi, najbliższych ofiar, będzie opłakiwało zmarłych, a kilka milionów Polaków, czciło ich pamięć.  

- A chodźcie sobie na groby. Opłakujcie tych, którzy zginęli. Mnie to nie obchodzi, skoro potraficie mieć do mnie tylko pretensje. – A co zrobiłeś, żebyśmy ich nie mieli? – możemy odwrócić cięcie premiera. Nagromadziłeś taką masę wątpliwości, że żaden krytycznie myślący człowiek nie jest w stanie nie doszukiwać się czegoś głębszego niż tylko nieudolność, zaniechanie, niedbalstwo.  

Skąd się wziął taki premier? Zaraz, zaraz. Sami go wybraliśmy, głosując na PO. To znaczy ci, którzy na tę partię głosowali, wiedzieli dobrze, co robią. Po zwycięstwie Platformy powtórka z rozrywki była pewna. Może tylko niektórzy spodziewali się, że repeta nie będzie występowała w podwójnym nasileniu. A tu co chwila niewypał, próby oszustwa, klajstrowanie najróżniejszych wpadek, słowem kompromitacja. Potem cyniczne odwracanie  kota ogonem. Przegrane nazywa zwycięstwami, potknięcia swoje i rządu – osiągnięciami. I nachalnie domaga się, abyśmy wierzyli w jego drobne oszustwa, a czasami potężnego kalibru kłamstwa. Czas kredytu zaufania dawno minął. Tylko ci, którzy z różnych powodów tego sami chcą, bo widzą w tym dla siebie korzyści, wierzą w to, co mówi, obiecuje, o czym zapewnia.  Coraz mniej nabiera się na jego słówka. Ma to we krwi, wyniesione z czasów komunizmu, operowanie banałami, sprytnymi, ale pustymi w środku deklaracjami, czarowanie słodkimi słowami, które każdy lubi słuchać.

Już teraz z przerażeniem myślę, co to będzie, jeśli Donald Tusk obejmie jakieś odpowiedzialne stanowisko we władzach  europejskich  i w swoim pierwszym przemówieniu oczaruje wszystkich obcych eurodeputowanych. Czego nie na obiecuje, jakich to dokona usprawnień, jak potężnie odchudzi administrację i jakie z tego będą ogromne oszczędności, z których część będzie chciał przeznaczyć na leczenie maluchów chorych np. na białaczkę. Wszyscy wezmą te obietnice za dobra monetę i będą patrzyli na Tuska z uznaniem i podziwem. A później z każdym miesiącem z tego nadmuchanego balonu będzie powoli sączyło się powietrze, aż zostanie sam flak, który ludzie w Brukseli będą omijali z daleka.

Nikt już mu niczego nie powierzy i będą tylko z utęsknieniem czekali, aż będą mogli się go pozbyć. Tam nie będzie miał żadnych podpórek, podobnych do tych w Polsce. Nie będzie mógł straszyć PiS ani zwalać na te partię jego własnych grzechów.  

Na razie ciekaw jestem, jak wybrnie z kompromitującej sprawy drugiej nitki jamalskiej. Już dziś gołym okiem widać, że kolejny raz skandalicznego zaniedbania dopuściła się ABW, która nie potrafi pilnować strategicznych interesów ekonomicznych kraju. Ta służba jest upolityczniona do tego stopnia, że poza prognozami wyborczymi i operacjami osłabiającymi opozycję już nie wiele sa w stanie zrobić.

W Nigerii nikt nie będzie Tuskowi zaprzątał głowy, nie tylko bolesnym Smoleńskiem, ale i pełną niepokojących tajemnic drugą nitką jamalską.

Jerzy Jachowicz

Autor bloga

JACHOWICZ

Jerzy Jachowicz

Polski dziennikarz, publicysta. Przed 1989 działał w opozycji demokratycznej ("Solidarność"). W latach 1989-2005 był dziennikarzem "Gazety Wyborczej", jednym z prekursorów dziennikarstwa śledczego w Polsce. Zajmował się głównie problematyką przestępczości zorganizowanej i jej powiązań z dawnym aparatem bezpieczeństwa PRL.

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook